Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Duchy Zjawy Widma

Weronika Michalska

Meldunek z...

- No ten siwy z kręconymi włosami. Zawsze miałaś miękkie serce i znów przygarnęłaś jakiegoś artystę na święta.

- Naprawdę poza wami, mną i Bogdanem tej nocy - podkreśliłam wyraźnie - nikogo w tym mieszkaniu nie było.

- Mylisz się - ponuro odezwał się narzeczony siostry. - Widzieliśmy go oboje tak jak ciebie teraz.

- No to trzeba było zapytać, co tu robi i jak się nazywa - roześmiałam się. Tym razem był to jednak śmiech odrobinę na pokaz.

Opowiedziałam o wszystkim Bogdanowi. Skutek był taki, że zaraz po Sylwestrze przeprowadził się do mnie, aby żaden nocny Marek dziewczyny mu nie bałamucił - jak to wytłumaczył mojej siostrze, której i tak nie zdołaliśmy przekonać, że nikogo poza nami nie było w mieszkaniu.

Przez kilka nocy wytrzymałam dzielnie do północy, chociaż jestem z rodziny skowronków, a nie sów i lubię wcześnie kłaść się spać i wcześnie wstawać. Nie słyszałam jednak żadnych kroków, ani też nikogo nie zobaczyłam. Bogdan też niczego nie widział i nie słyszał. Pokpiwał sobie, że to chwyt mojej siostry, aby on wreszcie mógł się do mnie wprowadzić. Inaczej pewnie nigdy by do tego nie doszło, znając moje umiłowanie wolności.

Już po ślubie pojechaliśmy na trzytygodniowy urlop do Włoch. W przeddzień powrotu, z poobiedniej drzemki wyrwał mnie telefon. Dzwoniła moja sąsiadka.

- Było włamanie. U nas, u pana Sławka, a u pani zdążyli tylko wyważyć drzwi i uciekli jakby ich kto gonił. Dzięki temu lokatorzy z drugiej klatki ich dopadli. Podobno u pani w przedpokoju zagrodził im drogę jakiś wysoki mężczyzna z siwymi kręconymi włosami i płonącymi czarnymi, jak smoła oczami. Jak mówili, był tak potężnie zbudowany, że sięgał sufitu. A u nas przecież 3,5 metra wysokości... Jakeśmy to z mężem później rozważali - to takie włosy i oczy miał wypisz wymaluj świętej pamięci Robert, czyli nasz sąsiad przed panią. Tyle, że on mikrutki był, a tu ci raptem olbrzym. No, ale mieszkania upilnował, a myśmy dzięki Bogu i Niemu odzyskali. To proszę się nie martwić, co ukradli. Nowy zamek z panem Sławkiem kupiliśmy. Już wstawiony, a klucze u nas... Na mszę za jego duszę dałam...

Zrobiło mi się jakoś dziwnie. Więc siostra rzeczywiście widziała pana Roberta, a raczej jego ducha, czy któreś z ciał subtelnych. Opowiedziałam o tym mojej przyjaciółce Ani, już na lotnisku.

- Przeciąg, bujna wyobraźnia - zachichotała. - Teraz mi wierzysz?

- Oczywiście!

- Ale musiał cię jakoś polubić, skoro ci się nie pokazywał.

- Widać wiedział, że boję się zjaw i duchów - odparłam całkiem serio.

Po powrocie do kraju poprosiłam znajomego księdza, by odprawił mszę za duszę pana Roberta. Sama w jego intencji przez dziewięć dni paliłam woskowe świece. W mieszkaniu czułam się pewnie i bezpiecznie. Nawet żal mi było je opuszczać, kiedy udało nam się zamienić wreszcie moje i męża mieszkanie na jedno spore w tej samej dzielnicy.

Podczas załatwiania formalności okazało się, że pan Robert nadal jest zameldowany w tym mieszkaniu. Musiałam udowodnić, że faktycznie nie żyje. Na szczęście była to ta sama administracja, te same urzędniczki, które kiedyś wręczały mi przydział na lokal po nim jako zmarłym. Obiecałam im, że poproszę sąsiadów, którzy go znali, by złożyli stosowne oświadczenie, aby kolejny lokator nie musiał mieć prawnie zameldowanego nieboszczyka.

- Oczywiście poświadczymy, pani Weroniko - obiecali na pożegnanie sąsiedzi. - Tyle, że pan Robert wcale nie wpadł pod pociąg. On się powiesił - zawiesiła głos sąsiadka. - W łazience! Jakżeśmy panią zobaczyli, to chcieliśmy, aby pani dostała to mieszkanie, a nie jakiś element. Dlatego nikt z podwórka pary z gęby nie puścił, jak to było ze śmiercią pana Roberta.

Przed oczami stanęła mi zrujnowana łazienka i to wielkie smutne lustro.

- Dziękuję panie Robercie, że mnie pan nie straszył i tak dzielnie strzegł mieszkania - szepnęłam zamykając po raz ostatni drzwi pod numerem 77. On nadal, aż do zebrania od sąsiadów oświadczeń, iż faktycznie nie żyje, gdyż przed laty jakaś urzędniczka zapomniała dopełnić formalności, pozostał tam zameldowany.

 

Weronika Michalska

 

 

 

 

Artykuły z tej kategorii

  • Bakczysaraj - wrota czasu

    Okolice Bakczysaraju na ezoterycznej mapie Krymu są jak magiczne Eldorado. Tajemnicza przeszłość wywiera tu wpływ na teraźniejszość, a przyroda i energia egregorów żyjących tu narodów ukształtowały miejsca o niespotykanym nigdzie indziej charakterze i oddziaływaniu.   …

    Czytaj więcej...

  • Sikhowie

    Po niespełna miesięcznej jeździe samochodem z Polski w połowie września przekraczamy granicę pakistańsko-indyjską. Wita nas Amritsar – święte miasto sikhów.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.