Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Radiestezja Feng-Shui

Edyta Wittchen Edyta Wittchen

Sztuka zamieszkiwania – sztuka podróżowania

 zlota kartaNajlepsze jest na granicy ryzyka – tak o działaniach artystycznych powiedział wybitny polski artysta Andrzej Strumiłło. Stwierdzenie to można odnieść nie tylko do sztuki, ale do życia w ogóle. Zamieszkiwanie też jest sztuką, sztuką kreowania przestrzeni z odwagą

Kreujemy przestrzeń na własną miarę. Tworzymy ją według wzoru, który kształtuje nasze wnętrze, a manifestacją tego są nasze działania, zachowania, emocje, relacje, wreszcie – nasz dom. Cudowną cechą człowieka jest jego nieograniczona umiejętność czerpania inspiracji z otaczającego świata. Ograniczeniami są jedynie lęk, nawyki i lenistwo wyobraźni. Teoretycznie nie istnieją przeszkody, a jedynym racjonalnym aspektem, który może nasze awanturnicze zapędy pohamować, jest materia. Lecz i tu kreatywność potrafi tę niedogodność przezwyciężyć. Za pomocą prostych zabiegów możemy nadać naszemu mieszkaniu charakter ascetyczny, na przykład zaprojektować je w stylu bardzo chętnie i równie błędnie zwanym „zen”. Dzięki pomysłowości łatwo wprowadzić doń orientalny przepych. Możemy się ograniczyć do jednego koloru lub zastosować feerię barw. Wybudować dom na solidnych podstawach, dający poczucie stabilności albo lokum zawiesić w powietrzu, co stanie się wyrazem naszej potrzeby wolności – nieszczególnie będzie się ono nadawało na rodzinne gniazdo, natomiast świetnie posłuży awangardowemu artyście łamiącemu społeczne konwencje.

Dom może być nie tylko świadectwem naszej kreatywności, lecz także ilustracją destrukcji, która w nas drzemie. Odzwierciedli nudę, jeśli w życiu się nudzimy. Pokaże nie tylko nasze pasje, ale i uprzedzenia. Zdemaskuje nawyki i przyzwyczajenia. Ujawni sztuczność, jeśli został urządzony z myślą o tym, by zaimponować innym. Ta właśnie informacyjna właściwość przestrzeni, która tak wyraźnie ujawnia problemy dręczące zamieszkujące ją osoby, jest dla konsultanta feng shui najważniejsza.

Chińskie podejście do przestrzeni charakteryzował szacunek dla praw natury i dla sfery sacrum. Feng shui opierało się na rytmach lat, pór roku, pór dnia. Wędrówka słońca dawała wytyczne do wyznaczania sektorów domu i przypisywania im określonych żywiołów. Podobne podejście oparte na uwzględnianiu praw Natury cechowało niegdyś i nas, ludzi Zachodu. Należy to niestety do dalekiej przeszłości. Dziś człowiek zachodniej cywilizacji jest oblężony innymi ludźmi, bombardowany wręcz nadmiarem bodźców, w sztucznej scenerii miejskiej dżungli. Mamy aspiracje, by być panami tej ziemi, lecz czy pamiętamy, że powinniśmy być panami mądrymi? Coraz częściej Natura przypomina nam, jaka w rzeczywistości jest nasza pozycja.

„Przyjemnie popatrzeć, jeszcze lepiej mieć”. To hasło reklamowe towarzyszyło poprowadzonej z rozmachem ubiegłorocznej Międzynarodowej Aukcji Koni Arabskich w Janowie Podlaskim. Stoi ono w jawnej opozycji do fragmentu wiersza Rabindranatha Tagore'a:

Podziwiając, możesz posiadać. Dotykając, możesz stracić.

Gdzie leży prawda? Jak zawsze – pośrodku. Zderzenie dwóch podejść, dwóch światów – Wschodu i Zachodu. Zachód oczywiście woli mieć. Wschód łatwiej godzi się na podziwianie. Przenosi się owo podejście również na przestrzeń, którą zamieszkujemy. W Azji w wystroju wnętrz od zawsze dominowały przedmioty o charakterze sakralnym. Mało użyteczne z materialnego punktu widzenia, lecz niezwykle ważne dla ducha. Ich kondensacja była nieporównanie większa aniżeli w – bądź co bądź – religijnej w dawnych wiekach Europie. Do dziś w domach mieszkańców Dalekiego Wschodu wszechobecne są figury Buddy, ołtarze, sztuka zdobnicza, której tradycyjnym motywem są sceny ze świętych ksiąg i eposów, przedstawiające życie i dokonania bogów. Z naszych mieszkań zniknęły święte obrazki – religijne motywy w sztuce przestały być modne. Czy powinniśmy zamieniać domy w klasztory i świątynie? Zapewne nie, jednak niewątpliwie potrzebujemy sacrum. To ono nadaje życiu sens i głębię, pozwala skontaktować się z samym sobą. Motywuje nas do rozwoju i starań o osiągnięcie wewnętrznej równowagi. Od naszego nastawienia zależy przecież tak wiele. Władysław Tatarkiewicz twierdził, że szczęście to stan wewnętrzny, za filozofami starożytnej Grecji powtarzał, że to przede wszystkim sam człowiek decyduje o tym, czy czuje się szczęśliwy, czy też nie. Ilustracją owej względności jest wschodnia opowiastka o starcu i dwóch młodych wędrowcach.

Pewien młodzieniec szedł drogą, wesoło pogwizdując. Starzec odpoczywający pod przydrożnym drzewem bacznie go obserwował. Młody człowiek powitał go z szacunkiem i zapytał, skąd przybywa. Starzec odpowiedział: „Z gór”. „Ach, tak. Tam właśnie zmierzam. A jacy ludzie zamieszkują góry?” – dopytywał młodzieniec. „Radośni, serdeczni, życzliwi”. Młodzieniec uradował się i energicznym krokiem pomaszerował dalej. Po pewnym czasie do odpoczywającego przy drodze starca przysiadł się kolejny wędrowiec. Skrzywione usta, podejrzliwe spojrzenie i złe nuty, które brzmiały w jego głosie, gdy się witał, nie uszły uwadze starca. Po chwili rozmowy padło to samo pytanie, które wcześniej zadał młodzieniec wesoły: „Jacy ludzie mieszkają w górach?”. „Oj, niedobrzy, złośliwi, niechętni…”.

Starzec, widząc, jakie usposobienie charakteryzuje młodzieńców, przewidywał, jak będą postrzegać innych ludzi. Tak właśnie odbieramy rzeczywistość. Zupełnie nieobiektywnie, przez pryzmat naszych własnych cech i oczekiwań. Człowiek pełen optymizmu i życzliwości wszędzie będzie łatwiej dostrzegał przychylność losu i bliźnich, pesymista i złośliwiec większość swej energii i uwagi poświęci węszeniu podstępu i dopatrywaniu się przeciwności. Według naszego wewnętrznego wzorca kształtujemy także najbliższe otoczenie.

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.