Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Duchy Zjawy Widma

Ilona Słojewska Ilona Słojewska

Drogi duchów

W angielskim Knockeencreen, jeszcze w latach osiemdziesiątych XX wieku, pewien starzec opowiadał Ulrichowi Maginowi, że krowy w gospodarstwie jego dziadka zdychały z niejasnych przyczyn. A wiadomo było, że mieszkał w domu stojącym w prostej linii między dwoma pagórkami. O pomoc poprosił miejscową zielarkę-wróżbitkę. Ta, niewiele myśląc, poleciła mu wywiercić w drzwiach wejściowych pokaźnych rozmiarów otwór, żeby duchy, przemieszczając się z jednego pagórka-grobu do drugiego, mogły swobodnie przechodzić przez jego dom. I od tej pory krowy miały się dobrze.

Ulrich Magin przypomina, że w sztuce Szekspira Sen nocy letniej, Puk mówi, iż jest w nocy taki czas, kiedy „dusze opuszczają groby i szybują do kościoła”. – Czy aktorzy i widzowie wiedzą, o co tak naprawdę chodzi? A przecież słowa te znakomicie odzwierciedlają ludowy pogląd o poruszaniu się dusz na specjalnych „drogach”. Określenie Szekspira: „kościelne drogi” znane jest w Europie również jako „drogi zmarłych”. W Wielkiej Brytanii używano wymiennie kilku podobnych nazw: „drogi pożegnania”, „trumienne ścieżki”, „drogi śmierci” – tłumaczy. – To były kiedyś trasy, którymi odprowadzano zmarłych na cmentarz.

Otwory dla dusz

– Coraz częściej badacze twierdzą, że prehistoryczni mieszkańcy Anglii, jak i innych krajów i kultur, drogi na ley lines budowali głównie dla transportowania zmarłych. Proste rzędy kamieni, jak w Dartmoor w południowej Anglii, biegnące w kierunku kamiennych kręgów i grobów są dla nas znakiem, że taka jest właśnie jedna z funkcji tych szlaków – twierdzi Magin. Potwierdzeń tych hipotez nie trzeba długo szukać. W Grundoldendorf pod Hamburgiem odkryto zbudowane z ogromnych kamiennych głazów cztery groby, a ich wiek oszacowano na pięć tysięcy lat. Trzy z nich leżą dokładnie na prostej linii prowadzącej w kierunku miejscowości Wartberg, skąd przywożono zmarłych. Na kamiennej tafli, w miejscu spoczynku głów wywiercono „otwory dla dusz”, leżące dokładnie na osi grobu i linii prowadzącej prosto do miejscowości, w której mieszkało całe ówczesne plemię.

Prostoliniowość ważniejsza od topografii

Podobnie jest w heskim Glaubergu, gdzie nad grobem celtyckiego księcia znajduje się skalny pagórek. W pobliżu usypano jeszcze kilka mniejszych wzniesień. Większość z nich jest usytuowana na linii prowadzącej w kierunku południowo-zachodnim, pokrywającej się dokładnie z szeroką na siedem metrów drogą procesyjną prowadzącą do pobliskiego miasteczka. Bardzo wiele podobnych miejsc i rzędów kamieni biegnących liniowo w jednym kierunku istnieje we Francji czy w Danii, a długość niektórych dochodzi do siedmiu kilometrów. – W gęstym lesie niemieckiego Detmold, podobnie jak we francuskim Carnac, wąska droga wyznaczana przez dwa rzędy kamieni prowadzi bezpośrednio do grobów – twierdzi archeolog Gerbert Jankuhn. – Czy to osobliwe archeologicznie ukształtowanie terenu pochodzi z epoki kamienia czy brązu? Tego jeszcze dokładnie nie wiemy. Jedno jest pewne: drogi te są związane z kultem zmarłych wyznawanym przez naszych przodków. Archeolodzy przy okazji odkryli również, że we Francji i Anglii od wielu grobów z epoki brązu prowadzą w linii prostej „drogi duchów”, które na końcu zablokowane są wielkimi głazami. Pytanie, z jakiego powodu?

Zapomniane legendy

W dyskusji, jaka właśnie rozpoczęła się nad teorią Ulricha Magina, naukowcy przypominają wypowiedzi Anglika Alfreda Watkinsa, odkrywcy ley lines, który początkowo uważał, że są one tylko prehistorycznymi szlakami handlowymi, oznakowanymi kamieniami. W późniejszych czasach badacze odczytywali je jako „święte”, razem ze znajdującymi się na nich menhirami, kamiennymi kręgami, a jeszcze później kościołami czy cudownymi źródłami. Jednak wszyscy zapomnieli o tym, o czym mówił nie tylko Watkins, ale i wielu innych uczonych, a mianowicie o niezliczonej ilości legend i spisanych zdarzeniach związanych z drogami, po których transportowano zmarłych, a które zawsze biegły przez krajobraz w linii prostej.

 

Pradoświadczenia szamanów

Warto przypomnieć, że ostatnio coraz więcej badaczy podziela pogląd Paula Devereuxa, znanego i doświadczonego w tym zakresie specjalisty, zwanego „papieżem ley lines”. – Jestem coraz bardziej przekonany, że ich prawdziwym źródłem są pradoświadczenia związane z podróżami astralnymi szamanów – mówi. – Wiadomo, że w transie „odłączają” się od ciała, żeby połączyć się z duchami przodków. Tę powietrzną podróż odbywali prostoliniowo do góry. Sami zaś twierdzili, że ich dusza w czasie transu pozostaje związana „nitkami” z ciałem, żeby po jego zakończeniu mogła bezpiecznie je odnaleźć i z powrotem w nie wniknąć. Wiadomo też, że indiańscy szamani spożywali środki halucynogenne, by udać się w taką podróż. Badania archeologiczne z ostatnich lat wskazują na to, że i w europejskiej kulturze megalitowej rytualnie konsumowano grzyby i rośliny halucynogenne. To prawdopodobnie stąd symbol „nitki” był bardzo często obecny w pradawnych wierzeniach i wiązał się z poglądami, że jeśli dusza nie będzie miała prostej drogi na cmentarz, to zabłądzi i pogubi się.

I jest jeszcze jedna możliwość, mówiąca o tym, że dawne plemiona na całym świecie reagowały identycznie na obecność duchów zmarłych poruszających się przez wioski i pola. Czy wobec tego nie jest wielce prawdopodobne, że linie w Nazca, jak i wiele innych odkrytych systemów liniowych szlaków Indian południowoamerykańskich, mogły być drogami, po których prowadzono rytualne ofiary do miejsca poświęcenia ich bogom?

 

Przy pisaniu tekstu korzystałam m.in. z:

Ulrich Magin: Kathedralenkreuze, Geisterwege und Leichenflugbahnen, Hagia Chora, 10/1999

Clara Sue Kidwell: Systeme des Wissens, Josephy Hrsg. (1992) Johann Georg Theodor Grässe: Sagenbuch des Preußischen Staates 12, Glogau 1868/71

Artykuły z tej kategorii

  • Meldunek z...

     - Co za wandale - pomyślałam, kiedy otworzyłam drzwi do łazienki, w mieszkaniu do którego wreszcie dostałam klucze. Przypuszczałam, że zrobiła mi to na złość rodzina poprzedniego lokatora. Nie zajęli lokalu, za to paskudnie go zniszczyli.…

    Czytaj więcej...

  • Przeklęty dom

     Ten urlop to była istna wariacja. Marek wyczytał ogłoszenie: „Dwa tygodnie wśród kwiatów, ziół i drzew oraz intrygującej tajemnicy za pomoc w spisaniu dziejów rodzinnych.” Zadzwonił natychmiast, a rano już byliśmy na miejscu. Późnym popołudniem postanowiliśmy się wybrać na spacer.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.