Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Jaga Milewska
Przeklęty dom

Przeklęty dom

Ten urlop to była istna wariacja. Marek wyczytał ogłoszenie: „Dwa tygodnie wśród kwiatów, ziół i drzew oraz intrygującej tajemnicy za pomoc w spisaniu dziejów rodzinnych.” Zadzwonił natychmiast, a rano już byliśmy na miejscu. Późnym popołudniem postanowiliśmy się wybrać na spacer.

- Pewnikiem zaraz lunie - przestrzegala nas gospodyni. - Nie oddalajcie się więc państwo za daleko.

Na wszelki wypadek wzięliśmy płaszcze przeciwdeszczowe i cicho zamknęliśmy za sobą ładnie zwieńczoną furtkę.

- Czy ty przyjrzałaś się uważnie temu ornamentowi? - dopytywał się po drodze Marek. - To mi przypomina jakiś znak magiczny.

- E tam. Chyba ci się zdaje - zbagatelizowałam jego przypuszczenia. Ale on grzebał gorączkowo w pamięci i po chwili roześmiał się z ulgą.

- Chyba wiem, co to jest, ale musimy się temu jeszcze przyjrzeć.

Nie wiadomo kiedy, znaleźliśmy się tuż przed małym kościółkiem z czerwonej cegły. Szeroko otwarte drzwi zapraszały. Zakonnica w średnim wieku sprzątała boczny ołtarz i odwróciła się na odgłos naszych kroków. Uważnie obrzuciła nas wzrokiem, a kiedy usiedliśmy w ławce, zaczęła wyciągać kwiaty z wazonów. Nie wytrzymała jednak długo przy zajęciu i podeszła, kiedy stanęliśmy przed ściennym malowidłem.

- Państwo przyjezdni - raczej stwierdziła niż zapytała. Marek kiwnął głową.

- To ufundowała rodzina Bożymów w podzięce za szczęśliwe odnalezienie ojca w Argentynie.

- Tak samo się nazywają nasi gospodarze - stwierdziłam.

To właśnie oni - potwierdziła. - To jedyna familia o tym nazwisku w okolicy. Są przyjezdni. Zza Buga. Osiedlili się tutaj po pięćdziesiątym szóstym. Dom, w którym mieszkają dostali jako mienie przesiedleńcze - informowała nas siostra już na dziedzińcu.

- A ta piękna willa, tam w kępie lip, to pewnie plebania - zapytał Marek.

Pokręciła przecząco głową.

- Nie, plebania mieści się hen w dole - wskazała dłonią. - A to jest opuszczony od kilku lat dom. Przeklęty - westchnęła. - Nikt z rodziny właścicieli nie chce w nim mieszkać. Nikt też nie chce go kupić, choć piękny jest nadzwyczaj i tuż koło kościoła.

- Dlaczego? - zapytaliśmy jednocześnie z Markiem.

- Same nieszczęścia drodzy państwo, same nieszczęścia związane są z tym domem i chyba miejscem - sapnęła i przeżegnała się szybko. Dostrzegła tę iskierkę podniecenia i ciekawości, jaka się zapaliła w oczach Marka, bo cichym głosem rzekła:

- Nie radzę kusić licha. To wszystko można kupić prawie za bezcen, ale jesteście państwo taką ładną parą... Zresztą wypytajcie swoich gospodarzy i niech was dobry Bóg prowadzi, a Anioł Stróż strzeże przed głupstwem - szepnęła i zniknęła w głębi pustego kościoła.

Zaaferowani wracaliśmy do wakacyjnej kwatery. Marek nawet nie starał się ukryć podniecenia.

- Widzisz, że warto było tu przejechać, widzisz - entuzjazmował się jak dziecko. - Śmiałaś się, że zabraknie mi autentycznej historii na wypełnienie książki, a los sam mi je pod nos podsuwa. To nie był przypadek, że przeczytałem to ogłoszenie...

- Popatrz - to zwieńczenie jest z innego stopu. - Dotykał, obmacywał. - To bardzo stara robota i stary ochronny znak runiczny.

Taki sam był również wyryty nad drzwiami prowadzącymi do domu. Powtarzał się na ganku, w sieni, a wieczorem przy kolacji zauważyliśmy go na przecinającej sufit ciemnej belce.

Gospodyni przyłapała moje spojrzenie.

- To nasz znak rodzinny. Idzie za nami z dziada pradziada. Jako i ten kamień - wskazała na leżący nad kominkiem ładnie obrobiony granit z głęboko wykutym znakiem.

- To kamień runiczny - stwierdził Marek.

- Możliwe - potwierdziła filozoficznie. - Moi przodkowie przywędrowali z nim z N

Artykuły z tej kategorii

Powitanie Jesieni 2019 2
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.