Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Człowiek wszechświat

Ilona Słojewska Ilona Słojewska

Wybuchy na słońcu

– Rozpalona chmura przeniknie przez ziemską atmosferę w szczątkowym stopniu, ale to wystarczy, żeby zdezorganizować życie i spowodować zniszczenia. Jej obecność indukuje w każdym kablu prąd. Wyobraźmy więc sobie bardzo długie przewody elektryczne liczące dziesiątki kilometrów. W nich indukują się potwornie wysokie napięcia. Przesyłają tysiące woltów i jeśli przyjmą dodatkowe, to ulegają zniszczeniu transformatory przemysłowe, jak miało to miejsce w roku 1989 w Quebecu.

Idźmy dalej. Liczące setki kilometrów rurociągi, przez które tłoczy się ropę to także dobry przewodnik, bo takim jest ciecz. W nich też może wyidukować się bardzo wysokie napięcie. Jeśli w takim rurociągu wytworzy się określona ilość woltów, to dochodzi do eksplozji. Rurociągi są zabezpieczone, ale nikt nie wie, czy stopień ochrony jest wystarczający. Wprawdzie nie doszło jeszcze do tego rodzaju katastrofy, ale takiego zagrożenia nie można całkowicie wykluczyć. Czarnych scenariuszy jest bardzo dużo.

Kolejne niebezpieczeństwo – nasza ziemska atmosfera w pewnym stopniu wchłaniając chmurę z cząsteczkami, jednocześnie się „napuszy”. Jesteśmy pokryci dosyć cienką warstwą atmosfery i kiedy powiększy ona swą objętość, wpłynie to na bieg satelitów wokół Ziemi. Jeśli bowiem atmosfery będzie więcej, to satelity zaczną się nagle ocierać o jej górną warstwę i wcześniej spadną na Ziemię.

Często spotykam się z opinią, że ostatnio Słońce „uwzięło się” na nas. Warto przypomnieć, że tak samo zachowuje się od milionów lat i dokładnie tak samo będzie w kolejnych milionach w przyszłości. Ten jedenastoletni cykl się powtarza. Słońce śpi, a potem budzi się i jest bardzo aktywne.

A czy są i pozytywne scenariusze?

– Ogromny obłok protonów i neuronów w kontakcie z atmosferą jonizuje jej górne warstwy i w konsekwencji daje określone efekty, np. od górnych warstw atmosfery odbijają się fale radiowe i telewizyjne. Pamiętam, że podczas ostatnich wybuchów na Słońcu na falach UKF słuchałem razem z bratem Radia Moskwa, co w normalnych warunkach jest nieprawdopodobne. Stało się tak, ponieważ Słońce wyrzuciło materię, w górze powstała warstwa odbijająca, czyli takie specyficzne lustro. Fale radiowe stacji Moskwa znajdującej się tysiące kilometrów dalej, odbiły się od tych górnych warstw i „przeleciały” do nas, do Torunia. To zjawisko trwało krótko.
Jednak najbardziej efektownym skutkiem wybuchów są zorze polarne. Jaki jest mechanizm tego zjawiska? Kiedy chmura dociera na Ziemię, napotyka na pole magnetyczne. Wiadomo, że Ziemia to magnes, a pole magnetyczne można wyobrazić sobie jak przecięte na pół jabłko. Jego obie strony to linie pola magnetycznego. Plazma jest naładowana elektrycznie, czyli wpada w pole magnetyczne, a magnes Ziemi największą wiązkę kieruje w stronę biegunów. Wokół nich największa jej ilość wpada w naszą atmosferę. Ta zaczyna świecić na kolorowo. Dlatego występują przy nich zorze, bo tam są bieguny magnetyczne Ziemi. Po prostu cała klatka pola magnetycznego kieruje tę plazmę w stronę bieguna południowego i północnego. W Norwegii, za kołem polarnym obserwuje się czasami wzmożone zorze polarne – a to jest efekt wybuchów na Słońcu. Po każdym wybuchu w rejonie Kanady i Norwegii można się spodziewać intensywnych zórz polarnych.

Szkoda, że nie można oglądać ich na polskim niebie...

– Ależ w Polsce również występują. I to jest fenomen. Pamiętam okres, kiedy Słońce wyrzuciło więcej materii niż zwykle, a nad Toruniem pojawiła się zorza polarna. Po raz pierwszy w życiu spotkałem się z tym zjawiskiem. Koledzy z Fromborka zawiadomili nas, że „coś” dzieje się na polskim niebie. Pojawiają się kolory. Był listopad, po dwudziestej drugiej. Wziąłem aparat i poszedłem w najciemniejsze miejsce w Toruniu, co gwarantowało dobrą obserwację. I rzeczywiście, nad północnym horyzontem zauważyłem trochę czerwieni i zieleni w kształcie chmur. Potem, gdy szedłem najbardziej rozświetlonymi ulicami miasta, na niebie pojawiło się prawdziwe szaleństwo kolorów. W ciągu dwóch minut zapłonęło soczystą, ognistą czerwienią. Przypominało to strumień reflektorów błądzących po niebie. Następnie z drugiej strony pojawił się snop nasyconej zieleni. Wydawało się, że potoki barw spływają na Ziemię. Co ciekawe, kolory tej zorzy były nieprawdopodobnie intensywne. Zjawisko trwało kilkanaście minut. Potem dowiedziałem się, że zorzę polarną widziano też we Włoszech i w Grecji, tak daleko zjawisko to rozpłynęło się nad Europą. Warto więc i teraz przygotować aparaty fotograficzne, by uchwycić to zjawisko.

A jeśli ktoś będzie zamierzał obserwować Słońce podczas wybuchów?

– Musi pamiętać o tym, że Słońce może w ułamku sekundy „przepalić” oczy. I nawet nie poczuje bólu. Słońca nigdy nie wolno obserwować przez lornetkę i patrzeć prosto na jego tarczę. Można przyglądać się mu tylko podczas zachodu, gdy ma czerwonawą barwę. Sam Galileusz czterysta lat temu jako pierwszy skierował lunetę na Słońce i zauważył na nim plamy. Słońce bardzo go fascynowało, więc patrzył na nie podczas zachodów. Jednak swoją badawczą ciekawość przypłacił zdrowiem, bowiem kiedy się zestarzał, tracił powoli wzrok.

Są jednak bezpieczne sposoby obserwowania plam. Należy wyświetlić obraz Słońca. Lornetkę kierujemy w jego stronę, ale absolutnie nie przykładamy do niej oka. Blask Słońca przeleci przez lornetkę i pobiegnie dalej. W odległości około 20 cm od lornetki kładziemy kartkę papieru. Wyostrzamy obraz i widzimy dwa kółeczka: to są dwa obrazy Słońca. Każdy element lornetki to luneta. Wyświetlamy więc obraz Słońca na kartce i jeśli w tych kółeczkach zobaczymy plamki, to są to plamy na Słońcu. Zauważymy też, że plamki te przesuwają się, bo i Słońce się obraca. (Mniej więcej raz na miesiąc wykonuje pełny obrót). I zobaczymy, jak te plamki sobie płyną, bo Słońce właśnie znajduje się w obrocie. Podpowiadam też, że przez szkła spawalnicze nie dostrzeżemy plam.

Artykuły z tej kategorii

  • Czym jest wolność?

    O wolności i zniewoleniu człowieka z Jerzym Prokopiukiem – gnostykiem, ezoterykiem, filozofem, religioznawcą i pisarzem, naszym wieloletnim współpracownikiem, rozmawia Sebastian Minor.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.