Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Wrzesień 2013

Mariusz Piotrowski

Podróże przez ciała

44Słynny jogin Swami Rama z Himalajów żyje! I to nie w jednym ciele, co jest w świecie mistyki indyjskiej zdarzeniem nad wyraz banalnym, ale aż w dwóch!

 

Okazuje się, że ostatnimi czasy w podhimalajskim stanie Uttarakhand (Uttarańćal) objawiło się dwóch młodych jeszcze, nazwijmy ich, joginów, którzy twierdzą, że są wcieleniami zmarłego w 1996 roku popularnego na Zachodzie i w Indiach Swamiego Ramy, którego historia jogicznego życia została przez niego samego opowiedziana w fascynującej książce pt. Żyjąc wśród himalajskich mistrzów (wyd. Limbus). Jogini są młodzi, mają po dwadzieścia kilka lat, i twierdzą, że Swami Rama „przesiadł” się w ich ciała wtedy, kiedy był zmuszony porzucić własne zniszczone przez rozwijający się nowotwór płuc. Śmiertelnie chory słynny jogin, zamieszkujący okolice miejscowości Dehradun (w tym samym stanie Uttarakhand) i nadzorujący powstający wtedy nowoczesny szpital swego imienia, dokonać miał tzw. para-kaja praweszy, czyli przeniesienia świadomości (duszy) do ciała zmarłego właśnie kilkuletniego chłopca. Para-kaja prawesza to starożytna technika jogiczna, której użyć są w stanie tylko bardzo zaawansowani jogini-asceci, praktycy medytacji. Nie można dowiedzieć się o niej, poza zdawkowymi i ogólnymi informacjami, z jakiegokolwiek znanego szerzej indyjskiego traktatu jogicznego. Wiedza o tej technice przechodzi z mistrza na ucznia i z tego, co wiem, cały czas jest np. swoistym depozytem zachowywanym w jogicznej linii nathów, okrytej tajemnicą jogicznej linii wywodzącej się od Gorashanatha. W linii tej przechowywane są też informacje o technice sanjeewan-samadhi, czyli utrzymywania świadomości w ciele funkcjonującym nawet setki lat w stanie swoistego letargu.
 
Każdy z dwóch joginów twierdzi, że to on właśnie jest tym chłopcem, w którego martwe ciało wstąpił umierający Swami Rama i ożywiwszy je, żyje w nim do dzisiaj. Obaj zdaje się nawet całkiem dokładnie poznali biografię słynnego jogina, gdyż na użytek mediów sypią faktami z jego życia. Być może niedługo okaże się, że ten z nich, który potrafi przytoczyć większą liczbę szczegółów, będzie tym „prawdziwym” swamim. Obaj jednak, jak zauważyli indyjscy dziennikarze, posługują się informacjami pochodzącymi ze wspomnianej wyżej książki, jak i opracowań firmowanych przez założony przez Swamiego Ramę w Stanach Zjednoczonych Międzynarodowy Himalajski Instytut Jogi i Filozofii. Nie znają natomiast biografii mniej oficjalnej, która zdecydowanie nie przystawała do tej stworzonej na użytek rynku amerykańskiego, tamtejszych czytelników, adeptów jogi i wielbicieli, czy przede wszystkim wielbicielek swamiego.
 
Urodzony w 1925 roku w Indiach jako Brij Kishor Kumar swami zrobił już w Indiach dosyć imponującą karierę, nie tylko jako znany ze spektakularnych osiągnięć jogin, lecz także jako „święty mąż”, gdyż przez pewien czas był Śaknkaraćarją Karwirpitham jednego z czterech indyjskich zakonów swamich i pozycję tę zajął już w bardzo młodym wieku. Jednak drzwi do prawdziwej kariery, w tym finansowo-medialnej, otworzyły się przed nim w roku 1969, po przybyciu do Stanów Zjednoczonych. Był to czas, kiedy do Ameryki dzieci kwiatów, ale i kraju znajdującego się wówczas u szczytu gospodarczej prosperity – rok 1969 to rok m.in. misji Apollo 11, pierwszej załogowej wyprawy księżycowej – ściągały zastępy hinduskich guru i tybetańskich lamów, znajdując tu swoją ziemię obiecaną, zaludnioną tysiącami spragnionych wschodniego mistycyzmu hippisujących młodych ludzi. Swami Rama był chyba jednak pierwszym joginem z prawdziwego zdarzenia, gdyż inni jego konkurenci do uwielbiania przez amerykańską opinię publiczną byli głównie tzw. nauczającymi, czyli eksponentami takiej czy innej tradycji hinduistycznej. Był też pierwszym, który poddał się serii naukowych testów, mających potwierdzić jego jogiczne zdolności panowania nad ciałem. Stało się to w Klinice Mennigera w Topece w stanie Kansas, gdzie zespół badaczy sprawdzał w rozmaitych warunkach puls, ciśnienie, a także zdolność swamiego do życia na bezzdechu oraz jego imponującą umiejętność całkowitego zatrzymywania akcji serca.
 
Swami Rama bardzo szybko zyskał w Stanach Zjednoczonych sporą popularność. Udzielał licznych wywiadów prasie, często pojawiał się w telewizjach. Wyglądem odpowiadał potocznemu zachodniemu wyobrażeniu o indyjskim joginie. Do tego był człowiekiem wykształconym, o ujmującym sposobie bycia, dowcipnym. Ale przede wszystkim – joginem o niezwykłych talentach. Do tego stopnia imponujących Amerykanom, że przypisano mu pełną paletę najrozmaitszych mocy siddhi, od umiejętności czytania w myślach i jasnowidzenia, po zdolności uzdrawiania i materializowania przedmiotów. Nic też dziwnego, że założony przez swamiego w Honesdale Międzynarodowy Himalajski Instytut Jogi i Filozofii przyciągał tysiące młodych adeptów z całych Stanów Zjednoczonych i niebawem ze świata. W zajęciach z zakresu jogi, ajurwedy i zdrowego stylu życia uczestniczyły głównie kobiety zafascynowane charyzmatyczną osobowością swamiego. Niektóre z nich były jego osobistymi uczennicami, a później też tzw. asystentkami. Jedna z nich została matką jego dziecka, co wyszło na jaw po latach, już po śmierci swamiego.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Wrzesień 2013

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.