Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Sierpień 2013

Nie warto ryzykować zdrowia

Widzę.
Należę do tej dziwnej grupy ludzi, która wierzy w istnienie półświata, bytów, które nie przeszły z różny powodów dalej, a śmierć wyrwała je z życia wśród nas. Wierzę, chociaż to chyba złe sformułowanie. Ja WIEM, że to istnieje. Że w koło nas, czasami bardzo blisko, kręci się nienamacalna spirala istnień o różnym nastawieniu, różnych emocjach, o różnych pobudkach.
Nie są to bezładne, zaciśnięte kłębki energii, które obijają się od ściany do ściany, czy od życia do śmierci. Nie są to także w pełni ludzko postępujące zjawiska, ale są.
Czasami szukają pomocy, czasami zadośćuczynienia za swoje krzywdy, a jeszcze czasami zdarza się, że po prostu trwają, zagubione zupełnie w tym, co je spotkało.

Widzę je.
Ezoteryczne, parapsychologiczne zjawiska nie występują wszędzie. Nie można o nich powiedzieć, że jak chrześcijański Bóg są wszędzie i zawsze. Owszem, mogą bywać w różnych miejscach, ale nie wygląda to tak, jakbyśmy (nieświadomie) poruszali się w duchowej zawiesinie, która pęcznieje emocjami.
Często nawet w miejscach, w których spotyka się, tak zwane „duchy”, nie można określić dokładnie czasu, w którym to nastanie. Zdarza się, że ich manifestacja jest nagła i chwilowa. Jak zryw kaszlu. Czujemy, że swędzi nas gardło, że kaszlnięcie się zbliża, ale nie umiemy tego przewidzieć, ani, tym bardziej, zatrzymać.
Są na naszym świecie specyficzne miejsca, najczęściej o nich nie wiemy, w których prawdopodobieństwo takich nawiedzin jest większe niż w innych, lecz nigdy nie jest do końca pewne.
Wyjątkiem są chyba tylko kościoły i cmentarze.
Gdy bywałam jeszcze w tych pierwszych, zawsze doznawałam tego nieprzyjemnego uczucia. Gdy bywam na tych drugich... nierzadko tracę nad sobą panowanie. Nie ze strachu, a raczej odpowiedzialności i przejęcia tym, co mnie otacza.
Są także miejsca nagłej śmierci. Na przykład miejsca wypadków, w których dusze zabitych trzymają się tego świata poprzez pamięć bliskich: przydrożne krzyże czy znicze.
Nie dziwi Was, że powstają tak zwane Czarne Punkty? Gdybym była kierowcą i przemierzała drogę oznaczoną czarnym punktem, poczułabym lub zobaczyła duszę na ulicy, z pewnością także doznałabym szoku i przestała kontrolować odruchy. Bo czym innym jest świadome przyjęcie informacji, że tu może coś się dziać, a czym innym jest wpadnięcie w ten przerwany wir, wypuszczający swoje byty do naszego świata.

Widzę.
Ale skąd to się we mnie wzięło?
Nie przeżyłam traumatycznej akcji reanimacyjnej, zatrzymania akcji serca, moje utraty przytomności także nie obfitowały w tunele ani snopy światła.
Czy to znaczy, że z tym trzeba się urodzić? A może nie umiem wyrosnąć z dziecięcej wrażliwości na te zjawiska? Prawdopodobnie jest tak, że małe dzieci, nie mając w pełni rozwiniętej świadomości świata, są o wiele czulsze, jak koty potrafią dostrzec coś, czego dorośli, w dużej mierze, nie mogą zauważyć. Ale, kiedy byłam małym dzieckiem, nikt w mojej rodzinie nie umarł, bym mogła zetknąć się z bliskim mi duchem.

(...)



Więcej przeczytasz w numerze Sierpień 2013

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.