Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Radiestezja Feng-Shui

Letnie przewroty pałacowe

Czas lata – pora na ton lżejszy, bez filozofowania… Czas na proste porady i łatwe rozwiązania.

Pełni entuzjazmu przed urlopem, a pełni sił po wakacyjnym wypoczynku chętniej podejmujemy zawsze jednak trochę kłopotliwy temat rewolucji w naszych wnętrzach. Sprzątanie, malowanie, remont, przemeblowanie. Latem wszystko staje się prostsze. Ciekawe, czy letnie rewolucje owocują bardziej pogodnymi wnętrzami aniżeli te, przeprowadzone zimą? Pewnie tak. Od czego należy zacząć? Zazwyczaj od wyrzucenia z domu połowy rzeczy. Zalecenie to adresowane jest nie tylko do tych, którzy dotknięci zostali nieuleczalną manią zbieractwa. Każdy z nas ma tendencję do gromadzenia przedmiotów, o których myśli, że – mimo ewidentnej ich bezużyteczności – „na pewno kiedyś jeszcze się przydadzą”. Zerwijmy z tą utopią. Według wschodniej mądrości – „do pełnego nic już nie nalejesz”. Mówi o tym opowieść o uczonym, który odwiedził starego mistrza. Mistrz zaproponował uczonemu czarkę herbaty. Uniósł dzbanek i powoli zaczął nalewać napój, nie przerywając czynności nawet, gdy czarka była już pełna. Herbata przelewała się przez brzegi naczynia. Uczony zawolał – „Spójrz, herbata się rozlewa”. Na to mistrz odrzekł – „Twój umysł jest jak to naczynie – tak pełen, że już nic nie może przyjąć”. Nasze domy często przypominają taką filiżankę, przez której brzegi przelewa się nadmiar napoju. Oczyszczenie domu ze zbędnych przedmiotów stworzy przestrzeń dla nowych rzeczy, a tym samym w naszym umyśle powstanie dzięki temu zabiegowi przestrzeń na nowe idee i pomysły. Zagracenie domu powoduje, że zawężeniu ulegają horyzonty naszego myślenia. Przygnienceni nadmiarem koncepcji i problemów tracimy jasność widzenia i podążamy utartymi koleinami.

Podobnie jest z charakterem naszego wnętrza. Jeśli stanowi proste odwzorowanie panujących na rynku wnętrzarskim trendów, w niewielkim stopniu oddaje indywidualność mieszkańców. Jest wtedy świadectwem naszego konformizmu i lenistwa w obronie własnego stanowiska lub nawet lenistwa w jego budowaniu, a tym samym lenistwa blokującego nasz rozwój. Bowiem nasz dom jest doskonałym poligonem zmagań z samym sobą, z naszymi niedoskonałościami, z ignorancją, z ograniczeniami. Gdy podejdziemy do przestrzeni z czułością, gdy będziemy w tworzeniu jej odważni, gdy przestaniemy się lękać osądu przyjaciół i znajomych – przełoży się ta postawa na inne dziedziny naszego życia. Jeśli umiemy przyznać, że mimo sentymentów czas pożegnać się z przedmiotem rażąco odstającym od poziomu naszego wnętrza, zróbmy to z odwagą. Jeśli dom potraktować jako przedłużenie naszego własnego wnętrza, wtedy zmiana taka może wywołać prawdziwą rewolucję. Może nabierzemy dzięki temu odwagi do przeprowadzenia w naszym życiu zmian radykalnych – podejmiemy się zadania, o którym od dawna marzyliśmy, ale uważaliśmy, że nas całkowicie przerasta, wsiądziemy na arabskiego ogiera lub skoczymy ze spadochronem. Warto być uważnym, gdy w przestrzeni przeprowadzamy zmiany radykalne – to zawsze sygnał, że posiadamy potencjał do zmian w szerszym kontekście. Polecam gorąco tę fascynującą grę z samym sobą. To najlepsza zabawa na świecie. I jaka pożyteczna.

Jak zatem zorganizować swój dom? Jak sprawić, by ewoluował wraz z nami, a my wraz z nim? Czy istnieją wzorce doskonałe?

Otóż znam kilka przykładów mistrzowskiej organizacji przestrzeni. Niestety najlepszymi przykładami dobrego feng shui są dawne pałace i dwory. Szczególne wrażenie zrobiło na mnie jedno z tych „ekskluzywnych” miejsc – pałac w Łańcucie, w którym spędziłam ostatnio kilka dni. Pomimo przepychu panuje tu dyscyplina w przestrzeni – nie ma nadmiaru rzeczy, nie ma przeładowania. Harmonia i ład czynią z tego magnackiego pałacu przestrzeń „do życia”, zachwycającą urodą dzieł sztuki i jednocześnie wygodą. Uważam piękno za jeden z warunków dobrego feng shui. Otóż wnętrza pałacowe należą do szczególnie imponujących klasą i wyrafinowaniem. Polemizowałam kiedyś z koncepcją serii limitowanych. W łańcuckim pałacu znajdziemy przedmioty bardzo limitowane, a w zasadzie unikaty. Świetnie wkomponowane w przestrzeń muzealne dziś przedmioty niewątpliwie znajdują się na swoim miejscu. Przez kolejnych właścicieli wybierane były starannie i po długich poszukiwaniach. Mniej były wyrazem panującej mody, bardziej zaś upodobań i indywidualnych potrzeb mieszkańców pałacu. Ostatni właściele przemierzyli całą Europę, odwiedzając wiele rezydencji i pałaców, by wybrać wreszcie to, co najbardziej im odpowiadało. Wybierali sami, nie zdając się bezkrytycznie na doradców, choć doradców mieli z pewnością najlepszych. Każde z pomieszczeń pałacowych ma indywidualny charakter i kolorystykę. Nie spotkamy tu plagi naszych czasów – monochromu. Ani „królewskich” łazienek. W ogromnym kompleksie pałacowym znajdziemy tylko dwie „skromnej” wielkości łazienki. Luksusowo urządzone, ale – co zaskakujące – zgodnie z zasadami wschodniej sztuki feng shui. Obniżone sufity, które pomniejszają pomieszczenia, co ułatwić miało utrzymanie przyjaznej temperatury w chłodnych okresach – jednocześnie realizują wschodni postulat, by łazienki były jak najmniejsze. Żółte kafle – które raz przyklejone sto pięćdziesiąt lat temu nigdy nie odpadły – spełniają wszelkie wymogi feng shui. Kolor przynależny do żywiołu Ziemi, wielkość pomieszczenia – poprawna, bez niepotrzebnego rozmachu. Wanna obudowana drewnem – tu również pojawia się pożądany w łazience żywioł Drzewa. Zatem zarówno materiał, jak i kolorystyka zgodne są z zaleceniami feng shui.

Urządzenie pałacowych komnat charakteryzuje bezwzględna logika, o którą często dziś walczymy na próżno – łoża ustawione wezgłowiem przy ścianie, biurka we właściwej pozycji, brak przestrzałów, właściwe proporcje pomieszczeń i ich zróżnicowana kolorystyka.

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.