Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Duchy Zjawy Widma

Adam Lecibil Adam Lecibil

Czy istnieje „życie po życiu”?

Alojzy B. z Opola pracował od pewnego czasu za granicą. – Praca była ciężka, ale bardzo dobrze płatna. Wiązała się z dalekimi dojazdami na budowy, które nasza firma prowadziła na terenie całych Niemiec – wspomina. – Wracaliśmy zwykle późnym wieczorem, zmęczeni po całym dniu, jak najszybciej chcieliśmy znaleźć się w hotelu, by odespać ciężki dzień i przygotować się na następny – dodaje. – Nie wiem, co się stało, podobno to był wystrzał opony. Wyprzedzaliśmy ogromną ciężarówkę i jakaś siła wepchnęła naszego forda wprost pod nią. Siedziałem z przodu i teoretycznie nie miałem szans na przeżycie. Na szczęście okazało się inaczej. Niewiele pamiętam, wiem tylko, że lekarze załadowali mnie do karetki i słyszałem jej sygnał. Potem „odpłynąłem”, było chłodno, ale nie zimno, było jasno i głośno. Znalazłem się nagle w moim domu w Opolu. Widziałem, jak żona robi kolację, a córka przygotowuje się do klasówki z fizyki. Patrzyłem na nie i próbowałem im coś powiedzieć, przekazać, ale one nie reagowały. Potem nagle zobaczyłem lampy, które przesuwały się nad moją głową, i poczułem potworny ból... Żyłem. Mój kręgosłup był pęknięty w czterech miejscach, cudem rdzeń pozostał nienaruszony. Dzięki temu chodzę. Pierwsze spotkanie w szpitalu z moimi najbliższymi miało miejsce dopiero miesiąc po wypadku, bo utrzymywano mnie w sztucznej śpiączce. Pierwsze słowa, które skierowałem do córki, brzmiały: „Jak poszła klasówka z fizyki?”. Nie bardzo wiedziała, o co mi chodzi. Kiedy wyjaśniłem – potwierdziła, że faktycznie uczyła się wtedy do klasówki, z której dostała potem piątkę.

Wielu z moich rozmówców wspomina również o tym, że obserwowali pracę lekarzy, starali się pocieszać rodzinę, która w napięciu czekała na korytarzu, czy widzieli swoich bliskich, którzy odeszli już z tego świata, jednak nie udało im się nawiązać z nimi kontaktu. Okazuje się, że w chwili „oddzielenia się duszy od ciała” nie zawsze chcemy być blisko osób z rodzinnego kręgu. Bywa, że znajdujemy się obok przypadkowych osób, czasem nawet świadomie czy nieświadomie odwiedzamy tych, którzy nas za życia skrzywdzili. Taka jest historia Szymona S. z Krapkowic, który w niezwykle upalny dzień postanowił skorzystać z kąpieli w jeziorze. Jeden nierozważny skok uczynił go kaleką na całe życie. Co ciekawe, potwierdził, że kiedy był reanimowany w karetce pogotowia, znalazł się nagle w domu człowieka, który kilka lat temu go oszukał.

– Mieliśmy firmę i prowadziliśmy wspólne interesy, jednak ten człowiek któregoś dnia zniknął z całym naszym majątkiem. Szukała go policja, prywatni detektywi, ale na próżno... Do dziś nie udało się go odnaleźć. Wtedy widziałem go w ogrodzie, przed domem. Budynek był bogaty i okazały. On siedział pod drzewem i palił papierosa, był sam. Nie mogę określić, gdzie to mogło być

i jakim cudem znalazłem się tam – jednak faktem jest, że kiedy udało mi się „powrócić” z tej podróży, postanowiłem, że nie poddam się – odnajdę go i zapłaci za moje krzywdy. – To zemsta pozwoliła mi przeżyć – dodał pan Szymon.

Powyższe relacje dotyczą przeżyć osób dorosłych. Dwunastoletni Daniel również otarł się o śmierć. Kąpał się z kolegami w jeziorze, kiedy nagle stracił grunt pod nogami – błyskawicznie poszedł pod wodę. – Nagle zniknęło jezioro i koledzy i już nie było tak fajnie. Trochę się bałem, bo zrobiło się chłodno i jasno. Potem zobaczyłem, że chyba jakiś chłopczyk się utopił, nie wiedziałem, że to ja. Zrobiło się strasznie głośno, ludzie gromadzili się koło niego i krzyczeli, niektórzy płakali. Widziałem też ratowników medycznych w czerwonych ubraniach, którzy kręcili się wokół tego dziecka i coś mu robili. To było ciekawe i chciałem wszystko bardzo dokładnie widzieć, by potem opowiedzieć kolegom. Potem zrobiło się jeszcze zimniej i się obudziłem. Okazało się, że to wokół mnie gromadzą się ci wszyscy ludzie, chciałem krzyknąć, żeby sobie poszli, ale nie mogłem, bo miałem jakieś rurki w buzi.

A moi koledzy płakali, stali z boku i płakali – wspomina Daniel.

W poszukiwaniu duszy

Kilka lat temu naukowcy z Danii przeprowadzili badania z osobami, które przeżyły śmierć kliniczną. Twierdzą oni, że wizje powstają wtedy, kiedy nasz mózg już nie pracuje. To z kolei potwierdzałoby tezę, że nie są one wywoływane przez mózg. Przypomnijmy jeszcze, że w latach 90. amerykańscy naukowcy w laboratorium zważyli duszę. Wówczas światło dzienne obiegła sensacyjna informacja, że zaraz po śmierci nasze ciało staje się lżejsze o około 6,5 grama. Gdzie znajduje się zatem dusza?

Religie różnie odpowiadają na to pytanie. W starożytnym Babilonie wierzono, że tkwi ona w naszych uszach. Nasi przodkowie sądzili także, że znajduje się we krwi. Już współcześnie przeprowadzono prosty eksperyment i spytano dzieci w wieku od 7 do 17 lat, gdzie w znajduje się dusza. Starsze odpowiadały, że w całym organizmie, młodsze z kolei, że w naszym sercu.

 

Adam Lecibil

 

 

 

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.