Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Człowiek wszechświat

Irena A. Stanisławska

Poszukiwanie siebie

IN1 9546Namaluj mi obraz rzeki  – i pozwól jej płynąć,popłynie i zmyje wszystkie różnice a miłośc wzrośnie. Masz moc by to zrobić – więc pozwól sobie

Shivam O'Brien

Z Shivamem O’Brienem – irlandzkim trenerem, terapeutą i nauczycielem duchowym (uczył się od sławnych mistrzów tradycji tybetańskiej, buddyzmu, taoizmu, a także od szamanów Ameryki Północnej) rozmawia Irena A. Stanisławska.

Od dwudziestu lat prowadzi Pan w Stanach Zjednoczonych i Europie Trening Intensywnego Oświecenia, nazwa ta może sugerować, że po trzech dniach zajęć będziemy oświeceni. A przecież dojście do oświecenia jest długotrwałym procesem, podczas którego pojawiają się „górki i dołki”.

– Z tą krytyką spotkałem się ze strony wielu ludzi. Ale tak nazwał tę metodę pracy jej twórca – Charles Berner. Nie zmieniłem nazwy z szacunku dla niego i osób, od których się jej nauczyłem. Nawet nie zastanawiałem się, czy mogę nazwać ją lepiej.

W krajach zachodnich mamy trochę niezdarną definicję oświecenia. Dochodzi do kłótni: To jest oświecenie! To nie jest oświecenie! To tylko tygodniowe oświecenie!

Trening Intensywnego Oświecenia to krótkie, ale mocne spojrzenie na ten temat. Jest jak przebłysk. Nagle widzimy inaczej. Tak, jakbyśmy o poranku obudzili się ze snu. I to przebudzenie możemy nazwać oświeceniem. Ale oczywiście, czym innym jest stan oświecenia, a czym innym uwolnienie. Widzenie rzeczy np. przez godzinę czy miesiąc takimi jakimi są, to jedna rzecz, bardzo ważna, ale bycie wolnym od wszystkich problemów – to zupełnie co innego. Wymaga dużo więcej czasu. I pracy tej nie da się wykonać przez weekend.

Swoje poszukiwania duchowe zacząłem jako nastolatek, bowiem religia, w której się wychowywałem, nie dawała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Zacząłem je znajdować dzięki książkom i podróżom do Indii. Ale to nie była prawdziwa wiedza. Kiedy miałem 28 lat, po raz pierwszy wziąłem udział w Treningu Intensywnego Oświecenia. Te trzy dni zmieniły moje życie. Wszystko, o czym czytałem, stało się prawdą.

Wcześniej wykonałem bardzo ciężką pracę dotyczącą osobistych przeżyć. Szukałem głęboko – nawet w dzieciństwie. Ale po tym pierwszym przebudzeniu życie nie jest już problemem. Jest wielką przygodą.

Wielu ludzi bardzo mocno identyfikuje się ze swoimi myślami i uczuciami. Nawet ci bardzo zainteresowani zgłębianiem siebie, którzy chodzą na warsztaty, różnego rodzaju treningi, terapie, mają hinduskich czy buddyjskich nauczycieli, uważają, że są swoimi uczuciami, ciałami, myślami. A przebudzenie pokazuje ci, że to nie tak; że nie taka jest nasza prawdziwa natura. Ja w tym momencie zdałem sobie sprawę z tego, że jestem światem. Bez oddzielenia. Ale to nie znaczy, że stałem się kimś innym. Po prostu rozpoznałem prawdziwego siebie, którym zawsze byłem. To o tej prawdzie mówią współcześni nauczyciele oświecenia, np. Eckhart Tolle.

Eckhart Tolle powiedział też: „Głębsze nauczanie spoczywa w wymiarze ciszy”. Czy ona ważna jest również w metodzie, którą pracujesz?

– Nie robię wielkiej sprawy z ciszy. Nie używam jej podczas moich warsztatów, oprócz pierwszego dnia. W trakcie Treningu Intensywnego Oświecenia kontemplujemy w ciszy, lecz jest mnóstwo możliwości komunikowania się. Ale komunikacja dotyczy tylko pytania: Kim jesteś?

Kiedy do pewnego hinduskiego nauczyciela przyszedł uczeń, Maharishi spytał: – Jakie jest twoje pytanie? – Nie będę zadawał pytań. Cisza jest lepsza – odpowiedział uczeń. A na to Maharishi: – Najpierw słowo, potem cisza.

I tak mniej więcej jest w naszej metodzie. Pokaż mi swoje karty. Potem możemy być w ciszy. W naturalnie pojawiającej się ciszy, a nie wymuszonej, bo ktoś kazał ci milczeć, a w tobie wszystko się „gotuje”.

Metoda Intensywnego Oświecenia i metoda Tolle'a, Krishnamurtiego i Maharishiego to metoda zadawania pytań: Kim jestem?, czyli pytania samego siebie i szukania odpowiedzi bezpośrednio w sobie. Jeśli masz jakiś problem, nie pytasz: Jak mam go rozwiązać?, tylko: Kto ma ten problem? Nie: Jak być szczęśliwym?, tylko: Kto chce być szczęśliwy? Celem jest zobaczenie, kto za tym pytaniem stoi. Kto jest obecny? Kto szuka?

Praktyka kontemplacji pytania: Kim jestem? sięga tysięcy lat. Kiedyś podczas warsztatów podeszła do mnie osoba, która praktykowała medytację Zen. Powiedziała: „Technika, której uczysz, jest taka sama jak techniki, których uczą inni”. Ale my nie zadajemy tego pytania, siedząc w samotności, lecz pracujemy w parach.

Żeby nauczyć się tej metody, wystarczy godzina. Poproszę cię: Powiedz mi, kim jesteś, a ty musisz się zrelaksować, uspokoić, skupić na sobie i powiedzieć, co w tym momencie odczuwasz. Spontanicznie. Bez zastanawiania się, analizowania. Masz w głowie poczucie, że jesteś np. matką? W porządku. Opowiedz o tym. Po pięciu minutach zadajesz partnerowi to samo pytanie, a on musi zajrzeć do środka – w siebie. Nie potrzeba doświadczenia w medytacji czy kontemplacji. Jeżeli jest druga osoba, która pyta: Kim jesteś? i czeka na odpowiedź, musisz wykonać pewną pracę. Kiedy twój nowy partner zadaje ci to samo pytanie (bo cały czas zmieniamy partnerów), znowu musisz zajrzeć w siebie. Co teraz czujesz? Czy przychodzi ci do głowy ta sama myśl? Jeśli jej nie ma, co pojawiło się w jej miejsce? A może nie była prawdą? Co w takim razie nią jest?

Komunikujesz swojemu partnerowi wszystko, co pojawiło się w twojej głowie, nawet jeżeli sądzisz, że nie ma to żadnego znaczenia – coś zabawnego, głupiego lub bardzo głębokiego. I znowu wracasz do siebie. I znowu szukasz. I pytasz: Co jest we mnie? Przechodzisz przez różne idee, pomysły. Ludzie zaczynają te warsztaty, myśląc: jestem matką, ojcem, osobą inteligentną, wesołą lub nieśmiałą, ale to przywiązanie do tego, kim są, bardzo szybko się zmienia.

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.