Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Nocna wizyta

Nocna wizyta

Nazywaliśmy go Starym Domem. Cała rodzina tak właśnie mówiła, odkąd sięgam pamięcią: Stary Dom. Tak naprawdę był to klasyczny szlachecki dwór. Zbudowany jeszcze „za Polski”, przed rozbiorami, rozłożysty, przestronny. Świadczył o zamożności moich przodków, tej spokojnej zamożności, bez luksusów i ostentacyjnego przepychu, która pozwala wieść spokojne życie, w poczuciu bezpieczeństwa i harmonii z otaczającym światem.
Postawiony na niewielkim wzniesieniu, otoczony cudownym parkiem, który my, dzieci, kochaliśmy. Położony pośród pradawnych lasów i krystalicznie czystych jezior Stary Dom w magiczny sposób spajał naszą rodzinę, tam zjeżdżaliśmy na każde święta, w „naszym” kościółku odbywały się wszystkie rodzinne chrzty, komunie, śluby. Tu na mały przykościelny cmentarzyk odprowadzaliśmy w ostatnią drogę naszych najbliższych.
Czy domy potrafią mówić, snuć własne opowieści? Cóż za pytanie! Odpowiadam Wam od razu: ależ tak.
Stary Dom w swoich murach w jakiś tajemniczy sposób przechowywał historię całej rodziny, pielęgnował ją, by przekazywać z pokolenia na pokolenie. Czasami mam wrażenie, że nasze opowieści były tylko echem jego opowieści, że my tylko powtarzaliśmy wielowiekową, wielopokoleniową, żywą historię rodziny zamkniętą w Starym Domu.
Zrozumiałe, że towarzyszyły nam duchy naszych bliskich. Nie bierzcie tego dosłownie. Żaden pradziadek w białej szacienie podzwaniał po nocach łańcuchami, żadna praprababka nie została podstępnie zamurowana przez męża okrutnika w specjalnie przygotowanej do tego niszy. Nic z tych rzeczy.
Duchy naszych bliskich są obecne wśród nas, głęboko w to wierzę. Trzeba tylko umieć widzieć i słyszeć, mieć ten dar, ową wrażliwość, która otwiera przed nami świat. Niepotrzebna do tego kabała, czarne koty, kryształowe kule, wirujące stoliki, chociaż one czasami pomagają tym bardziej opornym. Naprawdę nie trzeba być wróżką czy jasnowidzem. Jeśli człowiek żyje w zgodzie ze światem, jeśli jego życie jest uczciwe, jasne i harmonijne, odczuwa więcej niż inni, więcej zauważa. Są tacy, którzy przez życie, choćby i najdłuższe, zaledwie przebiegną, przesadzając kolejne płotki kolejnych wydarzeń. Ci do końca nie będą wiedzieli jak żyli, po co, co właściwie w tym ich sprincie przez świat się wydarzyło.

W Starym Domu zawsze mieszkał ktoś z rodziny, reszta rezydowała tu czasem krócej, czasem dłużej, cała chmara dzieciaków pojawiała się z nastaniem wakacji. Moja babcia jeździła tam od dzieciństwa. Kiedy wieczorami wszyscy zasiadali do kolacji przy długim stole w wielkiej jadalni, by potem przenieść się do salonu i gromadzić wokół kominka, słuchała jak zahipnotyzowana opowieści rodzinnych. I wtedy pojawiały się duchy naszych przodków, zawsze nam towarzyszyły, w jakiś sposób przekazywały swoje doświadczenie i mądrość już „nie z tego świata”. Były więc w pewnym sensie domownikami. Członkowie rodziny odchodzili w zaświaty, ale byli z nami, wracali, towarzyszyli nam. Duchy przemawiały przez nas i przemawiały do nas. Opiekowały się nami, ostrzegały, kiedy miało wydarzyć się coś złego.

W czasie I Wojny Światowej, „Światówki”, jak to się wtedy mówiło, w domu Rosjanie urządzili niewielki szpital. Szalała zawierucha, mieszkańcy Starego Domu coś słyszeli o Oleandrach, o Legionach, śniła im się wolna Polska. Nikt w tym zamęcie nie myślał o rodzinnych duchach, nie snuto opowieści. Za dużo się działo, za dużo było zmartwień. Wojsko zabierało konie, a w dworze znajdowały się piękne stajnie, rekwirowało inwentarz i zapasy jedzenia – jak to w czas wojny.
Zaraz po wojnie, któregoś lata, chyba w 1919 roku, babcia spędzała wakacje z dziadkiem w Starym Domu. Zjechało wówczas mnóstwo rodziny, w końcu były to pierwsze spokojne wakacje

Artykuły z tej kategorii

mkl2018
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.