Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Podróże poza ciałem

Podróże poza ciałem

Od kilku lat medytuję, najpierw były to zwykłe wizualizacje, następnie przerodziły się one w oglądanie filmów, z różnych części świata (Indie i Egipt przede wszystkim), spotykałam różnych ludzi (np. Sai Baba), pobierałam u nich lekcje, ale nie o tym chciałam pisać. Parę dni te

Od kilku lat medytuję, najpierw były to zwykłe wizualizacje, następnie przerodziły się one w oglądanie filmów, z różnych części świata (Indie i Egipt przede wszystkim), spotykałam różnych ludzi (np. Sai Baba), pobierałam u nich lekcje, ale nie o tym chciałam pisać.

Parę dni temu podczas medytacji poprosiłam moje Anioły, aby dały mi dzisiaj odpocząć od nauki leczenia ludzi. Chciałam, aby zabrały mnie w jakąś podróż, i zaczęło się. Zawsze, gdy opuszczam swoje ciało fizyczne, proszę moich opiekunów o opiekę i wsparcie (tym bardziej, że jestem teraz w ciąży).

Znalazłam się na pustyni, był lekki wiaterek i przyjemnie świeciło słońce. Siedziałam po turecku przed wejściem do piramidy (nie wiem której), w każdym razie przy drzwiach były dwa posągi. Piramida wysyłała mnóstwo energii w moim kierunku. Czułam ją, bo ciało moje drżało. Nagle uniosło mnie do góry i znalazłam się nad czubkiem piramidy. (...)

Moje Anioły ściągnęły mnie na dół na ziemię. Znowu byłam przed piramidą. Wokół niej było pole magnetyczne, które wyczuwałam rękoma i widziałam je. Musiałam skupić się na miłości – zamknęłam oczy – tym razem to ja wysyłałam mnóstwo światła i pozytywnej energii, dłońmi zrobiłam drzwi i przeszłam tę ,,bramę energii”. Byli tam jacyś ludzie, weszłam korytarzem do środka piramidy, znalazłam się w komnacie, gdzie toczyła się rozmowa, a raczej kłótnia. Usiadłam po prawej stronie Króla, na tronie. On rozmawiał z kimś, ja nic nie mówiłam, siedziałam obok dostojnie. Miałam mocno wymalowane oczy i dużo ozdób na głowie, rękach i oryginalny naszyjnik na piersi.

Wyszłam stamtąd po kłótni z tym mężczyzną (to był chyba mój ojciec). W swojej komnacie rzuciłam się na łóżko i płakałam. Ściągnięto mi ozdoby. Wyszłam na taras. Była noc. Cisza, spokój, a w oddali inne piramidy.

Ukradkiem wyszłam z komnaty i pobiegłam przez pustynię do innej piramidy (byłam sama). Rzeka, palmy. Wiedziałam, gdzie jest przejście na ziemi pod piaskiem. Weszłam do środka. Szłam schodami w dół, było ciemno. Korytarz był w wodzie, zanurzyłam się i płynęłam. Wyszłam z wody i znalazłam się w komnacie (miałam suche, czarne włosy do ramion i cienką kitkę z tyłu). Oni już tam byli, siedzieli koło sarkofagu, ja spoczęłam koło starszego kapłana po jego prawej stronie. Zaczął się rytuał. Ręce trzymaliśmy nad sarkofagiem. Wypływało

z nich światło i wnikało do sarkofagu. Odmawialiśmy głośno jakieś modlitwy. Sarkofag zaczął się otwierać dzięki światłu z dłoni, aż sam zaczął świecić tak potężną energią, która wyszła przez czubek piramidy do kosmosu. Połączyła się ona z innymi aktywnymi piramidami (czy ośrodkami energetycznymi), tworząc takie samo pole energetyczne, jak przy wejściu w obszar piramidy na początku. Potężna kula ocierała się o to pole, tworząc iskry, ale nie dała rady przejść przez tę osłonę. Za to na ziemi były huragany, trąby powietrzne, błyskawice, wzburzone morza i oceany, ciemność, mrok, strach i przerażenie ludzi. Kula ta nie dała rady przebić się przez tę blokadę i została odbita w kosmos bezpowrotnie.

Zakończyliśmy rytuał, wszyscy byli zmęczeni. Spojrzałam w swoje oczy w tych czasach (pokonując tysiące lat) i z twarzą bez emocji powiedziałam do siebie coś w języku dla mnie niezrozumiałym. Odebrałam to tak, że nadszedł czas, a oni wiedzą, gdzie jestem. Weszła straż do komnaty, a ja znalazłam się u siebie w pokoju.

Serdecznie pozdrawiam.

Anna D. z Szamotuł

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.