Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Miejsca mocy

Andrzej Pilipiuk Andrzej Pilipiuk

Dwie damy i warchoł

Stadnicki urodził się blisko dwieście lat wcześniej niż księżna Elżbieta – około 1550 roku. Pochodził z rodu wsławionego zbrodniami i warcholstwem. Już jego ojciec, zwolennik luteranizmu, napadał i profanował kościoły katolickie. Stanisław, gdy podrósł, rozpoczął własną karierę. Prawem i lewem, pozwami sądowymi i z szablą w ręce zaczął podskubywać majątki sąsiadów. Zdobytą gotowiznę przeznaczał na hulanki i werbunek rękodajnych. Pozwany przed trybunał w Lublinie, przyjechał na czele siedmiuset (!) uzbrojonych warchołów i na wiele dni kompletnie sterroryzował miasto.

Przez całe lata okoliczna szlachta cierpiała gwałty i rabunki ze strony bandy. Aż trafiła kosa na kamień. Na jego drodze najpierw stanęła rodzina lwowskich patrycjuszy Korniaktów, następnie starosta leżajski Łukasz Opaliński. Zaczęła się regularna wojna domowa, pełna zasadzek, zbrodni, potyczek, strzelanin i zajazdów.

W ramach wojny z Opalińskim Stadnicki najechał, zamordował lub ograbił 36 dzierżawców, sprofanował i złupił 10 kościołów, i położył trupem nie mniej niż 150 rękodajnych przeciwnika. Wreszcie jednak miarka się przebrała. Wrogowie warchoła zjednoczyli się i wystawili całą armię. Nikt poza najwierniejszymi kompanami nie chciał już walczyć po stronie powszechnie znienawidzonego Diabła. Stadnicki sięgnął zatem po pomoc zagraniczną – zdecydował się sprowadzić z Węgier sześć tysięcy sabatów, najemnych żołnierzy zaprawionych w bojach z Turkami. Nie zdążył. Prywatne armie wykurzyły go jak lisa z fortecy w Wojutyczach. Ruszył, klucząc po lasach, na spotkanie idących mu z odsieczą najemników.

Bezwzględny pościg dopadł Stadnickiego niemal w ostatniej chwili. Warchoł nie zdążył już odnaleźć towarzyszy i objąć komendy nad węgierskimi najemnikami. Ludzie Opalińskiego dopadli go w lesie opodal Tarnawy. Diabeł bronił się zażarcie i do upadłego. Na jego ciele naliczono potem aż dziesięć ran ciętych. Powaliła go dopiero kula wystrzelona z hakownicy. Przy zabitym znaleziono skromną część jego okupionych krwią bogactw – dwa tysiące dukatów.

Diabelskie nasienie

Po śmierci Diabła szybko pojawił się prawowity dziedzic Łańcuta – Sienieński. Zajechał miasteczko i dokonał eksmisji wdowy po Stadnickim. Obrabował z klejnotów, po czym wraz z dziećmi zapakował na wóz zaprzężony w woły. Nie docenił jednak kobiety. Znieważona, zebrała dwustu hultajów z rozbitej drużyny męża i zbrojnie odbiła zamek. Liczne procesy sądowe, które wytoczyła, zajady i napaści przez nią inspirowane szybko sprawiły, iż otrzymała uroczy przydomek Diablicy. Synowie Diabła przebywali w tym czasie u stryja Michała, który starał się wychować ich na ludzi uczciwych i oświeconych. Niestety, matka wykradła ich i, niwecząc wszelkie próby wychowawcze, pokierowała chłopcami tak, iż gdy dorośli, przezwano ich Diablętami.

Cóż, bandziorska edukacja chłopców zemściła się jednak na niej srodze. Albowiem gdy wyszła powtórnie za mąż, synowie obrabowali ją i wygnali z domu. Uwięzili też własną siostrę Felicjannę, by zagarnąć jej posag. Ich ziemska wędrówka skończyła się szybko. Zygmunt padł na Śląsku, zasieczony w karczemnej burdzie. Władysław próbował odbudować imperium ojca, ale został wykurzony z Łańcuta, uwięziony i zastrzelony. Stanisław zbiegł i osiadł w okolicach Krakowa. Miał trzy żony, jedną ponoć „niechcący” udusił, druga się utopiła w bardzo niejasnych okolicznościach. Próbował warcholić, lecz bitni krakusi szybko zrobili z nim porządek.

Pozostał jeszcze wnuk Diabła – Stanisław III Stadnicki – Diabełek. W czasie potopu szwedzkiego opanował, wraz z grupką kolaborantów, Biecz, aby przyłączyć go do terenów zagarniętych przez Szwedów. Jednakże zamiast oddziałów Karola Gustawa do miasteczka przybyły wojska koronne. Diabełek został ścięty na rynku i tym samym na zawsze zakończono historię rodu szalonych morderców.

Wracając jednak do Łańcuta, dlaczego widmo Stanisława Stadnickiego pojawia się na zamku? Fortalicja Diabła mieściła się przecież zupełnie gdzie indziej. Rezydencję wzniesiono w czasach, gdy warchoł od dawna spoczywał w trumnie. Krótka wycieczka na pobliskie wzgórze pozwala odpowiedzieć na powyższe pytanie. Z twierdzy Stadnickiego pozostał jedynie fragment muru. Na terenie, gdzie kiedyś stał „diabelski dwór”, wzniesiono kościół. Najwidoczniej to moc sacrum przegnała widmo...

Co zatem zrobił bezdomny duch? Dokładnie to, co za życia – zajechał pobliski zamek dwóch dam, Błękitnej i Białej, po czym bezczelnie się w nim rozgościł. Najwyraźniej prawdziwemu warchołowi nawet śmierć nie poprawia charakteru.

 

Andrzej Pilipiuk

Fot.: Jacek Skrzypacz

 

 

Artykuły z tej kategorii

  • Czym jest wolność?

    O wolności i zniewoleniu człowieka z Jerzym Prokopiukiem – gnostykiem, ezoterykiem, filozofem, religioznawcą i pisarzem, naszym wieloletnim współpracownikiem, rozmawia Sebastian Minor.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.