Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Siarkowe piekło w Afarze

O pięknej i strasznej zarazem krainie w północnej Etiopii, jedynym takim miejscu na Ziemi, urzekającym cudami natury i ziejącym oparami siarki, którego strzeże plemię okrutnych koczowników, ze znanym podróżnikiem dr. Łukaszem Wallem rozmawia Jolanta Podsiadła.

Dlaczego Depresja Danakilska jest porównywana do piekła?

– Jest to najgorętsze miejsce na Ziemi, ze średnią temperaturą 35 st. C, która za dnia sięga często 50 st. C. Poczucie gorąca wzmaga wiatr zwany gara (ognisty), o cieniu nie ma mowy. Większość tego terenu leży poniżej poziomu morza (ponad sto metrów), a jednocześnie jest to jeden z najaktywniejszych sejsmicznie obszarów naszej planety. Nad licznymi gejzerami i bulgoczącymi jeziorami unoszą się opary siarki. Nie ma tu rzek, jezior i gleby, która nadawałaby się do uprawy – podłoże stanowią piaski i skały, a z kilku studni głębinowych wydobywana jest gorąca woda. Ziemię tę zamieszkuje półdzikie, koczownicze plemię Afarów, którzy mają złą sławę. Dodatkowo Kotlina Danakilska, nazywana krócej Danakilem lub Afarem, obejmuje także tereny w Dżibuti i Erytrei, z którą Etiopia jest w stanie wojny. No i niesłychanie trudno się tu dostać.

Czy zatem wyprawa jest warta zachodu?

– Zdecydowanie tak! Jest to teren fascynujący pod względem geologicznym, na którym można zobaczyć prawdziwe cuda natury. A i złowrodzy, dumni i niedostępni Afarowie przy bliższym poznaniu okazują się gościnnymi ludźmi. Ale wyprawę taką trzeba bardzo dobrze przygotować. Lokalne biuro podróży musi zapewnić cały stos zgód i pozwoleń, ponadto na trasę z turystami wyruszają uzbrojeni policjanci. Warto, by grupą opiekował się afarski przewodnik, bo jest on darzony większym szacunkiem niż ci z sąsiadującego z Danakilem regionu Tigraj, a poza tym większość Afarów nie mówi w żadnym innym języku niż własny. Turyści muszą być samowystarczalni, jeśli chodzi o paliwo, jedzenie i – przede wszystkim! – wodę pitną, której trzeba mieć co najmniej pięć litrów na osobę na każdy dzień planowanej wyprawy oraz zapas na nieprzewidziane zdarzenia.

Wyruszamy z…

– … z Mekele, stolicy graniczącego z Afarem regionu Tigraj, która jest ostatnim miejscem z portem lotniczym w północnej Etiopii. W skład naszej karawany wchodzą trzy samochody terenowe z napędem na cztery koła, przewodnicy etiopski i afarski, kucharz, dwóch policjantów i kierowcy. Samochody mają powiększone baki oraz dodatkowe zbiorniki z ropą i wodą pitną umieszczone na dachach. Zabieramy też duże ilości wody butelkowanej, warzywa i owoce oraz inną żywność, która musi starczyć na tydzień. Po drodze kupujemy także kozę, która będzie jednym z posiłków. Niedaleko Mekele kończy się asfalt i zaczynają wąskie wyboiste drogi. Słońce pali niemiłosiernie, rozciągający się przed nami krajobraz to kamienne pustkowie, tylko gdzieniegdzie pojawiają się krzaki i drzewa, rozrzucone na dużej powierzchni chaty wyplatane z liści, wyschnięte koryta rzek, w których woda pojawia się na kilka dni w roku. W oddali widać karawany wielbłądów, udające się w kierunku wioski Hamed Ela, nieopodal której z wyschniętego jeziora wydobywana jest sól. My też tam zmierzamy.

Czy sól – białe złoto – wciąż jest środkiem płatniczym w tym miejscu świata?

– W dawnych czasach bryły soli, zwane amoliami, były powszechnym środkiem płatniczym na terenie całej Etiopii. Dziś, choć sól znacznie staniała, wciąż pozostaje największym skarbem i głównym źródłem – obok hodowli kóz i wielbłądów – utrzymania Afarów. Nic dziwnego, że przez wieki brutalnie rozprawiali się oni ze wszystkimi, którzy próbowali wjechać na ich teren. I wciąż pilnie go strzegą. Każdego dnia setki mężczyzn wyciosują z zast

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.