Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Listopad 2013

Anna Chabiera

Laos – kraj miliona Buddów

PB200507 A.tifDawno, dawno temu, w 1353 roku, powstało w południowo-wschodniej Azji Królestwo Lang Czang Hong Khao, czyli Kraj Miliona Słoni pod Białym Parasolem, którego godłem był trójgłowy słoń. Przez wiele lat było potężnym i bogatym państwem. Potem kraj rozpadł się na trzy małe królestwa, którymi zawładnęli Francuzi i nazwali je Laos.

Nastąpiły krótkie chwile wolności i znów oddziały wietnamskie stacjonują w Laosie, a Amerykanie bombardują wschodnie rejony kraju. Wreszcie w 1975 roku proklamowano Laotańską Republikę Ludowo-Demokratyczną. Powstało kolejne państwo socjalistyczne, jednak troszkę na innych zasadach niż u nas w Europie. Z flagi usunięto wprawdzie trójgłowego słonia, ale książę pozostał na fotelu prezydenta i nikt nie kwestionował wiary i upodobań religijnych Laotańczyków. W ideologii państwowej wprowadzono odwołania do buddyzmu i jego twórcy.

Gdy wysiadłam z samolotu, uświadomiłam sobie, jak różnie pachnie świat. Otulił mnie zapach ciepłej, wilgotnej świeżości. Jak inaczej może pachnieć kraj, który prawie w całości porośnięty jest lasami? Był to zapach świeżości, ale i rozleniwienia. Czas tu płynie wolno. Ludzie są spokojni, łagodni, zgodni i często się uśmiechają. Kochają muzykę i taniec, ale najbardziej kochają Buddę. Jego posągi z łagodnym i spokojnym uśmiechem są wszędzie, tak samo jak świątynie. To najważniejsze zabytki dzisiejszego Laosu. Ruszyłam ich śladem.
Rozpoczęłam od dawnej stolicy – Luang Prabang, którego symbolem jest stojący Pra Bang Budda. Oryginał tego posągu z I w. znajduje się w Sri Lance. Wylądowałam wieczorem i po wjechaniu do miasta miałam wrażenie, że znalazłam się w wyludnionym miejscu. Puste ulice, spokój i cisza wokoło. O, ktoś przejechał rowerem! To tylko biały turysta. Za to o świcie to miasto ożywa. Wszystkich budzi gong w Wat Sensoukharam. Rozpoczyna się pintabatu, czyli zbieranie jałmużny. Ulicami wędrują mnisi w pomarańczowych szatach, z miskami w rękach. Miejscowi oraz wszyscy turyści wychodzą im na spotkanie i obdarowują żywnością. Mnisi potem dzielą się nadmiarem zebranych dóbr z mieszkańcami i tak się wszystko kręci. Jałmużnę należy dawać na klęczkach, aby mnisi nie poczuli się poniżeni. W Luang Prabang żyje 850 mnichów. Każdy laotański mężczyzna musi spędzić jakiś czas w klasztorze: 3 dni, 3 tygodnie, 3 miesiące lub 3 lata. Wychodzi, gdy staje się silniejszy, a niektórzy zostają na zawsze.
Po ceremonii pintabatu odwiedziłam poranny targ z rozłożonymi na ziemi straganami, z ułożonymi w kupkach kolorowymi owocami i warzywami. Można tam zjeść pieczone placuszki i podziwiać wytwory z liści palmowych.
Z targu, jedną z głównych ulic ruszyłam na

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Listopad 2013

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.