Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Ocalimy komuś życie?

Ocalimy komuś życie?

Kiedy urodziłam syna, byłam bardzo młoda. Uświadomiłam sobie, że muszę szybko dorosnąć i nie mam taryfy ulgowej tylko dlatego, że mam naście lat. Dla męża, który był niewiele starszy, też było to ogromne wyzwanie. Starał się jak najmniej przebywać w domu, pił, był agresywny.

Nie miał mnie kto bronić, ponieważ mama wyjechała, a ojciec od dawna z nami nie mieszkał. Jednak po dwóch latach pojawiło się następne dziecko i jeszcze więcej problemów. Mąż coraz rzadziej był w domu i byłam nawet z tego zadowolona. Nikt mnie nie szarpał, nikt mi nie ubliżał. Byłam tylko ja i dzieci. W tym trudnym okresie mama zaproponowała, żeby mój mąż przyjechał do niej popracować (mieszkała za granicą). Pojechał i tyle go widziałam.

Po paru latach spotkałam się z nim tylko po to, żeby wziąć rozwód.

Mijały lata, dzieci rosły a wraz z nimi problemy. Wyszłam ponownie za mąż, urodziłam córkę.

Kiedy starszy syn miał 15 lat, zauważyłam, że czasem dziwnie się zachowuje. Był nienaturalnie pobudzony, opuścił się w nauce, zaczął wagarować. Były dni, że nic nie jadł, a w innych dniach jadł za czworo. Stał się pyskaty i zaczepny. Zorientowałam się, że ćpa. Nie pomogły płacze, tłumaczenia. Przyznał się, że bierze, ale tylko okazjonalnie. Znikał na całe dnie i noce. Postanowiłam wywieźć go z Polski. (...) Był pod dobrą opieką mojej mamy, więc nie bałam się o niego. Jednak po paru tygodniach mama zauważyła u niego dziwne zachowanie. Natychmiast wsiadłam w samochód i pojechałam do nich. Postanowiłam zostać parę dni i dokładnie mu się przyjrzeć.

Niestety, mama miała rację, syn znowu ćpał. Nie wiem, w jaki sposób zdobywał narkotyki, bo nie znał języka. Zauważyłam na rękach ślady po igle i w tej jednej sekundzie myślałam, że umrę. Zdałam sobie sprawę, że to nie jakaś tam trawka (wtedy myślałam, że trawka to nie aż tak groźny narkotyk), dotarło do mnie, że bierze heroinę, kokainę, a przecież od tego się umiera.

Postanowiłam go śledzić, żeby zobaczyć, skąd on bierze to świństwo.

Pojechał w miejsce, które było głównym punktem spotkań narkomanów. Nie wiedziałam, co robić. Czy mam się ujawnić, czy dalej go obserwować? Nie chciałam dopuścić do tego, żeby kupił następną działkę, która mogła być jego ostatnią! Podeszłam do niego i poprosiłam, żeby wracał ze mną do domu. Oczywiście odmówił. Prosiłam, błagam, płakałam. Mijały godziny. Nie odstępowałam go na krok. Czuł się coraz gorzej i nie mógł nic kupić. Dilerzy omijali go, myśleli chyba, że jestem podstawiona. Kiedy opadł całkowicie z sił, zgodził się wrócić do domu.

Po trzech dniach głody narkotykowe zaczęły mijać. Fizycznie poczuł się mocniejszy, ale psychicznie czuł się kiepsko. Robił się coraz bardziej agresywny, krzyczał, że musi wyjść, że nie wytrzyma tego dłużej! Schowałam mu buty, kurtkę. Uciekł w pantoflach i cienkiej bluzie. Pojechałam w to przeklęte miejsce... Wiedziałam, że dobrowolnie ze mną nie pójdzie, więc postanowiłam prosić o pomoc policję. Podeszli ze mną do syna i kazali, żeby pojechał ze mną do domu, ale odmówił. Policjantka powiedziała, że nie mogą go aresztować, bo nie mają za co. Ma skończone 17 lat, w tym kraju jest już pełnoletni i odpowiada za siebie. Byłam zrozpaczona i bezradna. Zauważyłam, że syn dziwnie się zachowuje. Zrobił się bardzo śpiący. Zapytałam, co wziął. Odpowiedział, że jakąś tabletkę. Był spokojny i bez problemu pojechał ze mną do domu. Położył się i zasnął.

Spakowałam moje i syna rzeczy w pięć minut. Mama pomogła mi go doprowadzić na wpół śpiącego do samochodu i ruszyłam do Polski. Obudził się dopiero w kraju. Nie protestował i nie był zły, że podstępnie go wywiozłam.

Po paru tygodniach doszedł do siebie i p

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.