Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Sierpień 2013

Jerzy Kiersz

Wspomnienie o Lucynie Winnickiej-Kawalerowicz

46Lucynę Winnicką-Kawalerowicz podziwialiśmy na ekranie, dużym i małym. Główne role w filmach „Pociąg” i „Matka Joanna od Aniołów” na długo pozostały w pamięci. Światła reflektorów, oklaski, nagrody i wielka sława – to było życie Lucyny. Nikt nie miał wątpliwości, że to aktorka niezwykła. Ale chyba też nikt nie spodziewał się, że u szczytu sławy odejdzie od aktorstwa i zacznie podróżować po krajach Wschodu, a cuda z tamtego świata będzie opisywać w „Przekroju”, „Literaturze” i „Argumentach”. Po powrocie z Indii, Nepalu i Tajlandii zapragnęła, by w Polsce stworzyć takie miejsce, w którym każdy czułby się bezpiecznie, gdzie w ciszy i spokoju mógłby pracować nad własnym rozwojem i uczyć się życia w harmonii ze sobą i otaczającym światem. Pomysł ten przybierał różne formy. Początkowo miała to być farma pod nazwą „Zdrowe Środowisko”.

Tymczasem Lucyna nawiązuje kontakt z Lechem Emfazym Stefańskim – prezesem Stowarzyszenia Radiestetów i razem realizują telewizyjny film, w którym rękoma iluzjonisty pokazuje, jak przeprowadzane są bezkrwawe operacje na Filipinach. Stowarzyszenie Radiestetów skupiało wówczas ludzi zajmujących się nie tylko radiestezją, ale także zjawiskami nieznanymi i tematyką, dla której nie było miejsca w socjalistycznej przestrzeni. Lucyna uruchamia tu „Sekcję Jogi Oddechowej” i od razu wprowadza odmienne zwyczaje, niż panują w Stowarzyszeniu Radiestetów. Przed drzwiami miejsca spotkań pozostawiamy nie tylko buty, ale także swoje nazwiska, tytuły i dyplomy. Wszyscy zwracamy się do siebie po imieniu, wszyscy jesteśmy równi. Najczęściej zajmujemy miejsca w kręgu na podłodze. Stonowana muzyka i płomień świecy uzupełniają specyficzną atmosferę. Charakterystyczna część tych spotkań to tzw. „sharing” (czyt.: szering), czyli dzielenie się swoimi doświadczeniami i odczuciami, ale nie wolno zwracać uwagi ani też krytykować. Osoba prowadząca spotkanie staje się uczestnikiem tegoż spotkania, bowiem wzajemna nauka daje mniej skłonności, by dzielić role na nauczyciela i ucznia. Na pierwszy plan Lucyna wysuwa ideę humanitaryzmu, empatii i bezinteresownej miłości między ludźmi. Taka atmosfera sprzyja budowaniu przyjacielskich kontaktów. Uczestnicy tych spotkań szybko się zżywają i nawiązują kontakty pełne życzliwości, daleko większe niż w pozostałej części Stowarzyszenia.

Lucyna była osobą niezwykle kontaktową i z dziecięcą łatwością zapraszała do Polski specjalistów różnych dziedzin, by uczyli nas lepszego sposobu życia i myślenia, byśmy stawali się bardziej samodzielni, samowystarczalni i świadomi naszych prawdziwych możliwości. Zapraszani goście przyjeżdżali dosłownie z całego świata: z Ameryki i Australii, z Indii i Szwajcarii, z Wielkiej Brytanii i Francji. Najczęściej mieszkali i żywili się u Lucyny. A pamiętać trzeba, jakie to były czasy. Wprawdzie ocet jeszcze nie zajmował honorowego miejsca na półkach sklepowych i nie było kartek na mięso, ale wszystko prężnie zmierzało w tym kierunku.

Jednym z pierwszych gości, jakich Lucyna zaprosiła do Polski, był Jack Szumiel z USA. Miał nas uczyć nowego sposobu życia i pokazać, jak działa gospodarka rynkowa. Ale w czasach realnego socjalizmu nie było to łatwe zadanie. Jack nie wyglądał na człowieka z wypchanym portfelem, nie miał też kowbojskiego kapelusza, jakie wówczas widywaliśmy na amerykańskich filmach. Podobny był do nas, tyle że miał ścieralne dżinsy, o jakich my wtedy tylko marzyliśmy. I tak mówił:

Stoicie w długich kolejkach i narzekacie, że nie ma mięsa, zamiast zastanowić się, co zrobić, żeby sytuacja uległa poprawie. Musicie inaczej zorganizować swoje życie. Wymyślcie teraz 20 sposobów, żeby mięso było dostępne dla każdego. Pozwólcie sobie na fantazjowanie, bo tak się rodzi nowa rzeczywistość. To, co dziś wydaje się wam nierealne i niemożliwe, jutro może stać się rzeczywistością. Wielkie marzenia kreują wielkie rezultaty. Nie pozwólcie, aby wasze marzenia zarosły chwastami!

Ale w czasach PRL-u, gdy na rynku pojawiały się cytryny, banany, nie wspominając już o mandarynkach, ustawiały się gigantyczne kolejki, a zdobycie papieru toaletowego graniczyło z cudem, po takich słowach niezwykłego nauczyciela na sali wybuchał jedynie śmiech i komentarze, że to przecież niemożliwe. Jednak z czasem zaczęliśmy uczyć się nowego.
Ryzykując krytykę i niezrozumienie w PRL-owskiej rzeczywistości, Lucyna odważnie zainicjowała wiele technik holistycznych. Można powiedzieć, że swoimi marzeniami wybiegła daleko wprzód, do czasu, który miał dopiero nadejść i otworzyła drzwi do „światów nieznanych”. Rebirting (czytaj: riberting), Polarity, Touch for Health – czyli Dotyk dla zdrowia, metody psychologii humanistycznej oraz propozycje Dalekiego Wschodu na dobre zagościły w naszym kraju i stosowane są do dziś.

Artykuły z tej kategorii

  • Fenomen radiestezji

    O wszechobecnym promieniowaniu neutralnego wodoru, które dociera do Ziemi z kosmosu i odpowiada za ruch trzymanego& przez człowieka wahadła,…

    Czytaj więcej...

  • Teleradiestezja

    Wielu adeptów medycyny niekonwencjonalnej, energoterapeutów, znachorów i szamanów, obok umiejętności uzdrowicielskich, nierzadko stwierdza u siebie przejawy zdolności radiestezyjnych, medialnych, telepatycznych, rzadziej telekinetycznych czy eksterioryzacyjnych.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.