Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Zjadanie grzechów

Bardzo ważną rolę w ceremoniach pogrzebowych na Wyspach Brytyjskich pełnił niegdyś człowiek, zwany zjadaczem grzechów. Był to najczęściej żebrak albo ktoś wykluczony ze społeczności, którego zapraszano do łoża umierającego, by oczyścił go z wszelkich przewin. W ten sposób chronił konającego od piekła, a żyjących od działania złego ducha.

Zwyczaj wyznawania i odpuszczania grzechów w obliczu śmierci jest znany od bardzo dawna. Wiara w życie pozagrobowe zawsze sprzyjała rozmaitym spekulacjom. Wierzono, że dusze tych, którzy nie dopełnili odpowiednich rytuałów na łożu śmierci, wędrują po świecie w postaci złych duchów. Aby temu zapobiec, wymyślano różne metody mające na celu udobruchanie dusz, aby nie wracały i nie nękały żyjących. Jedną z nich było symboliczne połykanie grzechów umierających. Dokonywano tego poprzez jedzenie i picie nad gasnącym ciałem. Taki rytuał był odprawiany zwłaszcza wtedy, gdy konający nie mógł się wyspowiadać i otrzymać ostatniego namaszczenia, bo był wyznawcą protestantyzmu albo został ekskomunikowany.

Ciasteczko za duszę

Wcześniejsze wersje tego obrzędu były bardzo realistyczne. Zjadacza grzechów wzywano do domu, w którym ktoś szykował się na śmierć. Wezwany wchodził i siadał przodem do drzwi, a krewni umierającego podawali mu talerzyki z chlebem i solą. Zjadacz stawiał je na piersiach konającego i odmawiał rytualną modlitwę: Dobry człowieku, daję tobie spokój i odpoczynek. Nie chodź po naszych ścieżkach i łąkach. Dla twego spokoju ja zastawiam moją duszę. Amen. Potem uroczyście spożywał chleb i sól. Ten akt przenosił na niego grzechy umierającego i sprawiał, że zmarły nie wracał i nie straszył żyjących.

W innej wersji częstowano go chlebem i dzbanem piwa, który był wcześniej przesuwany przez kogoś z członków rodziny wzdłuż ciała umierającego. Czasami na potrzeby tego rytuału pieczono specjalny chleb, na którym rysowano inicjały lub wizerunek konającego. W niektórych okolicach zjadacz dostawał srebrną monetę; gdzie indziej uważano, że zapłatą jest sam poczęstunek. W Walii dawano mu dzbanek mleka i ciastko, które musiało być zrobione z najlepszych składników i tak smaczne, by została zjedzona każda okruszyna.

W wiosce Llanllyfni na piersi zmarłego kładziono ciastko albo gorący ziemniak wyjęty z pieca i zostawiony do wystygnięcia. Te pokarmy miały wchłonąć wszystkie grzechy nieboszczyka. Potem składano je pod „drzewem grzechów”, skąd miał je zabrać zjadacz i zjeść. Wraz z jedzeniem zostawiano mu niewielką ilość pieniędzy. W późniejszym okresie zapraszano zjadacza grzechów już po śmierci i przygotowaniu ciała do pogrzebu.

Także inni uczestnicy pogrzebu byli częstowani pieczonymi specjalnie na tę okazję „pogrzebowymi ciasteczkami”, które podawano nad trumną. Przyrządzano je na słodko lub na ostro, czasem przyprawiano nasionami kminku i ozdabiano stosownymi symbolami. Na ciasteczkach można było zobaczyć rybę, oznaczającą Chrystusa, lub koguta kojarzonego ze zmartwychwstaniem. Zdarzały się też róże, serca lub gołębie. Do dekorowania używano specjalnych form z drewna lub metalu, wykonanych przez wytwórców nagrobków. „Ciastka zmarłych” zawijano w czarną krepę lub ozdobny papier, zadrukowany np. motywem czaszek, i serwowano z piwem lub maderą. Są one nadal popularne na wiejskich obszarach Anglii, na przykład w Lincolnshire, Yorkshire i Cumberlandshire. W XVIII wieku zwyczaj ten dotarł do Ameryki. Był tam znany jeszcze sto lat temu.

Odkupiciel i kozioł ofiarny

Ludzie odprawiający rytuał zjadania grzechów byli uważani za skalanych, gdyż nosi

Artykuły z tej kategorii

mkl2018
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.