Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Staruszka

Staruszka

Jechaliśmy na urlop „w ciemno” – nie wybrawszy wcześniej nawet miejscowości. Nie mogliśmy dojść do porozumienia, gdzie właściwie chcemy pobyć. Mąż był za Mikołajkami, a ja marzyłam o czymś bardziej kameralnym – i może tym razem nad morzem, a nie na Mazurach… Kłóciliśmy się o to zawzięcie nawet w drodze, która prowadziła nie wiadomo dokąd, bo stwierdziliśmy, że wsiadamy do samochodu, a decyzję podejmiemy, jadąc. Inaczej pewnie nie ruszylibyśmy z domu. Ledwie wystartowaliśmy, a uświadomiłam sobie, że popełniłam poważny błąd taktyczny – to Wojtek trzymał kierownicę i tym samym zyskał przewagę absolutną. Ja, niestety, nie prowadzę… No i muszę przyznać, że w tym, co się stało później, było sporo mojej winy – przez godzinę gadałam bez przerwy, usiłując go namówić do zmiany kierunku jazdy, on się nie zgadzał, i generalnie chyba go to wszystko trochę rozpraszało. Nagle na zupełnie prostej drodze przed maskę samochodu wyskoczyła z pobocza staruszka. Wojtek dosłownie w ostatniej chwili skręcił gwałtownie i wylądowaliśmy na drzewie. Kiedy wygrzebaliśmy się z volva, stało się jasne, że tym wozem dziś już nie pojedziemy. Maska w harmonijkę, przednie światła – w drobny mak. A naokoło pustka…

– Gdzie ta krowa, co mi tu wyskoczyła?! – wysyczał mój mąż wściekły i wstrząśnięty równocześnie. – Zabiję… No po prostu zatłukę!

Rozejrzałam się. Nikogo nie było. Zniknęła na swoje szczęście, choć nie miałam pojęcia, jakim cudem. Wokół tylko pola, a na poboczu rosło jedynie parę potężnych dębów. Mieliśmy pecha, że wybiegła na jezdnię akurat w tym miejscu – kilka metrów dalej drzewa się kończyły i najwyżej zarylibyśmy w zboże.

– Było nie skręcać – warknęłam, nie bardzo wiedząc, co mówię, bo też byłam mocno wstrząśnięta – skoro i tak chcesz ją zabić. Miałbyś ją już z głowy, a ona nie uszkodziłaby samochodu tak mocno, jak to cholerne drzewo…

Wojtek popukał się tylko w głowę i wyciągnął mapę. Niestety, nie mieliśmy pojęcia, gdzie jesteśmy. Kłócąc się zapamiętale, nie zwracaliśmy uwagi ani na drogowskazy, ani na mijane miejscowości. Zresztą, po co – mój mąż drogę do Mikołajek znał na pamięć… Staliśmy bezradnie z komórkami w garści, nie wiedząc, gdzie dzwonić i jak określić nasze położenie, gdy nagle usłyszeliśmy terkot traktora. Wojtek wyszedł mu naprzeciw i pół godziny później jechaliśmy, podczepieni linką do owego pojazdu, do jakiejś wsi, która podobno znajdowała się 4 kilometry od miejsca wypadku. A traktorzysta zachwalał swój warsztat samochodowy. Zastanawialiśmy się, czy taki wiejski „bida-mechanik” bardziej nie zaszkodzi niż pomoże naszemu autu, jednak uznaliśmy, że nawet jeśli okaże się do niczego, to na pomoc drogową lepiej czekać choćby pod jakimś marnym sklepikiem niż przy szosie.

Tymczasem wioska okazała się prawdziwym zaskoczeniem. Maleńka – kilkanaście domów na krzyż (potem policzyliśmy, że było ich dokładnie 11), ale znajdował się w niej spory sklep, knajpka i… wypożyczalnia rowerów oraz sprzętu wędkarskiego. Jak się potem dowiedzieliśmy, zimą asortyment zmieniano na łyżwy i narty biegówki. No i warsztat – to dopiero był szok! Wojtek po obejrzeniu wnętrza stwierdził, że w Warszawie trudno o lepiej wyposażony. Znalazły się nawet części do volva… A do tego aż w trzech domach – pokoje do wynajęcia! Wprawdzie tylko jeden wolny, za to ze ślicznym widokiem na spory staw i pachnące lipy, z przyzwoitą łazienką, a nawet telewizorem. Do tego na naszą kieszeń. Zdecydowaliśmy, oczywiście, że zostajemy. Przynajmniej dopóki samochód nie będzie naprawiony, a potem się zobaczy. Wojtek – zwierzę towarzyskie i lubiące poznawać ludzi – marudził wprawdzie, że to straszna dziura, mnie się tu jednak pod

Artykuły z tej kategorii

mkl2018
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.