Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Miejsca mocy

Antonina K. Hoszowska

Kapliczka miłości

kartka15 8Kilka lat temu, kiedy musiałam podjąć bardzo trudne decyzje dotyczące dalszego życia mojego i mojej rodziny, wyjechałam z młodszym synem do Poronina. Tam, w czystej przestrzeni zamierzałam dokonać ostatecznego wyboru.

W międzyczasie uczestniczyłam w warsztatach tai-chi. Potrzebowałam ciszy, odosobnienia, aby usłyszeć to, co mówił mój głos wewnętrzny. Syn pomógł mi znaleźć wymarzone do tego miejsce. Również potrzebował wówczas dogadania się z samym sobą, uleczenia ran po zawodzie miłosnym.

Wysoko, na łąkach, z dala od zabudowań, górale zawiesili na świerku obraz Matki Boskiej. Modlili się tam i składali kwiaty w podziękowaniu za wysłuchane modlitwy. Wokół rozpościerał się niesamowity widok. Jak na wyciągnięcie dłoni widać było najwyższe szczyty Tatr: Gerlach, Kasprowy Wierch, Giewont, Gubałówka. Coś niepowtarzalnego, wspaniałego. Czuliśmy się, jakbyśmy byli na dachu świata. W takiej scenerii szybko odzyskuje się równowagę i wenętrzny spokój.

Tak też się stało. Mój syn dogadał się ze sobą, dogadał się, jak mówił, z Bogiem i wrócił do domu. Ja natomiast potrzebowałam jeszcze kilku dni, aby upewnić się, że zmierzam we właściwym kierunku. Podjęłam tam pewną decyzję i od tego momentu moje życie wywróciało się do góry nogami. Poddawana byłam bardzo wielu egzaminom życiowym, doświadczałam ekstremalnych zdarzeń z pogranicza dwóch światów. Wszystko zmieniało się w moim życiu w tempie błyskawicznym. Znany astrolog, Włodzimierz Zyrbeltal powiedział mi, że na mojej drodze pojawiła się planeta Pluton, która totalnie wyzbywa nas ze starych treści, zmiata wszystko, co stare. Trzeba było się mocno trzymać ziemi, żeby nie odlecieć...

Ale udało się. Po dwóch latach totalnej zawieruchy nastał względny spokój. Moje poczucie bezpieczeństwa było już na tyle mocne, że mogłam odetchnąć swobodnie. Ale życie nie lubi zastoju. Toczy się dalej i mamy jeszcze wiele do zrobienia, aby poczuć pełnię szczęścia. Tak też okazało się w moim przypadku. Znowu znalazłam się w wirze energii, które mi nie sprzyjały. Wiedziałam, że jedynym ratunkiem będzie wyjazd jak najdalej od miejsca mojego stałego pobytu. Musiałam szybko podjąć decyzję: dokąd? Nad morze – podpowiadł mi ktoś życzliwy. Nie. Nie nad morze. Do Poronina – podpowiedziała mi moja intuicja i natychmiast zobaczyłam tę kapiliczkę. Tak bardzo zapragnęłam się tam znaleźć. Tym razem wybrałam się z moim drugim, starszym synem, który dzień wcześniej obronił pracę magisterską i ta podróż miałaoltarz poronin być dla niego prezentem.

Gdy przyjechaliśmy na miejsce, postanowiliśmy znależć pensjonat, w którym dwa lata wcześniej przebywałam. Niestety ciągle nie mogliśmy trafić na tę „poduliczkę”. W Poroninie, wzdłuż torów kolejowych ciągnie się długa ulica nazywana Za Torem, która dzieli się na poduliczki. Od numeru tego a tego jedna i następna poduliczka od numeru tego i tego i tak dalej. Bezskutecznie szukaliśmy więc tej, na której znajdował się znajomy mi pensjonat. W międzyczasie spotkaliśmy dwie kobiety, które zaproponowały nam kwaterę u siebie, w swoim domu. Zmęczeni, przystaliśmy na to. Ale mnie nie dawało spokoju, że nie mogę odnaleźć tamtej poduliczki.

Po krótkim odpoczynku postanowiłam pójść do urokliwej kapliczki. Długo chodziłam po łąkach, ale niestety nie mogłam na nią natrafić. Moje poszukiwania kontynuowałam przez trzy dni, nawet w deszczu. Niestety nie odnalazłam jej. W końcu pomyślałam, że może już jej nie ma i dałam sobie spokój.

Razem z synem prowadziliśmy piękne, nocne rozmowy przy świecach. Nie gasiliśmy ich przez całą noc. Tak było również w nocy z soboty na niedzielę. Spałam spokojnym snem, gdy nagle przebudziłam się. Podniosłam głowę i zobaczyłam palącą się świecę, a nad nią dwa duże białe anioły. To było niesamowite. Były przepiękne. Zamknęłam oczy, a kiedy je otworzyłam, cudowne istoty zniknęły. Nie zmartwiłam się jednak, lecz upewniłam, że jestem pod dobrą opieką i ponownie zasnęłam. Rano nie opowiadałam o tym synowi, zachowałam to dla siebie.

Była niedziela i postanowiłam wyjść, pomimo że padał ulewny deszcz. Syn został w domu. Wyszłam na dwór i nagle zapragnęłam pójść do kościoła w Poroninie, który znajduje się w centrum wsi. Szłam w strugach deszczu. Weszłam do świątyni i nagle moim oczom objawił się niesamowity obraz. Na głównym ołtarzu ujrzałam dwie duże, piękne, białe, alabastrowe rzeźby aniołów. Stały w takiej samej pozie, w jakiej zobaczyłam cudowne istoty w nocy.

Artykuły z tej kategorii

  • Jak wpływać na podświadomość

    Dlaczego coraz więcej ludzi, badaczy ludzkiego umysłu ze Wschodu i Zachodu, psychologów i joginów uważa, że największy wpływ na nasze życie, samopoczucie, zdrowie i powodzenie ma nasza podświadomość?…

    Czytaj więcej...

  • Poza świadomością

    Świadkowie i ofiary przestępstw w stanie hipnozy są w stanie podać rysopis przestępcy czy znaki rozpoznawcze pojazdów. Sny o miejscach zbrodni pozwalają znaleźć ofiary. Dzięki temu w wielu przypadkach policjanci mogą szybko ująć sprawców. Czy psychotronika jest kluczem do zagadek kryminalnych?…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.