Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Maj 2014

Wojciech Grzelak

Magiczne zioła


Oba te fakty połączył dopiero wówczas, gdy po upływie tygodnia, wybierając się do pracy w centrum miasta, zabrał na drogę dla pokrzepienia piersiówkę, którą napełnił resztką nalewki sporządzonej przez ciotkę. W tramwaju pociągnął solidny łyk, potem następny i jeszcze jeden. Wysiadł na przystanku przy ulicy Połzunowa, zanim jednak dotarł pod adres, gdzie miał objąć ochroniarski dyżur, wokół niego poczęły dziać się rzeczy niesłychane.
Najpierw zrobił się zamęt w pobliskim oddziale „Sbierbanku”. Przez tłum klientów pod kasami jakby przeszła fala, natychmiast zatracił się porządek kolejek, ludzie zaczęli napierać na okienka. Pracownicy banku wpadli w popłoch, miotali się nerwowo i bezładnie pomiędzy biurkami, coś krzycząc. Striełkow dojrzał jedynie jakieś zbiegowisko przed wejściem do kasy oszczędnościowej i nie zważając n  nie, szedł pospiesznie bulwarem, bo zbliżała się pora, kiedy miał rozpocząć swoją zmianę.

Tymczasem podobne niepokoje po kolei ogarniały następne rozmaite instytucje finansowe, których w śródmieściu Barnaułu, jak każdym większym mieście, jest dość dużo. Przed „Alfabankiem” doszło nawet do jakiejś szarpaniny. Niebawem prestiżową dzielnicę Barnaułu wypełnił dźwięk syren wozów milicyjnych oraz karetek pogotowia. Trzaskały ożywiane niewidzialną siłą wrota sklepów, uruchamiane na fotokomórkę drzwi rozsuwały się i zamykały w szalonym tempie. W podziemiach banków bez udziału widzialnego sprawcy zgrzytały zapadki i mechanizmy potężnych sejfów oraz skarbców. Z przeraźliwym trzaskiem rozwarła się na oścież potężna dwuskrzydłowa brama prowadząca do posiadłości jednego z barnaułskich notablów, wieloletniego przedstawiciela władz miejskich, notorycznie podejrzewanego o korupcję. Oczom przechodniów ukazały się, pilnie dotąd skrywane przed ich wzrokiem, luksusowe auta stojące na podjeździe, bajeczny ogród z wypasionym basenem oraz imponująca willa olicowana drogimi marmurami. Mówiono także, że w restauracji „Imperator” zdumieni goście mogli zapoznać się z zawartością wielkiej chłodni, która ni z tego ni z owego otworzyła się przed nimi jak bajkowy sezam.
Z oczywistych powodów umysł Striełkowa pracował dość ociężale, niemniej dotarło do niego, że całe to zamieszanie przypomina jota w jotę sytuację, którą już niedawno przeżył. W obu wypadkach pił nalewkę sporządzoną przez ciotkę-zielarkę... Zielarkę czy wiedźmę? Striełkowa oblał zimny pot i w te pędy zawrócił do domu.
Tym razem także mu się upiekło. Wprawdzie został zatrzymany po analizie nagrań z miejskiego monitoringu, a śledczy i prokurator przesłuchiwali go bardzo długo (oczywiście o przywiezionym z Płatowa napoju nie wspomniał im ani słowem), ostatecznie jednak nie postawili żadnych zarzutów. Cóż, kodeks karny piszą przecież prawnicy twardo stąpający po ziemi...

Najlepiej
posłużyć się dzięciołem
Od niepamiętnych czasów powtarzano na Ałtaju opowieść o tym, że na skalistych urwiskach samotnej góry Bobyrgan rośnie czarodziejskie rozryw-ziele. Było ono przedmiotem pożądanie wielu zielarzy i znachorów, ale tylko nieliczni z nich mieli dość odwagi oraz szczęścia, aby posiąść tę roślinę. Kto ma korzeń rozryw-ziela, potrafi ponoć znaleźć drogę do ukrytych skarbów, a ponadto może uwolnić się z dowolnych okowów, więzów czy lochów, a nawet stać się niewidzialnym. Przede wszystkim jednak roślina ta rozrywa kamienie i żelazo oraz większość innych metali na drobne kawałeczki. Tę cechę można potraktować nieco alegorycznie: właściciel rozryw-ziela może bez trudu otwierać wszelkie zamki, rygle czy kłódki, zresztą same one ustępują, gdy znajdzie się w ich pobliżu, otwierając mu drogę do miejsc, w których zgromadzono złoto, kamienie szlachetne, kosztowności czy też inne drogocenne dobra. Niektórzy znawcy ziół mylnie utożsamiali rozryw-ziele ze skalnicą, werbeną lub wilczomleczem. Rozryw-ziele znane jest także w Europie, występuje w wielu legendach naszego kręgu kulturowego. Teolog i znany pisarz niemieckiego oświecenia Jan Musaeus, wytrwały zbieracz opowieści ludowych, tak opisał – dość skomplikowany, trzeba przyznać – sposób na zdobycie tej czarodziejskiej rośliny: Najłatwiej robi się to przy pomocy czarnego dzięcioła. A więc gdy na wiosnę założy on w dziupli gniazdo i po wysiedzeniu jajek wyleci szukać pożywienia, wbij twardy klin w dziuplę. Schowaj się wówczas za drzewo i czekaj, aż ptak wróci. Gdy zobaczy zatkane gniazdo, najpierw polata z żałosnym krzykiem dookoła drzewa, a następnie skieruje nagle swój lot na zachód. Gdy się to stanie, wystaraj się o szkarłatny płaszcz (…) i czekaj pod drzewem dzień albo nawet dwa, póki dzięcioł znów nie nadleci z korzeniem rozryw-ziela w dziobie. Za dotknięciem zatyczka gwałtownie wypadnie z dziury jak korek z musującej flaszy. A wówczas żwawo rozłóż pod drzewem czerwony płaszcz albo sukno, by ptak pomyślał, że to ogień, i ze strachu upuścił korzeń (z opowiadania Poszukiwacz skarbów w tłumaczeniu Władysława Dziewulskiego).

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Maj 2014

Artykuły z tej kategorii

  • Ile jest jogi we współczesnej jodze?

      Zmęczony człowiek idzie na zajęcia z jogi. Ma duży wybór: od Iyengara, Joisa, po formy kundalini jogi. Wybiera to, co mu najbardziej odpowiada, kupuje wygodny strój i idzie poznawać tajniki asan. W sali unosi się zapach kadzideł. Rozpoczyna się od relaksu. Wdech, wydech i... od razu lepiej. Asany relaksują ciało i odprężają.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.