Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Duchy Zjawy Widma

Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk

Przeklęte miasteczko

 


Simple Picture Slideshow:
Could not find folder /www/4wymiar_www/www/4wymiar.pl/images/artykuly/zjawy_duchy_widma/przeklete_miasteczko

24 kilometry na południe od Chełma pekaes dociera do niewielkiego miasteczka. Miejscowość wygląda jak dziesiątki innych w tych stronach. Nieduży rynek, wokoło walące się już pożydowskie domy. Wojsławice leżą na samym dnie rozległej doliny. Ze wszystkich stron otaczają je łąki, dalej widać wzgórza, linię horyzontu zamykają lasy. Niewiele jest w naszym kraju miejsc w równym stopniu dotkniętych klątwą...

 

Początki Wojsławic giną w mrokach niepamięci. Wedle miejscowych legend osadę założył Wojsław – rycerz Leszka Białego. W czasach Kazimierza Wielkiego nad okolicą górował zamek obronny wzniesiony na szczycie wzgórza zwanego Zamczyskiem. Miasto otaczał pierwotnie pierścień podmokłych łąk, co zapewniało dobre warunki obronne.

Wojsławice doczekały się swojego dziejopisa. W latach 30. XX wieku Jan Krystyjańczuk – zakonnik wywodzący się z osiadłej w miasteczku bardzo zubożałej szlachty – spisał nieporadnie historię swoich rodzinnych stron. Starzec złożył swój manuskrypt w redakcji chełmskiego tygodnika „Zwierciadło”. Publikacji już nie doczekał.

Dopiero po kilku latach redaktor

S. Czernicki zdecydował się wydać zapiski w postaci cienkiej broszurki. Pechowo dobrany tytuł – Przeklęci dziedzice – spowodował proces sądowy. Po surowym wyroku niemal wszystkie egzemplarze dzieła zostały zniszczone.

Niewiele obiektów w osadzie przypomina o minionych wiekach. Zamek zburzono dwieście lat temu. O klasztorach zachowały się tylko wzmianki. XVIII stulecie pamięta jedynie kościół parafialny, murowana cerkiew i pięć kapliczek u wylotu głównych ulic. Gdy jednak zajrzymy do spisów klęsk elementarnych, brak zabytków przestaje dziwić. Katastrofy dziejowe spadały bowiem na miasto jedna po drugiej. Mieszkańcy wielokrotnie cierpieli na skutek epidemii dżumy, czarnej ospy i cholery. Okolicę spustoszyły najazdy Tatarów, Szwedów, Kozaków i Rosjan. Na przestrzeni czterech stuleci miejscowość płonęła aż 17 razy, jak gdyby jakieś siły starały się zetrzeć ją z powierzchni ziemi.

 

Mord rytualny

Pierwsza klątwa, a przynajmniej pierwsza wspomniana w kronikach, rzucona została na Wojsławice w 1761 roku. Okoliczności tego wydarzenia są niezwykle ponure. Żydzi od wieków oczekują przybycia swego Mesjasza, a w XVIII wieku wykorzystali to aż trzej „m´drcy”: Baruchia, Sabataj Cwi i Jakub Lejwowicz Frank.

Ten ostatni zdobył największy rozgłos. Już za młodu odznaczał się niepospolitym talentem do mętnych interesów. Dość powiedzieć, że w wieku

13 lat (!) na handlu klejnotami o podejrzanym pochodzeniu i wątpliwej jakości dorobił się własnej karczmy. Dożywszy lat męskich, ogłosił się Mesjaszem i z niemałym wdziękiem stworzył prężną sektę religijną.

Frankiści toczyli dysputy teologiczne, a po cichu kolportowali ulotki i broszury opisujące mordy rytualne i rozmaite bluźnierstwa, których dopuszczać się mieli ortodoksyjni Żydzi. Wydawnictwa epoki nie zostawiają na sekcie suchej nitki. Jej członkowie mieli podstępem lub na drodze przekupstwa przejmowaç karczmy, fałszowaç alkohol, organizowaç przemyt na wielką skalę i zajmowaç się paserstwem. Władze długo patrzyły na nich przez place, wreszcie jednak miarka się przebrała. Frank został uznany za wyjątkowo niebezpiecznego heretyka i uwięziony u Kamedu∏ów w Warszawie a potem w Klasztorze Jasnogórskim.

Tak szeroka i intensywna „działalność” wymagała odpowiedniego miejsca na sztab, z którego siatka byłaby nadzorowana. Wybór padł na Wojsławice. Oczywiście osiedlenie się w miasteczku kilkudziesięciu frankistów wywołało oburzenie miejscowych Żydów – spokojnych, pracowitych rzemieślników, żyjących tu od dziada pradziada.

W końcu frankiści postanowili wykorzystać kunsztownie budowaną legendę. Wiosną 1761 roku porwali półtoraroczne dziecko, zamordowali je, a zwłoki wrzucili do rzeczki przepływającej przez osadę. Bardzo szybko zostały odnalezione. O mord rytualny oskarżono miejscowego rabina i kahał – radę gminy. Sześciu „znacznych” Żydów stanęło przed sądem w pobliskim Krasnymstawie. Wyrok zapadł bardzo szybko – śmierć przez poćwiartowanie. Pozostałych ortodoksów wygnano z osady. Wobec takiej niesprawiedliwości skazany rabin rzucił przed śmiercią na Wojsławice cherem – uroczystą klątwę.

O wypadkach tych przypominają opowieści przekazywane ustnie. Na zachód od wsi, przy szosie na Krasnystaw, leży wąwóz o nazwie Szubienica. Jeszcze 15-20 lat temu w okolicy nie było śmiałka, który odważyłby się udać tam po zmroku czy w samo południe. Konie ciągnące wóz biegnącą przez jar drogą strzygą niespokojnie uszami... Niekiedy nie chcą iść, płoszą się. Podobno było to miejsce kaźni Żydów z miasteczka...

Po wygnaniu ortodoksów w osadzie pozostali frankiści. Nie na długo jednak. Cztery lata później uderzyła kolejna zaraza – czarna ospa. Oszczędziła tym razem rdzennych mieszkańców miasta, za to prawie do nogi wybiła sekciarzy. Ci, którzy przeżyli, opuścili Wojsławice.

Zaraza i wielki pożar, który prawie unicestwił osadę w 1774 roku, przeraziły mieszkańców. Powszechnie sądzono, że oto zaczyna się spełniać klątwa rzucona przez poćwiartowanego rabina. W celu zabezpieczenia miasteczka wzniesiono pięć murowanych kapliczek. Klątwa okazała się silniejsza. W 1779 roku kolejny pożar strawił świeżo odbudowane okolice rynku. Niebawem zmarła też dziedziczka, kasztelanowa Potocka – protektorka frankistów. Na łożu śmierci i ona rzuciła klątwę. Kara Boża miała spaść na tego, kto Wojsławice posiądzie i pozwoli osiedlać się tu ortodoksyjnym Żydom. Atoli znaleźli się odważni.

 

Przeklęci dziedzice

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.