Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Stary młyn

Ta historia zaczyna się trochę jak w bajce: był stary młyn na Podlasiu. Od dawna nikt tu nie zaglądał, bo i po co. Znieruchomiałe żarna nie mełły już zboża na mąkę. Mijał czas. Nikomu niepotrzebny młyn zwolna popadał w ruinę, ale ciągle sprawiał wrażenie, że na coś, na kogoś czeka...

 

Trzy lata temu, w dniu swoich 37. urodzin, Anglik Philip Berners, zdał sobie nagle sprawę, że jego dotychczasowe życie wypełniało tylko: robienie  kariery, niekończąca się praca, zasobne konta bankowe i... nic więcej. Ta prawda go przeraziła. Czuł, że musi coś zmienić, bo przegra życie do końca. Żeby to przemyśleć, wziął urlop, zostawił londyńskie city i na zaproszenie znajomych przyjechał do Polski. Któregoś dnia stanął  przed opuszczonym młynem na Podlasiu. To miejsce go zatrzymało. Nie pozwoliło odejść.  – Nie wiedziałem wtedy, że choć nigdy dotąd nie myślałem o pisarstwie  – mówi Philip  Berners –  napiszę tu książkę, wywiad  z... aniołem, którego spotkałem w murach starego młyna. Kiedy to mówi, uśmiecha się i powtarza: „Nie, nie jestem szalony ani też obsesyjnie religijny, jestem człowiekiem twardo stąpającym po ziemi”.

To prawda. Jego nazwisko jest dobrze znane w angielskim show-biznesie. Jest wybitnym specem od organizowania dużych imprez kulturalnych i towarzyskich. Urządzał je  dla największych gwiazd filmowych m.in. dla Jeniffer Lopez, Tiny Turner,  muzyków o światowej sławie, obsługiwał prestiżowe festiwale i najważniejszy z nich: BRIT AWARDS, pracował dla księcia Walii. To zajęcie było dla Philipa spełnieniem jego chłopięcych marzeń.

Szybko zaczął je realizować. Miał 17 lat, kiedy został barmanem w jednym z londyńskich barów. Trzy tygodnie później zarządzał już sześcioma klubami. Uparcie dążył do celu. Poza tym nie liczyło się nic. Kształcił się i pracował. Szybko piął się po szczeblach kariery, aż doszedł na sam szczyt. – Byłem pewny, że zdobyłem już  świat – mówi Philip Berners, spoglądając na rzekę płynącą spokojnym nurtem przy młynie. –  Miałem wszystko: piękny dom pod Londynem, najlepszy sportowy samochód, garderobę sygnowaną nazwiskami słynnych angielskich stylistów, pieniądze i pracę, która pochłaniała mnie bez reszty. Tylko nie zdawałem sobie sprawy, że to ona mną rządzi, że żyję dla pracy, a nie pracuję, żeby żyć. Byłem trybikiem w potężnej maszynie, która nigdy nie zwalniała, nie zatrzymywała się, pędziła  coraz szybciej, szybciej...

Mówiąc o swoich zajęciach, Philip używał tylko jednego słowa: „muszę”. Słowo „chcę” nie istniało, tak jak nie istniało słowo „wolność”. Czuł się coraz bardziej zmęczony, coraz częściej popadał w przygnębienie. Przed klientami starannie je ukrywał pod profesjonalnie wyćwiczonym uśmiechem.

Dzień jego 37. urodzin był taki sam, jak każdy  inny. Jak zwykle dwie godziny jechał z domu do swojego biura w Londynie. Potem pracował, z krótką przerwą na lunch. Tuż przed północą wrócił do domu i wtedy dotarło do niego, że kończy właśnie 37 lat. Nie zasnął tej nocy. Przed oczami przesuwał mu się film z nim samym w roli głównej. Nie był w tym filmie szczęśliwą postacią: miał wszystko i nie miał nic. Rano spakował torby, odwołał wszystkie spotkania i wyjechał na tydzień do Polski. – Przyjaciele, których poznałem w Londynie, od dawna namawiali mnie na wyjazd na Mazury – wspomina, obserwując przelatującą nad młynem parę bocianów. – Mówili, że to jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, że znajdę tam prawdziwy spokój. Czułem nieodpartą potrzebę ciszy, możności „pogadania” ze samym z sobą.

Zamieszkał w domu swoich przyjaciół. Dookoła tylko las, z okien widać było jezioro. Wyłączy

Artykuły z tej kategorii

kalendarz 2018
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.