Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

czwarty wymiar 10/11 2019
Jaga Milewska
Portret w kolorze sepii

Portret w kolorze sepii

Wieś przede wszystkim znałam z letniska i z opowieści prababki Klementyny. Ale ona mówiła dużo i chętnie głównie o pałacyku i posiadłości, którą opuściła po śmierci pradziadka. Jego starszy brat Julian czynił wszystko, aby samotną wdowę z dziećmi „wysadzić’’ z łakomego kąska, na który patrzył zazdrosnym okiem jeszcze za życia dziadka.

Imał się wszystkich sposobów, by wyperswadować wdowie samodzielne zarządzanie majątkiem. Nie przekonywało go wcale, że zarówno dworscy, jak i okoliczna ludność miała w wielkim poważaniu prababkę Klementynę. Bo ta leczyła całą okolicę ziołami i lekami z dworskiej apteczki... Uczyła chłopskie dzieci czytać... Koniec końców prababka skapitulowała i przeniosła się z synami do stolicy. Jak się potem okazało, wyszło to wszystkim na dobre... Dom, który nabyła, okazał się wielce przyjazny, synowie wyszli na ludzi... A pałacyk i majątek? Prababka jedynie machała ręką...

- Widzisz dziecko, straszył mnie ten stary satyr, straszył... A to tym, a to owym, a to nieuczciwym rządcą. Wreszcie posunął się do udawania, że duch świętej pamięci Pankracego, mojego męża a jego brata, chodzi po pałacu. Służba to nawet w to uwierzyła, ale ja? Mnie by Pankracy takiego świństwa nie zrobił. Za dobrze mnie znał, Panie świeć nad jego duszą. Może dlatego pewnego wieczora zaczaiłam się w jego gabinecie...No... zachichotała, wsunęłam się pod to wielkie, przepastne biurko, które teraz służy twojemu ojcu i siedziałam cicho jak mysz pod miotłą z pół godziny.    Parę minut przed dwunastą usłyszałam, że ktoś manipuluje przy oknie. A potem wskoczył do środka, ni mniej ni więcej tylko sam Julian. Za nim wleciał worek, który miękko spadł tuż obok mnie...

Kiedy Julian się odział w wyciągniętą zeń biała kapotę i zaczął wyciągać buty Pankracego, które musiał wcześniej wyprowadzić z garderoby, jak nie wrzasnę, ile sił w płucach: ,,Tuś mi bratku”! Fajtnął jak długi i musiałam mu kilka siarczystych policzków wymierzyć, by się ocknął...

I wtedy coś mnie oświeciło. Pomyślałam, wezmę, co proponuje i więcej tego zaprzańca nie chcę widzieć na oczy... Był taki skonfundowany, że stanęło na moim. Całkiem okrągłą sumkę udało mi się z niego wycisnąć. I dokumenty, że będzie nas regularnie zaopatrywał w mąkę, cukier, mięso, wędliny, warzywa i owoce... Julian nie byłby sobą - twierdziła prababka - gdyby akurat wywiązał się z umowy. Zawsze trzeba go było ponaglać czy przypominać, że w piwnicy, czy w spiżarni pustki...

Widać pradziadek przyglądał się temu z zaświatów, bo jeśli tylko starszy brat chciał oszukać Klementynę – w pałacu zaraz coś się działo. A to lipy zaczynały płonąć pod oknami sypialni, a to kłęby dymu waliły ze spichrza.

W końcu stary satyr marnie skończył. Pewnej nocy powiesił się na ulubionej lipie prababki, tuż pod oknami, przez które wskakiwał, by udawać ducha.

 

Przypomniałam sobie te wszystkie opowieści, kiedy los zagnał mnie w tamte strony. Mąż śmiał się ze mnie ze mnie, że pani dziedziczka jedzie obejrzeć swoje włości. A mnie wcale do śmiechu nie było. Ożyły rodzinne fotografie w wyobraźni... Wszak prababka tak barwnie o wszystkim opowiadała.

Konferencja na temat zabytków kultury szlacheckiej była udana. Mój referat zebrał głośne oklaski, ale nie to mnie przyprawiło o zawrót głowy. Okazało się, że kolejny dzień sesji, spędzimy ni mniej ni więcej tylko w pałacyku moich pradziadków.

Po licznych perturbacjach z kolejnymi właścicielami zdecydowano, że będzie tam filia muzeum regionalnego i ośrodek szkoleniowy dla konserwatorów zabytków i historyków sztuki.

Serce waliło mi jak oszalałe, kiedy wjeżdżaliśmy dębową aleją, którą jeden z moich przodków zasadzi

Artykuły z tej kategorii

2020kk2
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.