Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Lipiec 2013

Sylwester Raczyński

Idea Ukrytej Rzeczywistości


– Grafikiem – tak. Poetą – raczej nie. Kompozytorem i wokalistą – na pewno. Ale czy ezoterykiem? Nie jestem jasnowidzem, telepatą, bioenergeterapeutą, choć te wszystkie rzeczy pojawiają się wielokrotnie i intensywnie w moim życiu. Ja nie tyle wierzę, co po prostu wiem, że są zjawiska nie do końca zrozumiałe. Takie, których nauka jeszcze nie potrafi wytłumaczyć, a które są przypisane do tego świata, od momentu jego powstania, my zaś dopiero powoli je odkrywamy. To nie są zjawiska paranormalne, jak niektórzy je nazywają, tylko niewyjaśnione, intuicyjnie istniejące, których doświadczamy na każdym kroku, i które czekają wciąż na swoje wyjaśnienie. Każdy dzień przynosi nowe osobliwości i nie możemy, jako ludzie zasklepiać się na wczorajszych wydarzeniach, wierzyć we wczorajsze definicje, zapisane we wczorajszych podręcznikach, bo dziś mogą one być już nieaktualne, przestarzałe, z czym wielu wyznawców starego, newtonowskiego paradygmatu naukowego nie jest w stanie się pogodzić. Jak pisał Goe- the w ulubionym przeze mnie fragmencie Fausta: „Czego nie wiemy – trzeba nam właśnie, a to co wiemy – na nic się zda”. Jeśli więc ezoteryka jest poszukiwaniem nowej rzeczywistości na bazie dzisiejszych doznań – wtedy zgoda: jestem ezoterykiem, choć brzmi to też wczorajszo i kojarzy się z duchami i wirującym stolikiem. Ezoterycy powinni nazywać się odkrywcami jutra i nie bacząc na obowiązujące paradygmaty – dążyć do poznawania świata wszystkimi dostępnymi metodami, także, albo przede wszystkim, pozanaukowymi.
To takie moje wewnętrzne powołanie. Kilka lat temu stworzyłem inicjatywę, którą nazwałem „Ukryta Rzeczywistość” i przy współudziale zapraszanych na te spotkania gości staraliśmy się wspólnie tę rzeczywistość odkrywać. Spotkania miały tematyczną rozmaitość: „Dość milczenia o Nieznanym”, „Życie bez granic”, „Poza ciałem”. Udało mi się zaprosić znanych ludzi ze świata psychotroniki, ale i kilku otwartych na dyskusję naukowców.
Istnieje wielka potrzeba konfrontacji nauki akademickiej i badaczy zajmujących się rozwiązywaniem zjawisk niewyjaśnionych; dlatego właśnie powstała idea „Ukrytej Rzeczywistości” (ja nazwałem to ideą społeczną, ale można to chyba określić też koncepcją niszową). Jestem przekonany, że stoimy na progu nowych szans i nowych możliwości. Tyle dzieje się dziś w obrębie działań nienaukowych, że aż dziw bierze, że dotychczas nauka (w formie otwartej i oficjalnej) nie zajęła się na poważnie niektórymi „nienaukowymi” problemami. Bo jak można mówić o niepowtarzalności i braku wyników, kiedy np. odnotowuje się uzdrowienia zaistniałe pozamedycznie, a potwierdzone przez lekarzy i to nierzadko z ciężkich i nieuleczalnych chorób. Przypadek? Albo wyjątkowa spójność prekognicyjna z faktycznymi wydarzeniami, które (według ziemskiego pojmowania czasu) miały dopiero nastąpić, kiedy to opis wizji zgadzał się z zaistniałą później sytuacją, a osoba „widząca” nie miała prawa wiedzieć wcześniej o wielu z opisywanych szczegółów. Takie rzeczy chętnie omawiałbym właśnie na tego typu spotkaniach.
Myślę powrócić znowu do tej idei. I czuję to w sobie: jest jakieś takie popychanie mnie w tym kierunku.
Któregoś razu pojawiła się myśl, odczucie, aby trafić do młodych ludzi, nauczyć ich własnego odczuwania, rozumowania, kojarzenia, innego spojrzenia na świat, bardziej otwartego, dzięki większej wszechstronności niż ograniczony i statyczny program oświaty. Wymyśliłem takie spotkania interdyscyplinarne, na których byłaby i otwarta dyskusja na tematy nie do końca wyjaśnione, gdzie mówiłbym o poezji i czytał swoje utwory, wprowadzał zebranych w dobry nastrój humorystycznymi treściami, prezentował grafiki i opowiadał o ich tworzeniu, omawiał siłę życzeń i motywował ludzi do odkrywania siebie, śpiewał swoje piosenki… Może coś w stylu „Stowarzyszenia Umarłych Poetów”, ale oczywiście nie z tak dramatycznym finałem i w warunkach bardziej przyjaznych. Nie chcę nikogo do niczego przekonywać. Czuję raczej, że mogę pozostawiać w ludziach impuls, że można spoglądać inaczej przede wszystkim na siebie samych, że jest coś, czego nie rozumiemy lub nie zauważamy. Coś, co otacza nas inaczej niż powietrze i że warto z tego skorzystać. A przede wszystkim podczas tych spotkań chciałbym wypełnić ludzi przekonaniem, że skoro taka wielość form wyrazu istnieje we mnie, to oni też mogą być kreatywni w dowolny sposób. Sięganie w różne rejony kreacji jest świetnym ćwiczeniem mentalnym. Uwrażliwia i czyni umysł bardziej otwartym na interakcję ze światem, ale przede wszystkim ze sobą samym. Można to przyjąć albo nie. Odrzucić albo spróbować wykreować jakąś inną niż dotychczas drogę dla siebie. Dokładnie tak, jak z tą muzyką, która czasami, niektórym, zdaje się być tylko hałasem.
Chcę szybko przystąpić do realizacji tego pomysłu. Wstępne rozeznanie wykazało, że znaleźliby się chętni, którzy podjęliby „ryzyko” współpracy ze mną. Myślę, że mogę być dobrym przewodnikiem po tej tematyce wśród młodzieży, choć nie tylko. Oczywiście zawsze może trafić się podejrzenie o próbę „przekabacenia” albo „wciśnięcia kitu”.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Lipiec 2013

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.