Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Siedlisko duszy

Siedlisko duszy

Strach przed tym, żeby nie zostać pochowanym żywcem, towarzyszy ludzkości od zarania dziejów. Kilkudniowe okresy żałoby, poczynając od starożytności, były niczym innym, jak czasem upewniania się, że daną osobę można zacząć opłakiwać (tudzież dzielić się pozostawionym przez nią spadkiem).

Medycyna, która rozpoczęła swój triumfalny pochód od XIX wieku, postanowiła definitywnie ustalić moment przejścia na (podobno) tę lepszą, drugą stronę istnienia. Jednak szybko okazało się, że nie jest to tak łatwym zadaniem, jak początkowo przypuszczano.

Lekarze od zawsze spierali się o moment, w którym można określić, że ktoś odszedł już z tego świata. Nigdy nie miano pewności, że czas ten nadszedł i można zająć się uroczystościami pogrzebowymi. Wynaleziony w XIX wieku stetoskop był równie czuły co trąbka medyczna, więc i on nie pozwalał definitywnie wykryć oznak życia. Pewien walijski lekarz, Jan Bondeson, zebrał ówczesne sposoby ustalenia momentu śmierci i opublikował je w książce Buried Alived (Pochowani żywcem). Z technik stosowanych w tamtych czasach warto przytoczyć takie jak: krojenie stóp brzytwą, trąbienie na rogu prosto do ucha denata czy też czynienie wokół nieboszczyka „znacznego hałasu i odrażających pisków”.

Pewien francuski duchowny, żeby potwierdzić czyjś zgon, zalecał wpychanie rozgrzanego do czerwoności pogrzebacza w odbyt denata. Inny medyk znad Sekwany wymyślił specjalny zestaw kleszczy do sutków (męskich i damskich), które, odpowiednio zaciskane, powodowały „nieznośny ból”. W jednym ze szwedzkich traktatów z XIX wieku zalecano nawet wkładanie do ucha nieboszczyka insektów. Natomiast Anglik, Jacob Winslow, radził pokrapianie nieboszczyka gorącym lakiem lub wlewanie mu do ust ciepłej uryny.

Pomysłowość ówczesnych medyków nie miała granic. Francuski lekarz Jean Baptiste Vincent Laborde gorąco polecał wynalezioną przez siebie technikę. Oto opracowane przez niego urządzenie doczepiało się do języka denata. Maszyna przez kilka godzin wysuwała, to znów wsuwała go do jamy ustnej. Po takim zabiegu lekarz mógł z pewnością stwierdzić, że nieboszczyk nie wróci już do żywych i spokojnie można wypisać akt zgonu.

Mimo tych „sprawdzianów” żywotności, ludzie nadal nie mieli stuprocentowej pewności, że ich bliscy (a w przyszłości oni sami) nie przebudzą się zamknięci w trumnie metr pod powierzchnią ziemi. Może dlatego w Anglii zaczęto umieszczać przy grobach specjalne dzwonki, które łączono linkami z dłonią nieboszczyka. Gdyby ten (nie daj Bóg) obudził się w grobie, mógł o tym powiadomić znajdujących się na powierzchni, pociągając za ów sznurek. Ponieważ tego typu alarmy prowokowały żartownisiów, londyńscy grabarze złożyli oficjalny protest po tym, jak kilkanaście razy daremnie rozkopali świeże groby. Mimo to na niektórych cmentarzach nagrobne dzwonki funkcjonowały aż do początku XX wieku.

Przedpogrzebowe poczekalnie

Mimo wielkiej pomysłowości żadna z powyższych technik nie znalazła powszechnej akceptacji. Nikt z przyszłych zainteresowanych nie miał najmniejszej ochoty, by badano, czy aby na pewno umarł, za pomocą rozpalonego do czerwoności pogrzebacza czy buszujących w uchu insektów.

W poszukiwaniu jakiegoś rozwiązania zaczęto budować przycmentarne kaplice. Tam umieszczano zwłoki w wannach. W purytańskich Niemczech były nawet „poczekalnie” osobno dla kobiet i mężczyzn. W końcu przebudzenie się w towarzystwie osobnika innej płci mogłoby spowodować, jak sugerowano, zbyt duży wstrząs psychiczny i doprowadzić delikwenta do... przedwczesnej śmierci.

Niejednokrotnie wielkie sale były bogato zdobione. Jeśli nieboszczyk był majętny, żelazne wanny zastępował marmur oprawiany w brąz. Choć w owych poczekalniach (zwłaszcza latem) był nieznośny f

Artykuły z tej kategorii

seminarium 2019
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.