Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Katarzyna Leśniewska
Metoda Silvy

Metoda Silvy

Z Andrzejem Wójcikiewiczem – wykładowcą i dyrektorem generalnym Metody Silvy w Polsce – rozmawia Katarzyna Leśniewska.

Jak Metoda Silvy dotarła do Polski? Dlaczego Pan się nią zainteresował?

– Przez wiele lat byłem trenerem kadry narodowej w szermierce w Kanadzie. Pracowałem z zawodnikami, przygotowując ich do mistrzostw świata i olimpiad. Zauważyłem, że mają ogromne problemy, napięcia nerwowe, kompleksy. Dlatego ukończyłem też wydział psychologii sportu na uniwersytecie w Ottawie. Używałem typowych technik z psychologii sportu, owszem, trochę im to pomagało, na ogół wtedy, gdy stale pracowałem z zawodnikiem, ale kiedy zostawał sam – zaczynały się kłopoty. Przeczytałem artykuł na temat Metody Silvy i pomyślałem, że może ona pomóc sportowcom, przede wszystkim w kontroli emocji i w podniesieniu samooceny. Sam ukończyłem kurs podstawowy tej metody w Ottawie, i mi to pomogło. Potem postanowiłem bardziej zgłębić ten temat. Skontaktowałem się z twórcą tej metody, Jose Silvą i pojechałem na kurs instruktorski do Loredo w Teksasie. Ukończyłem go w 1989 roku. Przetłumaczyłem kurs na język polski i zacząłem przyjeżdżać do Polski i wykładać. W Polsce metoda spotkała się z wielkim zainteresowaniem. Na kursach było po 400–500 osób.

W 1995 roku ukazała się po polsku książka Samouzdrawianie metodą Silvy. Wcześniej przeprowadziłem kilka kursów z kadrą narodową Kanady w szermierce, w pływaniu oraz z kadrą trenerską w boksie. Zawodnik wybiera te techniki, które mu najbardziej odpowiadają, które pomogą mu w uzyskaniu najlepszych wyników na zawodach i trener nie musi mu mówić, co ma robić, nie musi mieć też osobnego psychologa sportu. Metoda Silvy dodaje nową wartość do treningu, bywa, że sportowiec ćwiczy i ćwiczy, uzyskuje poziom plateau, kiedy trudno wykonać następny krok, a trzeba coś jeszcze zrobić, aby wejść wyżej. I wtedy pomaga Metoda Silvy. Wielu znanych polskich sportowców ukończyło kurs, np. Paweł Nastula, mistrz olimpijski w judo, mistrzynie floretu – Sylwia Gruchała, Magdalena Mroczkiewicz, kolarz Cezary Zamana.

Czy nie musiał Pan konsultować z „władzami sportowymi” wprowadzenia Metody Silvy?

– W Kanadzie i Stanach Zjednoczonych nie ma problemu dopuszczalności, bo to są techniki rozwoju osobistego. Tak jak techniki NLP, które powstały później, po Silvie. Nikt nie kojarzy ich z sektą, z siłami demonicznymi, jak to czasem dzieje się w Polsce.

Istnieje również nieporozumienie językowe – samokontrola własnego umysłu mylona bywa z kontrolą umysłu – czymś, co kojarzy się z manipulacją, groźną duchową władzą nad człowiekiem. Obawy budzi też sformułowanie „nawiązywanie kontaktu z wyższą inteligencją” oraz poczucie zadufania, że „ja wszystko mogę sam”.

– Człowiek dostaje szereg narzędzi. Może z nich korzystać lub nie. Jest to otwarcie oczu, że można kontrolować swoje myśli i emocje. Silva rozpoczął swoje badania i prace jeszcze w latach czterdziestych i pięćdziesiątych XX wieku. Od tego czasu metoda się rozwinęła i dalej rozwija. Kursy, które dawniej trwały trzy dni, dziś prowadzone są przez cztery dni i podzielone są na dwa etapy. Pierwszy to Silva Life System – obejmujący podstawowe techniki – kontrolę zasypiania, budzenia się bez budzika, kontrolę senności, kontrolę bólu głowy, kontrolę fizjologicznego bólu w wyjątkowych wypadkach czy kontrolę nawyków i nałogów, np. palenia papierosów, picia alkoholu, nadmiernego apetytu. A przede wszystkim osiąganie celów.

Bardzo ważnym elementem jest medycyna psychosomatyczna. Po kursie Silvy zdarzają się tak zwane „cuda medyczne”, o czym można przeczytać w książce Metoda Silv...

Wydanie

W najnowszym numerze

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.