Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

lewandowska
Krętą uliczką duszy...

Krętą uliczką duszy...

Tamtego wieczoru ogarnęła mnie dziwna senność. Dorzuciłam jeszcze drzewa do pieca, bo zapowiadała się mroźna noc, i zamknęłam się w swojej sypialni na piętrze, by w marcowej ciszy rozluźnić ciało i umysł. Nie pamiętam, jaką książkę czytałam przed snem. Zawsze jakąś czytam, więc zapewne i tym razem literami kołysałam swoje myśli. To rytuał, powtarzany codziennie od dzieciństwa.
Zapadłam w senność jak w czarny śnieg. A potem przeniosłam do dalekiego kraju, ze swoją gitarą na ramieniu, która była dwadzieścia lat temu towarzyszką moich letnich wędrówek.
I wtedy przyśnił mi się dziwny sen, który otrzeźwił mnie około piątej nad ranem. Gdy ocknęłam się, wciąż jeszcze na jawie przeżywałam tamto dziwne spotkanie, każde słowo wypowiedziane podczas niego, dźwięki muzyki i miękkość dotyku…
Czasem wyrwani nieznanym imperatywem z senności, zastanawiamy się co jest w danym momencie rzeczywistością. Balansujemy między dwoma światami jak linoskoczki i nie zawsze mamy ochotę przejść na przyziemną stronę sennej tęczy. Tak było i wtedy. Sen, w którym trwałam, był tak piękny i dotykalny, że wolałam, by był jawą.
Nie przeczuwałam wówczas, do jakiego porozumienia doszło tamtej nocy między moją duszą, a duszą mojej Czytelniczki Anny z Sanoka…

W moim śnie nagle zjawiłam się w samym centrum Jerozolimy. Ciasność jej uliczek w uboższej części i tłumy barwnymi korowodami przelewające się po nich nie pozwalały na szybki bieg. A tak bardzo chciałam pobiec dokądś! W moim śnie doskonale znałam kierunek i topografię miasta. Jakbym była stamtąd i szukała kogoś bardzo konkretnego.
Trafiłam do wielkiej bożnicy. Oświetlona tysiącami świec i lamp, wyglądała jak gwarna agora. Wewnątrz było mnóstwo ludzi, roztańczonych i rozśpiewanych. Nikt nie wymawiał imienia Boga, a jednak czułam doskonale, że tu wielbi się jaką Siłę. Energię. Wszechświat. Poczułam, że jestem w bezpiecznej przystani, bo wszystko odbywało się spontanicznie i radośnie, bo nikt nie definiował rodzaju religii, każdy po prostu wierzył w metafizykę. Przyłączyłam się do radosnego gwaru, wyciągnęłam z pokrowca moją gitarę, palce same pobiegły po strunach, znałam doskonale wszystkie akordy, grałam ze słuchu piosenki, słyszane przecież po raz pierwszy. Śpiewałam je, doskonale wyczuwając, jaka będzie następna fraza i jakie słowa za chwilę padną z ust śpiewającego tłumu. Byłam jakby o pół sekundy wcześniej niż trwająca chwila. To było dziwne poczucie względności czasu i przestrzeni.
Było mi dobrze. Muzyka upajała, a ludzie uśmiechali się do mnie łagodnie, jak dobrzy znajomi. Widziałam różne stroje i różne kolory twarzy. Mimo językowych różnic, doskonale ze sobą rozumieliśmy się.
Potem zaczęły się obrzędy, które widziałam po raz pierwszy. Uczestniczyłam w nich, wciąż jednak czegoś lub kogoś szukałam. Nagle stwierdziłam, że czas na mnie. Zaczęłam powoli wychodzić z wielkiej i wielobarwnej hali, kierując się do wyjścia. Trafiłam do nieco spokojniejszego pomieszczenia, czegoś w rodzaju wielkiej sieni.
Dogonił mnie jakiś mężczyzna. Żyd. Ludzie mi powiedzieli, że to tutejszy rabin. Był młody, miał ciemne włosy, piękne bursztynowe oczy i śniadą cerę.
- Nie odchodź jeszcze. Zostań z nami. – Musnął mnie lekko palcami, a jego dotyk był wyczuwalny i serdeczny. Wciąż czuję go na swojej skórze, choć przecież nigdy się nie zdarzył…
- Teraz muszę już iść, ale jeszcze tu wrócę, obiecuję… - wyszeptałam, patrząc w ciemny bursztyn jego spojrzenia.
On stał za mną i patrzył, gdy wychodziłam. Odprowadzał mnie wzrokiem, spokojnym i ufnym w następne spotkanie.
Szłam znów ulicą, którą znałam doskonale. Wielobarwne tłumy mijały mnie, a ja nuciłam pod nosem muzykę z jerozolimskiej syna

Artykuły z tej kategorii

mkl2018
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.