Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Duchy Zjawy Widma

Adam Lecibil Adam Lecibil

Czy istnieje „życie po życiu”?

Inną historię opisała uczestniczka wypadku drogowego, która z dużą siłą uderzyła samochodem w słup. Kobieta również przeżyła śmierć kliniczną. Ciekawe jest jednak to, co powiedziała potem. Jak twierdzi, wleciała do mieszkania bloku stojącego nieopodal skrzyżowania, w pobliżu którego doszło do wypadku. Opisywała osoby znajdujące się wewnątrz pomieszczenia. W pewnym momencie usłyszała fragment rozmowy pomiędzy kilkoma osobami. Potem, kiedy już doszła do siebie, postawiła sobie za cel dotarcie do tego mieszkania. Po pewnym czasie razem z mężem odnaleźli je. Zadzwoniła do drzwi. Otworzył mężczyzna, któremu powtórzyła słowo w słowo zapamiętany fragment prowadzonego wtedy przez niego dialogu. Nie mógł uwierzyć, skąd znała treść jego rozmowy ze znajomymi. To jednak nie jedyna taka historia.

Sporo osób opowiadało, że podczas śmierci klinicznej wyszło ze swojego ciała. Stan ten swego czasu zbadał lekarz, Olaf Blanke. Kiedy operował epileptyczkę, przez zupełny przypadek podrażnił prądem zakręt kątowy mózgu. Pacjentka miała doznać wrażenia unoszenia się pod sufitem.

– Gdyby oprócz mnie znalazło się jeszcze kilka osób zainteresowanych tym tematem, to myślę, że z pewnością powstałaby jakaś niezła opinia na temat życia pozagrobowego. Tu gdzie pracuję, nikt inny się tym nie zajmuje. Często zadaję sobie pytanie: co jest po? – mówi doktor Królikowski. – I tu przypomina mi się wypowiedź światowej sławy filozofa i kosmotologa, ks. prof. Michała Hellera, który mówi, że też chciałby spotkać jakieś ślady Boga, gdyby gdzieś w kosmosie, na jakimś atomie było napisane, że to wyprodukował Bóg. On jednak nie szuka tych śladów, bo wie, że one otaczają nas na co dzień. Osobiście jednak wierzę w reinkarnację. Sądzę, że po śmierci odradzamy się w innym ciele. Po długich latach moich obserwacji warte odnotowania jest także to, że osoby, które wyszły ze stanu śmierci klinicznej, zaczęły inaczej żyć. Mają teraz inne spojrzenie na świat.

Zaczęły doceniać zwykłe, małe przyjemności i nie marnują już życia na głupstwa.

Również we mnie temat: „życie po życiu” budzi wiele refleksji i skojarzeń. Ani ja, ani nikt z mojej rodziny na szczęście takich przeżyć nie doświadczył, ale z całą pewnością mogę stwierdzić, że przez ponad osiem lat prowadzenia audycji Strefa Zero na antenie radia Park FM, w której poruszam często bardzo kontrowersyjne tematy, kilkakrotnie pojawił się problem, czy istnieje „życie po życiu?”. Pamiętam, że gromadząc materiały do jednego z programów, spotkałem się z kilkoma osobami, które opowiadały niesamowite rzeczy.

 „Dała mi siłę i energię, by powrócić”

krolikowskiJedną z nich była nestorka rodu z okolic Raciborza. Kobieta skończyła 89 lat, jednak wciąż cieszyła się dobrym zdrowiem i całkiem niezłą, jak na swoje lata, pamięcią. Opowiadała, że kilka lat wcześniej miała wypadek – upadła tak nieszczęśliwie, że złamała nogę w biodrze i wiele miesięcy spędziła w szpitalu, ale kość nie chciała się zrosnąć. Potem były komplikacje, długie leżenie spowodowało odleżyny, a że opieka w szpitalu nie była zbyt dobra – wdało się zakażenie i stan bardzo się pogorszył. Nastąpiło zatrzymanie akcji serca, później kilkuminutowa reanimacja. Moja rozmówczyni pamięta, że było jej chłodno, lecz uczucie to było przyjemne.

– Tak, jakby wejść w upalny dzień do chłodnej sieni – tłumaczyła mi swoje odczucia. Sądziłem, że po raz kolejny usłyszę o białym tunelu i świetle, jednak tak się nie stało. Staruszka tłumaczyła, że zatrzymanie akcji serca nastąpiło nagle, w biały dzień. Okazało się, że w tym samym czasie do ordynatora poszła zapytać o stan zdrowia matki jej ukochana córka. Kobieta słyszała niemal całą rozmowę córki z lekarzem. Dowiedziała się z niej między innymi o tym, że stan jest bardzo poważny, na co córka odparła, że skoro jest tak źle, to być może lepiej, by matka zmarła, bo ona nie jest w stanie opiekować się niedołężną staruszką. Lekarz pokiwał głową i polecił dom starców.

– Było mi strasznie smutno, poczułam się odrzucona przez najukochańsze dziecko, ale właśnie ta rozmowa, której byłam świadkiem, będąc tam – w niebycie, dała mi siłę i energię, by powrócić. Miałam przecież tu – na ziemi jeszcze kilka spraw do załatwienia – zakończyła optymistycznie kobieta.

Tak też się stało. Nadzwyczaj szybko wróciła do zdrowia, zadziwiając wszystkich swoją żywotnością. Jak twierdzi, pierwszą załatwioną sprawą po wyjściu ze szpitala było spisanie nowego testamentu. Wydziedziczyła córkę, choć wcześniej zapewniała, że to ona będzie jej jedyną spadkobierczynią. Historia kończy się dobrze – kobieta dożyła sędziwego wieku pod opieką syna, którego wcześniej nie potrafiła docenić.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.