Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Ciało umysł dusza

Agnieszka Drotkiewicz

Osobność staje się jednością

Jeszcze dzisiaj nie usiadlamZ lek. med. Hanną Kowalczyk, która promuje i zajmuje się medycyną bioinformacyjną, rozmawia Agnieszka Drotkiewicz.

Jak nazwać tę gałąź medycyny, którą się Pani zajmuje? Niekonwencjonalną, komplementarną?

Ja nazywam ją medycyną informacji lub medycyną bioinformacyjną. Opiera się ona na ocenie funkcjonowania naszego organizmu nie tylko przez pracę jego narządów czy komórek, ale sięga głębiej, poprzez drgania atomów do zapisu fali elektromagnetycznej. Za pomocą tej fali możemy sprawdzić, czy funkcja komórki lub narządu jest prawidłowa, czy nie.

Medycyna konwencjonalna poprzez wprowadzanie substancji zewnętrznych (leków) wpływa na procesy biochemiczne i funkcje fizjologiczne. Natomiast medycyna informacji (medycyna bioinformacyjna) bazuje na naturalnych możliwościach naszego organizmu, którymi można sterować za pomocą punktów znajdujących się w obrębie ciała. Najprościej rzecz ujmując, medycyna bioinformacji zajmuje się przesterowaniem organizmu, uruchomieniem naszych własnych możliwości samoleczenia, przetwarzania energii, pozyskiwania jej przez organizm i wykorzystania do zapewnienia narządom regeneracji i oczyszczenia.

I ta medycyna informacyjna może być powiązana z praktyką życiową. W artykule Cztery punkty reanimacyjne pisała Pani, że: „Natura wyposażyła człowieka nie tylko w niezwykle skomplikowany organizm, ale i w wiele układów korekcji, dbających o jego utrzymanie w stanie równowagi i zdrowia. Bodźce i energię do samoleczenia czerpiemy z podstawowych czynności dnia codziennego. Mycie, czesanie, każdy oddech i skurcz serca, ruch w stawie i napięcie mięśni inicjuje mechanizmy czuwające nad naprawą naszych komórek”. Pomyślałam sobie zatem, że jeśli się mądrze żyje, to żyjąc, można się leczyć?

Dokładnie tak. Zostało to przez naturę tak zaprojektowane, żebyśmy w dużej mierze byli samowystarczalni. Dlatego też bardzo aktywne systemy, dzięki którym jesteśmy w stanie się wzmocnić, regenerować, oczyszczać, usprawniać funkcjonowanie organów ciała fizycznego, umysłu i emocji – znajdują się na tych obszarach naszego ciała, które są najczęściej stymulowane w codziennym życiu, czyli na dłoniach, stopach, na głowie. Życie oznacza ruch, przemieszczanie się, które odbywa się dzięki funkcjonowaniu stawów. Wielkim darem natury dla nas jest to, że w obrębie stawów krąży energia, wytwarzana w momencie ruchu i rozsyłana po całym organizmie. Energia ta ma niezwykle silne właściwości uzdrawiające, wzmacniające, korygujące. Jednym słowem, dzięki ruchowi w stawach (wszystko jedno, czy to będzie wielki staw biodrowy, czy drobne stawy palców) wytwarza się energia, która zapewnia nam prawidłowy rozwój.

Czyli chodząc, leczymy się?

Tak, to dlatego mówi się, że ruch to zdrowie, że ćwiczenia wzmacniają człowieka. Osoba zdrowa zmuszona do leżenia w łóżku przez kilka dni, po wstaniu będzie osłabiona. Jeżeli ktoś ma taki rytm dnia, że śpi, powiedzmy, pięć, sześć godzin i nagle zdecyduje: „pośpię sobie dłużej” (dziesięć godzin), to po tym czasie, wstając z łóżka, źle się poczuje. Dzieje się tak dlatego, że nasz sposób funkcjonowania jest wypadkową naszej aktywności. Ewolucja stworzyła człowieka bardzo aktywnego fizycznie – był to człowiek, który pokonywał duże odległości, musiał zdobywać pożywienie oraz pracował fizycznie. Okazało się to niezmiernie korzystne z punktu widzenia naszych przodków. Teraz, niestety, to, co określamy mianem cywilizacji, powoduje, że staliśmy się siedzącym homo sapiens. (...) Mniej aktywny tryb życia powoduje, że coraz częściej spotykamy się z różnego typu dolegliwościami, które jeszcze wiele lat temu nie stanowiły problemu.

Na swojej stronie internetowej przywołuje Pani jako swoje motto cytat z Siddharthy Hermanna Hessego i pisze Pani, żekowalczyk hanna metoda leczenia Onnuri Su Jok oznacza całość.

Onnuri oznacza „cały świat”, całokształt.

No właśnie, słowo „całość” jest kluczowe zarówno dla tej filozofii życiowej, jak i dla tej praktyki leczenia. Tymczasem, oczywiście upraszczając, w zachodnioeuropejskiej czy też północnoamerykańskiej cywilizacji to poczucie, że jesteśmy całością ze światem, że tworzymy z nim całość, zostało zapomniane i pogrzebane. Nasze ciało często jest traktowane jako coś zupełnie odrębnego od umysłu, jako nasz pojazd, mamy do niego bardzo instrumentalny stosunek. Kiedy coś boli, to ten ból trzeba zagłuszyć środkiem przeciwbólowym, kiedy chce się spać, wypić kawę, a kiedy nie można usnąć, wziąć z kolei środek nasenny – ta całość jest zagubiona, człowiek jest pokawałkowany, nie czyta swoich objawów. To, że ciało jest traktowane jak pojazd, który musi ruszyć bez względu na wszystko, bardzo widać w reklamach leków. Leki mają za zadanie przywołać ciało do porządku.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.