Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Człowiek wszechświat

Robert Buchta

Strażnicy rozdroży

kalwaria zebrzydowska jezusKapliczki i krzyże przydrożne bogobojni ludzie stawiali w miastach, na wsiach, przy rozstajnych drogach, wśród pól oraz łąk, w lasach. Miały chronić przed siłami nieczystymi, czuwać nad bezpieczeństwem i pomyślnością ludzi.

Tak jak kiedyś, także i teraz gorąco zapraszają do modlitwy pomagającej stawić czoło przeciwnościom losu. Niemi świadkowie łączności ziemi z niebem wyciągają ręce do wszystkich zmęczonych zgiełkiem wielkiego świata, pogonią za pieniądzem, sławą. Potrzeba złapania oddechu w tym szaleńczym tempie sprawia, że nawet w tętniących pośpiechem i teraźniejszością metropoliach, w ich cieniu, spotkamy ludzi, którzy położą na postumencie świeże kwiaty, zapalą świece. Uzewnętrzniają w ten sposób prośbę o zdrowie, pomyślność lub wyrażają wdzięczność Bogu i świętym orędownikom za otrzymane łaski.

Przechodząc obok kapliczek, krzyży pamiętajmy, że z każdym tego typu obiektem małej architektury sakralnej związana jest jakaś historia. Bez względu na formę architektoniczną stanowią swoistą kronikę najrozmaitszych lokalnych zdarzeń: uzdrowień, narodzin potomków, ważnych bitew, szczęśliwych powrotów z wojen, ocaleń od zarazy, rocznic. Źródłem inspiracji bywały czasem fenomeny zupełnie nie z tego świata, z jakimi stykali się ich fundatorzy.

Polska Jerozolima

Przy tej okazji warto przypomnieć, że na fundamencie jednego z takich fenomenów stanęło sanktuarium pasyjno-maryjne w Kalwarii Zebrzydowskiej. O samym założeniu pasyjnym pisałem szerzej w styczniowym numerze „Czwartego Wymiaru” z 2009 roku, więc pozwolę sobie tutaj jego historię przedstawić w dużym skrócie. Legenda głosi, że około roku 1595 z okien lanckorońskiego zamku Mikołaj i Dorota Zebrzydowscy nad zboczem sąsiedniej góry Żarek ujrzeli trzy krzyże, jaśniejące nieziemskim blaskiem. Obserwowali je do momentu, aż zniknęły wraz z ostatnimi promieniami zachodzącego słońca. To zdarzenie natchnęło Mikołaja Zebrzydowskiego myślą, aby w miejscu pojawienia się krzyży zbudować kaplicę Krzyża Świętego. Szybko jednak swój pierwotny projekt poszerzył o kościół, klasztor i kolejne murowane obiekty, ostatecznie lokując w malowniczej podgórskiej scenerii „polską Jerozolimę”. Pomimo upływu kilku stuleci miejsce to swoją cudownością wciąż przyciąga ludzi. Podczas gdy jedni przyjeżdżają do Kalwarii, aby pospacerować, dać się zauroczyć niespotykanym bogactwem architektonicznym, inni – by najzwyczajniej się pomodlić. Wędrują od kaplicy do kaplicy z książeczką do nabożeństwa, z różańcem w dłoni. Przybywają, żeby przemyśleć swoje dotychczasowe życie. Wielu z nich doświadcza uwolnienia od chorób, tragedii, nieszczęść. O tych łaskach, których doznają w ciszy i skupieniu, nie dowiemy się pewnie nigdy. Listę niewytłumaczalnych, niezwykłych zjawisk można by cytować bardzo długo.

W ten łańcuch bardzo dobrze wpisuje się zdarzenie, o którym rzadko się pisze. Doszło do niego dziewięć lat temu na północnym stoku góry Żarek, tuż poniżej zabudowań klasztornych. Kiedy w 2008 roku wąską ścieżką dotarłem na to miejsce, stała tam jeszcze figura Chrystusa ufundowana przez pana Ryszarda Prażmowskiego, z przytwierdzoną do postumentu tabliczką, na której opisano całe wydarzenie:

„W tym miejscu w 2003 roku 13 grudnia o godz. 16 było widzenie Pana Jezusa. Na długości 200 m i szerokości 10 m ziemia, drzewa, gałęzie, liście, niebo, gwiazdy, wszystko płonęło w złotym ogniu, a nic nie spłonęło. To był cud, który uczynił sam Pan Bóg”. Niestety niecały rok po mojej wizycie z jakiegoś trudnego do zrozumienia powodu ekonom kalwaryjskiego klasztoru wysłał kilku parobków, aby zburzyli kapliczkę. Z zadania wywiązali się znakomicie. Dlatego zamiast drewnianej rzeźby dziś zobaczymy maleńki krzyżyk. Mimo wszystko pan Ryszard Prażmowski nadal regularnie przychodzi w to miejsce i modli się. Wierzy.

Diabli kamień

Niemal 40 kilometrów na wschód od Kalwarii Zebrzydowskiej, w uroczej dolinie Stradomki znajduje się Szczyrzyc. W XIII wieku osiedlili się tutaj cystersi. Pojawienie się zakonników w tej części Beskidu Wyspowego wzbudziło niepokój czarta, który podobno od zawsze do tych terenów rościł sobie pretensje. Spisana w XIX wieku gwarą przez Seweryna Udzielę legenda głosi, że: „jak zbudowali ten klostor w Szcyzycu, to djeboł kcioł ten klostor zniscyć i niós ten kamień na nojmniejsym polcu. We wsi Bigorzówce oderwoł się mu kawołek tego kamienia i tom do dziś dnia lezy. Jak przyniós ten kamień na pogórek, dzie pustynio, kogut zapioł na pónoc, a djeboł rzuciuł kamień i ucik do piekła. A to Pon Bóg tak doł, ze nie zburzuł klostoru djeboł”. (Seweryn Udziela, Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, mieszkającego po prawym brzegu Wisły, Warszawa 1901).

Wokół kamienia postawiono liczne krzyże w celu ostatecznego odwiedzenia diabła od niecnych zamiarów. Największy z nich umieszczono tutaj ponad 30 lat temu, w rocznicę Cudu nad Wisłą. Mieszkanka Krzesławic, z którą wdałem się w rozmowę jesienią 2008 roku, opowiadała mi, iż dokładnie w miejscu, gdzie przed laty zaobserwowano dziwny fenomen: świetlisty słup wznoszący się aż do nieba. Pobożni ludzie odczytali to jako znak od Boga i ustawili drewniany krzyż. Obecnie teren wokół niego stał się miejscem spotkań modlitewnych mieszkańców przysiółka.

Skarby pod kapliczką

Podczas długich zimowych wieczorów w wiejskich chałupach przy blasku naftowej lampy opowiadano sobie legendy o skarbachKapliczka slupowa we wsi Gory kolo Stopnicy woj swietokrzyskie zakopanych pod niejedną figurą, o dziwnych światełkach i o tym, że w takich miejscach straszy.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.