Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Maj 2014

Maria Szyszkowska

Lęki

31Towarzyszą nam w życiu rozmaite lęki. Jeśli pominąć osoby o usposobieniu masochistycznym, to nikt z nas nie chce ich przeżywać. Oczekujemy doznań, które przynoszą nam szczęście, radość bądź przynajmniej przyjemność.
Kłopotliwa bywa wybujała wyobraźnia, ponieważ podsuwa nam wizje niepokojące. Podpowiada możliwe zdarzenia wywołujące lęki. Nikt z nas nie zna swojej przyszłości, jeśli unika tych, którzy mają zdolność jej przewidywania. I właśnie to, co nieznane, może wzniecać lęk prowadzący nawet do bierności. Niemożliwe bywa dla niektórych wrażliwych osób podejmowanie decyzji wobec nieprzewidywalności jej skutków.
Trudno o chwile szczęścia. Zależą nie tylko od naszej woli. Ponadto przemijają. W istnieniu towarzyszą nam stany ambiwalencji i ambitendencji. Nasza psychika bywa najczęściej poddana procesom dezintegracji. Te stany rozproszenia wewnętrznego wzmagają obecnie telefony komórkowe, które utrudniają koncentrację i pełne osadzenie w teraźniejszości.
Najłatwiej jest osiągnąć stan integracji – który przynosi pewne uspokojenie – poddając się scalającym nas bez reszty lękom. Stąd ucieczki w świat filmów sensacyjnych, jak również horrorów. Nie trzeba w tym celu wychodzić z domu ani narażać się na wydatki. Telewizor oraz internet są codziennymi dostarczycielami takich doznań. Lęk scala psychikę i odwraca uwagę od zmartwień i kłopotów, które niesie codzienne życie. Przenosi nas w inny wymiar.

Dawniej tę rolę pełniły westerny, ale one były o wiele głębsze w porównaniu z tymi rodzajami filmów, które wymieniłam. Głębsze, ponieważ toczy się w nich walka wartości pozytywnych z negatywnymi. Wywołuje to refleksje i namysł nawet wtedy, gdy fabuła jest prosta, jak na przykład w słynnym westernie „W samo południe”.
Wyznam, że bardzo lubiłam, wykładając na Uniwersytecie w Wiedniu, bywać na Praterze. Jest to znane miejsce prostych rozrywek. Wybierałam jazdę kolejką, w czasie której straszyły rozmaite duchy, zawodząc czy szarpiąc za włosy i ramiona. Uzyskiwałam tą drogą równowagę po napięciu związanym z pracą w obcym środowisku.
Lęki przejawiają się w rozmaity sposób: zakłopotanie, brak wiary we własne siły, niepewność, jak również znane są fizjologiczne objawy lęku. Jako przykład przytoczę wzmożone bicie serca, pocenie się, doznawanie suchości w gardle czy wilgotne dłonie. Racjonalizacja lęku zmniejsza jego dolegliwość, lecz jej nie usuwa, nie jesteśmy bowiem uosobionym rozumem.

Bywa, że w czyjejś ocenie lęki drugiego człowieka mają urojone podstawy, ale takie przeświadczenie jest nieprzekazywalne. Lęki można i powinno się tłumić. Wysiłek bywa zawodny i mimo wszystko lęki objawiają się na przykład w postaci bezsenności. Trudna jest sytuacja tych, którzy nie umieją znaleźć sposobu niwelowania własnych przeżyć związanych z lękami. Zachodzą tu, moim zdaniem, różnice między płciami. Kobiety odnajdują przeciwwagę dla rozmaitych leków w codziennych, praktycznych czynnościach. Zakupy, sprzątanie, pogawędka z sąsiadką, gotowanie. Zawieszają niejako lęki podpowiadane często przez wyobraźnię.
Najbardziej zniewalającym lękiem, kładącym się nieraz ciężarem na życiu, jest ten dający wyrazić się słowami: co pomyślą o mnie bliscy mi ludzie, a zwłaszcza rodzina? Jest to lęk ograniczający wolność istnienia, czyli dokonywanych w życiu wyborów. Jest to lęk skłaniający do tego, by nie wyłamywać się z poglądów w danym otoczeniu uchodzących za niepodważalne.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Maj 2014

Artykuły z tej kategorii

  • Niezwykłe przypadki Józefa Pilsudskiego

    W roku 1904 Józef Piłsudski mieszkał w Krakowie. Był to ciężki czas i przyszły przywódca państwa polskiego był biedny jak mysz kościelna. Pewnego dnia odwiedził go Stefan Żeromski. Ziuk w samych kalesonach, ponieważ jedyne spodnie oddał do cerowania, stawiał sobie pasjansa. Rozradowany oznajmił pisarzowi, że karty pokazały mu przyszłość – miał zostać Naczelnikiem Państwa. Przełom w życiu Józefa Piłsudskiego nastąpił 7 lutego 1918 roku. W tamtym czasie był więźniem twierdzy w Magdeburgu. Nie było to ciężkie więzienie a raczej internowanie. Mi…

    Czytaj więcej...

  • Proces niemych

    Na początku XIV wieku w południowej Francji żyło wielu katarów, którzy wierzyli, że tylko tacy chrześcijanie jak oni – pragnący zbliżyć się do świętości – po śmierci dostąpią łaski wejścia do Królestwa Bożego. Miejscowa ludność nazywała ich „Les catharcs” – „czyści” lub „Les bonhommes” – „dobrzy ludzie”. Oni sami mówili o sobie: „Przyjaciele Boga”. Kościół nazywał ich heretykami i prowadził z nimi bezpardonową walkę.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.