Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

czwarty wymiar 10/11 2019
Aldona Kowalewska
Nawiedzony dom

Nawiedzony dom

Był członkiem loży masońskiej i nocami często widziano go na terenie zakładu, chociaż nie opuszczał w tym czasie pokoju. O swojej śmierci zawiadomił tykaniem niewidzialnego zegara, a potem jego duch pojawiał się w domu, w którym mieszkał.   W każdym mieście, małym czy duży

Był członkiem loży masońskiej i nocami często widziano go na terenie zakładu, chociaż nie opuszczał w tym czasie pokoju. O swojej śmierci zawiadomił tykaniem niewidzialnego zegara, a potem jego duch pojawiał się w domu, w którym mieszkał.

 

W każdym mieście, małym czy dużym, są takie miejsca, które sprawiają wrażenie zapomnianych zakątków. Taka jest krótka ulica Transportowa, boczna od Fordońskiej prowadzącej z centrum Bydgoszczy do dzielnicy Fordon, która kiedyś była odrębnym miasteczkiem. Stoi przy niej dwupiętrowy szary dom, otoczony ogrodem, a za nim zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego. Są tu nadal stare niewysokie budynki z czerwonej cegły i wąskie uliczki wysypane żużlem, a nieopodal biegną tory kolejowe. Wszystko to tworzy specyficzny klimat, sprawiający wrażenie, że w tym miejscu czas się zatrzymał, pomimo że dokoła wyrosło nowoczesne osiedle mieszkaniowe.

W czasie II wojny światowej w domu tym mieszkał pewien Austriak, A.C. Frank, właściciel przetwórni znajdującej się tuż za jego domem. Niewiele o nim wiedziano. Prawdopodobnie pochodził z okolic Więcborka, gdzie miał ogromny majątek ziemski. Często też jeździł do Grazu, do tamtejszego szpitala, w którym leczył nerki. Niektórzy twierdzili, że i tam posiadał jakieś zakłady produkcyjne.

Była wojna, pracownicy mieli nakazy pracy i omijali Franka z daleka. Często pojawiał się w zakładzie. Wysoki, szczupły, lekko pochylony, chodził z założonymi do tyłu rękoma. Niektórzy żegnali się na jego widok. Wiedziano, że należy do loży masońskiej i w związku z tym podejrzewano go o kontakty z samym diabłem. Zresztą potwierdzało to wiele tajemniczych wydarzeń na terenie zakładu, które wywoływały u większości przerażenie i paniczny strach.

Widmo – na postrach złodziejom

Frank bowiem często i nieoczekiwanie pojawiał się podczas nocnej zmiany w zakładzie, chociaż jego gospodyni przysięgała, że nie opuszczał swego pokoju. Tak było i podczas pewnej letniej nocy w roku 1940. Niektórzy pracownicy wkładali ukradkiem dżemy do przyniesionych ze sobą słoików i butelek. Wiadomo, żywność była na kartki, więc najmniejsza nawet dodatkowa ilość jedzenia była potrzebna. Nagle jedna z pracownic dostrzegła w oknie nieruchomą postać Franka. Nie był to dobry znak, ponieważ oznaczało to, że nie jest to sam właściciel przetwórni, lecz jego widmo. Poznawali je po tym, że nigdy niczego nie mówiło, wyglądało jak zastygłe i co chwilę ukazywało się w innym miejscu. – Stary w oknie – wyszeptała, a pozostałe kobiety sparaliżował lęk. Stały bowiem oko w oko z fantomem Franka. Kiedy znikał, żegnano się, szeptano modlitwy i obiecywano sobie, że już nigdy nikt niczego nie weźmie, bo widmo pojawiało się tylko wtedy, gdy cichcem podbierano przetwory.

Pracodawca, sobowtór, a może diabeł

I jak zawsze, następnego dnia, podpytywano gospodynię, czy Frank wychodził nocą z domu, a ta jak zwykle odpowiadała, że już o dziewiątej wieczorem zamykała od wewnątrz dom oraz słyszała zgrzyt klucza w drzwiach jego sypialni. Sama też kreśliła znak krzyża i odmawiała modlitwę.

Na ogół jednak bywało tak, że zapominano o nadnaturalnych właściwościach Franka i podbierano niewielkie ilości cukru. Którejś nocy wystawiono na czatach kilka osób i usypywano go do woreczków. O dziwo, tym razem widmo nie pojawiło się. Nikt ich nie nakrył, toteż po skończonej nocnej zmianie spokojnie szli w kierunku portierni. Jakież było ich zdumienie, kiedy obok strażnika zobaczyli Franka, jak zawsze w czarnym ubraniu i nieskazitelnie białej koszuli. Bezbłędnie wskazywał tych, którzy pod ubraniami przemycali cukier. Posłusznie oddawali niewielkie woreczki. Uzbierało się ich sporo. Pracownicy nie kryli przerażenia. – Skąd wiedział? – zastanawiali się przez wiele dn

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.