Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Ciało umysł dusza

Adam Bytof Adam Bytof

Myśli są iluzją

mysliOsoby pracujące z własnym umysłem, z podświadomością, praktykujące wizualizację i medytację, wiedzą, że „umysł jest mitem”, jak to powiedział U.G. Krishnamurti. Mówiąc prościej: nasze myśli mają tendencję do tego, by udawać rzeczywistość.

Szczególnie myśli, które „myślą się” automatycznie podczas pobudzenia emocjonalnego. Wydają się wtedy niezwykle prawdziwe. Tak świetnie udają rzeczywistość, że w ogóle nie przychodzi nam do głowy, by się nad nimi naprawdę zastanowić. Szczególnie negatywne emocje mają siłę podtrzymywania iluzji pt. „moje myśli są absolutnie prawdziwe”.

Każdy z nas tego doświadczył. Takie myśli potrafią podtrzymać kruche, tymczasowe emocje i nastroje na wiele dni. Nie sprzyjają osiąganiu naszych celów z pewnością, ale wydają się takie prawdziwe. Są automatyczne, nie zdajemy sobie sprawy z tego, że to tylko myśli, o ile nie jesteśmy wyćwiczeni w postrzeganiu własnego umysłu jako „przedmiotu” świadomości. To właśnie jest jedną z najważniejszych korzyści praktyki medytacyjnej. Kiedy jestem w stanie medytacji, postrzegam swoje ciało jako jeden z „przedmiotów poznania” w mojej świadomości. Ponieważ czuję moje ciało, nie jestem moim ciałem. Mogę je poczuć, a to, co mogę poczuć, nie może być prawdziwym „odczuwającym”. Moje „prawdziwe ja” jest tym, kto czuje, a nie tym, co czuje. Mam ciało, ale nie jestem moim ciałem. Mam doświadczenie ciała.

Podobnie może być z umysłem. Mam myśli, ale nie jestem moimi myślami. Myśli przychodzą i odchodzą, pojawiają się i znikają. Mogę stać się świadomy tego, że myślę daną myśl, a więc nie jestem tą myślą, tylko tym, kto sobie ją uświadamia. Myśl staje się „przedmiotem uświadomienia”, a ja przestaję się z nią utożsamiać. Uświadamiam sobie, że jest tylko myślą i może trafnie opisywać rzeczywistość lub nie. Jeżeli nie mamznak milosci_05_72dpi-850 świadomości, że to tylko myśl, przyjmuję automatycznie, że opisuje ona rzeczywistość prawdziwie. Kiedy mam zły nastrój, czuję się źle, mogę myśleć: „tak naprawdę nikomu na mnie nie zależy”, „nikt mnie nie potrzebuje”, „nikt mnie nie kocha” itp. I będę skłonny do wiary w te myśli, one przecież w jakiś sposób „uzasadniają” moje kiepskie samopoczucie. To dlatego właśnie się źle czuję! Wreszcie zrozumiałem, że moje życie jest bez sensu… Wygląda to bardzo logicznie, prawda? Sprzężenie zwrotne pomiędzy emocjami i myślami.

Tylko powstaje pytanie: co mi to daje? Czy jest mi to potrzebne do szczęścia? Czy mam z tego jakąś korzyść? Czy takie myślenie mi służy? A przede wszystkim: czy jest ono naprawdę zgodne z rzeczywistością? Żeby postawić takie pytania, trzeba na chwilę chociaż wyjść „poza” myślenie samo w sobie. Trzeba choć na moment wejść w stan medytacyjny, czyli zobaczyć, że myślenie, to tylko myślenie, a nie rzeczywistość. Szalenie trudno jest to zrobić, gdy nie mamy za sobą praktyki. Gdy tylko czytaliśmy o medytacji, a nie praktykujemy jej codziennie. Podczas gdy wystarczy tylko parę minut medytacji, by w sytuacjach kryzysowych objawiła ona swoją moc. Poza tym można medytować prawie w każdych okolicznościach, w autobusie, przed TV, stojąc w kolejce, z otwartymi oczami, na spacerze i oczywiście w wygodnym fotelu z zamkniętymi oczami również.

Kiedy mamy za sobą praktykę medytacyjną, łatwiej jest nam w chwili kryzysu stanąć obok swojego umysłu i rozpoznać jego iluzoryczną naturę. Możemy wtedy zdecydować, czy dalej podtrzymywać te myśli, czy zastąpić je jakimiś innymi. Czasami nawet kryterium prawdy nie musi być najważniejsze. Tym najważniejszym kryterium może stać się użyteczność. Czy ta myśl mi służy, czy nie? Czy pomaga zrealizować moje plany?

Szczególnie osoby pracujące ze swoim umysłem, z podświadomością, nad zmianą automatycznego myślenia, które towarzyszy nawykom, muszą na to zwrócić uwagę.

Na przykład wiele osób pracujących nad zmianą swoich nawyków żywieniowych oraz zwiększeniem aktywności fizycznej, co jest warunkiem zdrowego, skutecznego i trwałego odchudzania, w chwilach kryzysu przeżywa napady „negatywnego myślenia”, które przerywają ich wysiłek. Rzetelnie podchodzący do strategii odchudzania wiedzą doskonale, że zmiana nawyków nie jest łatwa, że wielokrotnie przyjdzie zmierzyć się im ze zwątpieniem we własne siły, możliwości i sens działań, i są na to przygotowani. Stosują program żywieniowy i na przykład pod wpływem stresu, łamią postanowienie. Wiedząc, jak działa umysł, szybko orientują się, że myślenie typu: „znowu nie dałem rady”, „nigdy mi się nie uda”, „zawsze już będę gruby”, „jestem za słaby, żeby mi się udało”, „to jest dla mnie zbyt trudne” itp. to tylko myślenie. Wcale nie musi być prawdziwe. I co więcej, wcale nie sprzyja podtrzymaniu praktyki i zmianie nawyków. Wiedzą oni, że nowe zachowania wymagają czasu, żeby mogły się zautomatyzować i że w pewnej chwili poczują, że odżywiają się już zupełnie inaczej i więcej się ruszają zupełnie „naturalnie”, bez wysiłku, automatycznie. Zanim jednak to nastąpi, muszą bardzo uważać na to, co myślą, gdy przychodzi kryzys.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.