Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

czwarty wymiar 10/11 2019
Grzegorz Szymański

Śladami egipskich bogów (cz. I)

  Wydawałoby się, że nic tak nie porusza umysłów i wyobraźni ludzi jak olbrzymie budowle starożytnego Egiptu. Charakterystyczne kształty niebotycznych piramid i ogromny lew z ludzką twarzą każdego roku jak magnes

mina tabelę z arkusza kalkulacyjnego. Ramę tego wyobrażenia tworzą precyzyjnie wyżłobione hieroglify. Monolit może, biorąc pod uwagę ciężar granitu, ważyć nawet powyżej dwóch ton! Kto go tu wciągnął? Jak? Po kamiennych schodach czy za pomocą lin po stromym piaszczystym zboczu? Już sama jego obecność w tym miejscu była niedorzecznością. Po co? Przecież trzeba go było z niemałym wysiłkiem przewieźć z drugiego brzegu, gdzie wydobywano czerwony granit. A jakość? Nawet dziś byłoby trudno bez użycia specjalistycznych narzędzi wykonać tak doskonałą formę. Do tego równie zastanawiające i intrygujące są napisy i figury. Jedyne, co przyszło nam do głowy na ich widok to porównanie, że powstały jak współczesne grawerunki na szkle, wytrawione laserem. Dosłownie wytrawione, na tę samą głębokość, jakby zaprogramowana cyfrowo obrabiarka automatycznie przenosiła przygotowany wcześniej szablon na wygładzony kamień. A przecież pracownicy muzeum stanowczo twierdzili, że ten eksponat znajdował się tu niemal od zawsze! I nawet jeśli mielibyśmy wątpliwości co do zastosowanej technologii ścinania zboczy i wykonywania precyzyjnych wnętrz, to granitowy monolit jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki usunął je wszystkie. To był ten ślad, którego szukaliśmy i o którym mówiła Tamara Jermakowa-Szymańska. I konia z rzędem temu, kto udowodni, że za pomocą rysików z brązu lub miedzi i dłut mistrzowie sztuki kamieniarskiej epoki egipskich faraonów mogli dokonać takiego dzieła. To po prostu niemożliwe, jak niemożliwe jest przecięcie drewnianym nożem metalowego gwoździa. I dopiero gdy się świadomie stanie z takim artefaktem oko w oko, przeanalizuje jakość jego wykonania i obecność w danym miejscu, jasnym się staje, że historia, zwłaszcza ta najdawniejsza jest zupełnie inna, niż ta bezkrytycznie wykładana w szkołach i na uniwersytetach na całym świecie. Że nasza cywilizacja nie rozwija się liniowo od prymitywnego początku, tylko została gdzieś po drodze „zaszczepiona” i uszlachetniona. Istniały niegdyś supercywilizacje na Ziemi. Artefakty mówią same za siebie, tylko trzeba umieć i chcieć je właściwie odczytać...

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Szymański

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.