Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Listopad 2013

Kazimierz Kyrcz Jr

Szklana góra

ekran.tifBabcia od strony matki przeżyła zarówno swojego męża, jak i rodziców mojego ojca. Przy czym, co rzadko się zdarza, praktycznie do samego końca zachowała pełnię władz umysłowych. Była w tym jakaś dziejowa sprawiedliwość, bo zawsze miała w sobie pokłady życzliwości, którymi można by bez trudu obdzielić mieszkańców całej kamienicy.
Mieszkała sama, otoczona miniaturowymi ogrodami Semiramidy. Czas płynął jej na pielęgnacji roślin i przeróbkach krawieckich, do których używała przedwojennej, a mimo to wciąż sprawnej maszyny do szycia.
Jako nastolatka, a i później, na studiach, wręcz uwielbiałam ją odwiedzać. Nie tylko ze względu na to, że dorzucała mi co nieco do kieszonkowego czy stypendium, lecz dla samej przyjemności obcowania z kimś wrażliwym i serdecznym. Przede wszystkim zaś z kimś, z kim łączyły mnie niezwykle silne więzi, których natury wówczas jeszcze nie rozumiałam.

Miałam kilka lat, gdy od którejś z koleżanek dowiedziałam się, że istnieje coś takiego jak śmierć. Zrozpaczona przez pół wieczoru płakałam w poduszkę. Dopiero gdy przyznałam się babci, czemu płaczę, uspokoiła mnie opowieścią, że życie to coś w rodzaju szklanej góry – czym mocniej się go trzymamy, tym szybciej osuwamy się w niebyt. Dlatego też trzeba cieszyć się każdą chwilą, jaką Stwórca nas obdarzył i nie marnować ich na czcze żale. Oczywiście powiedziane to zostało innymi słowami, dostosowanymi do mojego wieku, lecz sens pozostał właśnie taki.
 
Moja matka wychowywała mnie samotnie, bez reszty poświęcając się karierze aktorskiej, więc cały ciężar opieki nade mną spoczywał na dziadkach. Zamieszkałam z nią, dopiero gdy skończyłam piętnaście lat. Wyprowadziłam się cztery lata później.
Prawda jest taka, że prawdziwą matką była mi babcia.
Nic dziwnego, że tęskniłam za nią. Ta tęsknota nawiedzała mnie w różnych, niekoniecznie odpowiednich momentach. Zdarzało się, że w trakcie egzaminu odpływałam z sali, brodząc we wspomnieniach gęstych jak kisiel. Po czym w moim indeksie lądowała dwója lub trója. Na szczęście, pomimo tych porażek edukacyjnych, jakoś dotrwałam do magistra.

Babcia dostała wylewu podczas podlewania paprotek. Znalazła ją czujna sąsiadka, zaalarmowana podejrzanymi odgłosami z mieszkania powyżej.
Tego samego dnia pojechałam odwiedzić babcię w szpitalu. Była nieprzytomna, więc nie łudziłam się, że z nią porozmawiam. Wolałam jednak to, niż zadręczanie się, że nie skorzystałam z ostatniej szansy, by się z nią
pożegnać.
Weszłam do sali ze ściśniętym gardłem, ze wszystkich sił starając się nie płakać. Nie wytrzymałam długo. Babcia miała zmienioną, obrzękłą i opuchniętą twarz. Była odwrotnością tego wulkanu energii, jakim ją zapamiętałam.
Umarła następnego dnia, akurat w Święto Matki Boskiej Gromnicznej.
Na pogrzebie zebrała się cała, niezbyt zresztą liczna rodzina; wszyscy pogrążeni w smutku, milczący, wsłuchani w słowa księdza. A ten, pomimo młodego wieku, mówił całkiem do rzeczy. Powiedział na przykład, że choć ciało mojej babci wkrótce zostanie przykryte kołdrą ziemi, jej dusza już obudziła się w Bogu.
Proste i – niezależnie od okoliczności – dość pokrzepiające.
Nieco później wyszliśmy z kaplicy i gęsiego pomaszerowaliśmy za autem wiozącym obłożoną wieńcami trumnę.
Był początek lutego. Na nowej części cmentarza, na której chowano babcię, nie zdążyły jeszcze urosnąć drzewa, więc porywisty wiatr bez przeszkód policzkował żałobników i burzył fryzury tym nielicznym, którzy odważyli się nie założyć czapek.
Po wszystkim moja matka, z którą wciąż nie potrafiłam odnaleźć wspólnego języka, podeszła do mnie i z nieodgadnioną miną spytała, czy mogłabym jej pomóc.
– Pomóc? – powtórzyłam ze zdziwieniem, bo nigdy wcześniej o nic mnie nie prosiła.
– Trzeba posprzątać, usunąć część mebli, takie tam…
Nie od razu zrozumiałam, co ma na myśli. Tak ekspresowe usuwanie śladów bytności zmarłej na tym ponoć najpiękniejszym ze światów wydało mi się nieco przedwczesne, lecz warunki nie sprzyjały prowadzeniu dyskusji. Zgodziłam się.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Listopad 2013

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.