Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Maj 2014

Wojciech Grzelak

Magiczne zioła

Milicjanci zaprowadzili Striełkowa na prowizoryczny posterunek w blaszanym kontenerze. Jego wnętrze było przedzielone kratą na część „urzędową” oraz areszt, w którym po krótkim przesłuchaniu wylądował podchmielony Walery. Kiedy jeden ze stróżów porządku próbował zamknąć drzwi do celi, oberwały się jednocześnie oba ich zawiasy. Milicjanci po naradzie przesunęli metalową szafę, blokując nią wejście do aresztu. Striełkow stał spokojnie, obserwując tę krzątaninę. W tym momencie odpadł boczny płat blachy kontenera, stanowiący jednocześnie dłuższą ścianę celi. Aresztant, odgrodzony od milicjantów kratą i ciężką szafą, miał teraz przed sobą niczym nieprzysłoniętą perspektywę Prospektu Lenina i zarazem perspektywę wolności, z której jednak nie skorzystał, aby nie narażać się na gniew i tak już poirytowanych funkcjonariuszy. Patrzyli na niego w milczeniu, a on fizycznie czuł ciężar tych spojrzeń. – Znaczy się tak – powoli wycedził wreszcie przez zęby starszy posterunkowy i wybrał na tarczy staromodnego ebonitowego telefonu numer komendy głównej.

Niebawem przyjechała milicyjna furgonetka. Striełkow posłusznie zajął miejsce w jej tylnej części przeznaczonej do przewozu więźniów. Usiadł na podłodze, oparł się plecami o drzwi i wypadł z samochodu na ulicę. Na szczęście auto nie nabrało jeszcze dużej prędkości, a więzień wylądował na porośniętym miękką trawą skwerze. Natychmiast zerwał się i począł ścigać odjeżdżający wóz milicyjny. Oba skrzydła umieszczonych z tyłu drzwiczek auta były szeroko rozwarte. Striełkow na serio zaczął obawiać się bolesnej zemsty ze strony milicjantów, wyglądało bowiem na to, że jakimś niewytłumaczalnym sposobem płata im brzydkie figle. Furgonetka przystanęła, a aresztant zaczął gorączkowo tłumaczyć się przed milicjantami, którzy przyglądali mu się spode łba. Teraz posadzili go z przodu pojazdu między sobą, dla pewności zakładając kajdanki, których łącznik przerwał się jak papierowa taśma, gdy tylko zdenerwowany aresztant próbował lewą ręką podrapać się za uchem. Mundurowi potrzęśli odrobinę sprawiającym im problemy obywatelem, a potem skuli go drugą parą kajdanek. Kiedy Striełkow poczuł, że zatrzaśnięte obręcze same otwierają się na jego przegubach, przycisnął mocno obie ręce do brzucha udając, że wszystko jest w porządku. Bał się, że eskortujący go milicjanci wpadną w furię. Wypity alkohol prawie całkiem wyparował mu już z głowy. Na głównej komendzie miasta umieszczono Striełkowa w areszcie. Wprawdzie klucz, jakim zamykano jego celę, złamał się w zamku, ale towarzyszący nieszczęśnikowi od wyjścia z domu dziwny pech (czy też swoiste szczęście, jak kto woli) wyraźnie zaczął tracić na sile. Nazajutrz zresztą zwolniono go z braku dowodów winy.

Magiczny zielnik
Na Ałtaju – choć zapewne także i w innych miejscach świata – byli (a może są jeszcze?) i tacy znawcy roślin, którzy oprócz ziół z powodzeniem stosowanych w medycynie, chcieli zdobyć kwiaty magiczne, niezwykle rzadkie i rosnące w miejscach niedostępnych. Byli oni przekonani, że korzeń płakuna daje władzę nad duchami mroku, toteż poszukiwali uparcie tego ziela o porannej zorzy w dzień świętego Jana (licząc według kalendarza juliańskiego); należało go wykopać bez używania żelaznego narzędzia. O tej samej porze roku zbierano „głowę Adama”, odmianę mandragory bardzo pomocną przy polowaniu na kaczki, a także tyrlicz, którego sok służył do sporządzania maści czarownic, no i oczywiście paproć. Z kolei ziele nieczuj-wiatr, rosnące zimą na brzegach jezior, zrywano jedynie 1 stycznia głuchą północą, wówczas bowiem moce pilnujące tej rośliny na chwilę przestawały nad nią władać. Nieczuj-wiatr mógł – poza osobami wprawnymi w czarnej magii – zdobyć tylko ślepiec. Jeśli nastąpił na właściwe ziele, odczuwał wówczas kłujący ból w oczach lub oczodołach. O ile zdążył wtedy pochylić się i zerwać roślinę tę nie dłonią, ale ustami, mógł posiąść jego czarodziejską siłę. Dzięki niej potrafił zatrzymać wiatr, ochronić siebie i łódź od utonięcia, a także łowić ryby bez sieci. Myśliwi, nie tylko zresztą ałtajscy, opowiadali o wyrastającej zimą w tajdze niezwykłej roślinie o nazwie cud-ziele. Niełatwo znaleźć ją pod śniegiem, trud jednak opłaca się, spożycie cud-ziela zapewnia bowiem powodzenie w łowach, uodparnia na wszelkie trudy i niewygody, błyskawicznie goi nawet śmiertelne rany, a wreszcie niezwykle wyostrza zmysły istotne dla ludzi lasu: wzrok, słuch i powonienie. Co jakiś czas należy ponownie zjeść tę dziwną roślinę, w przeciwnym wypadku jej magiczne działanie ulegnie osłabieniu. Zrywana tylko w maju podczas właściwej fazy księżyca sen-trawa, poza tym, że szybko przenosiła pacjenta w objęcia Morfeusza, umożliwiała również jasnowidzenie. Gdy przychodziła pełnia, ziele to podobno poruszało się. Kładziono je pod poduszkę z lękiem i nadzieją. We śnie zwiastującym pomyślność pojawiali się młodzi ludzie; jeśli miało wydarzyć się nieszczęście, widywano w sennych marzeniach starców bądź osoby już nieżyjące.
Czy magiczne rośliny z ludowych wierzeń i przesądów mają swoje rzeczywiste odpowiedniki botaniczne? Niewątpliwie tak – czasami są to zresztą zwyczajne lub nawet pospolite zioła, które wyobraźnia prostych ludzi obdarzyła niezwykłymi właściwościami. Na pytanie, czy taka wiara zdolna jest sprawić, aby istotnie rośliny te zmieniały jakimś niewytłumaczalnym sposobem otaczającą nas rzeczywistość, z powodu pewnych istniejących świadectw trudno jest dać zdecydowaną i jednoznaczną odpowiedź.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Maj 2014

Artykuły z tej kategorii

  • Magiczne zioła

      W wydarzenia, jakie rozegrały się kilka lat temu w Barnaule, centrum administracyjnym Kraju Ałtajskiego (zachodnia Syberia), trudno dzisiaj uwierzyć nawet ich głównemu bohaterowi, przypominały one bowiem raczej literacką fikcję w rodzaju Mistrza i Małgorzaty Michaiła Bułhakowa czy też sceny z mniej znanej, ale utrzymanej w podobnej konwencji powieści Sergiusza i Mikołaja Orechowów Barnauł, stolica świata – książki, która zyskała renomę lokalnego bestsellera.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.