Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Miejsca mocy

Robert Buchta

Szlakiem szczyrzyckich legend

 

kula wrozebnaAsfaltowa droga pnie się w górę, by po chwili przejść w leśny trakt wdrapujący się ostro – zwłaszcza pod koniec – na szczyt wzniesienia zamykającego od północy zalesione pasmo Cietnia. Znaki niebieskiego dalekobieżnego szlaku turystycznego ostatecznie wprowadzają nas w obręb umocnień prastarego grodu.

Nawet dziś, po upływie setek lat, ukryty w cieniu rozłożystych buków, ogromny owal o średnicy dochodzącej do 50 metrów, wędrujących po Beskidach zaskakuje wielkością i rozmachem architektonicznym.

Podobne obiekty zwykle lokalizowane były w miejscach trudno dostępnych, a to – jak mogliśmy się przed chwilą przekonać – spełniało bardzo dobrze te warunki. Gdy okoliczne tereny zasiedliła ludność pozostająca w kręgu kultury łużyckiej, od razu dostrzegła cenne walory kopułowatego szczytu, sytuując na nim swoją osadę otoczoną wałem. Mimo że minął już czas kultury łużyckiej, wzniesienie ciągle czymś wabiło kolejnych osadników.

Może charakterystycznym kształtem, a może niezwykłą aurą. Był to bowiem okres, gdy ludzkie siedziby chętnie lokowano w miejscach występowania sił nadprzyrodzonych w poszukiwaniu ich opieki. A tutaj rzeczywiście dominuje niezwykła, wręcz magiczna atmosfera. Odnalezione w trakcie skromnych badań archeologicznych fragmenty naczyń grafitowych każą podejrzewać, że byli tu obecni również Celtowie. Wraz ze swoimi bardami, filidami (wieszczami), wreszcie budzącymi największe zainteresowanie druidami. Potem władzę nad grodem przejęli Słowianie i rozbudowali go.

Jak mogło wyglądać tu życie w okresie kształtowania się państwa polskiego pokazał Karol Bunsch (1898--1987) w jednej ze swoich znakomitych powieści historycznych z czasów Mieszka I zatytułowanej „Dzikowy skarb” (cytowanej poniżej), lokując część jej akcji na niepozornym wzniesieniu nad Poznachowicami Górnymi, tchnąwszy ducha w zimne kamienie i ożywiwszy bohaterów tamtych czasów. Także w parającego się zbójeckim rzemiosłem Dzika, który za zasługi w walce otrzymał pod Krakowem kawałek ziemi, obok dóbr należących do kmiecia Dobka, legendarnego założyciela dzisiejszych Dobczyc. Niedaleko od uczęszczanych szlaków (…), którędy ze Sącza na Wieliczkę kupcy z Węgier idą i z Rusi od Dniestru, przez Przemyśl, Sanok i Żmigród. Właśnie na Grodzisku postanawiającego wznieść mocny gród... i osadę, jakich mało.

Nie tylko w „Dzikowym skarbie”, ale i w pozostałej części serii

pt. „Piastowskie powieści”, Karol Bunsch bardzo sprawnie powplatał historyczne postaci, daty i miejsca związane z kształtowaniem się państwa polskiego. Nadzwyczaj trafnie oddał również charakterystyczne cechy Beskidu Wyspowego; krótkotrwałe przybieranie wód w potokach i rzeczkach, spowodowane gwałtownymi opadami oraz osuwiska fliszowe, powstające wskutek namoknięcia spodniej warstwy łupków. Oba zjawiska są zresztą bardzo groźne dla ludzi. Niszczącej mocy wezbranej rzeki nie zdołał się przeciwstawić nawet krzepki Dzik, gdy wybrał się zaraz po nawałnicy, by ocenić jeSzlaki turystycznej szkody. Ogromna masa ziemi i żwiru z osuwającej się skarpy porwała go, jego syna Witka i konia, na którym jechali. Wypadek przeżył tylko Dzik. Z rozpaczy po śmierci dziecka w ślad za nim w zaświaty podążyła matka. Piorun, ugodziwszy w to gniazdo, nie tylko zabrał lub złamał ludzi, ale Dzika wygnał na spotkanie z przeznaczeniem zapisanym gdzieś w gwiazdach, o czym stara wiedźma uprzedzała, mówiąc, że jego kości zwierz rozwlecze.

Ocieniony szlak niebieski, po opuszczeniu resztek umocnień, biegnie dalej na południe grzbietem pasma Cietnia do Kasiny Wielkiej. Po mniej więcej godzinnym marszu zauważymy odchodzące na wschód znaki szlaku czarnego, które doprowadzą nas pod dosyć dziwną formację skalną zwaną Diabelskim Kamieniem w Krzesławicach oraz pustelnię św. Benedykta u jej podnóża. Akurat w Beskidzie Wyspowym zbudowanym z osadowych skał fliszowych często spotkać można piaskowcowe wychodnie skał, z którymi wiążą się barwne podania ludowe. Wspomniany Diabelski Kamień jest jedną z najbardziej niezwykłych formacji skalnych Beskidów. Istnieją podejrzenia, że już pierwsi mieszkańcy osady obronnej spieszyli do stóp ogromnego głazu, żeby tutaj odprawiać magiczne obrzędy jakiegoś kultu, który dawno odszedł w niepamięć. W cieniu kamienia pojawiali się też Słowianie. Dla nikogo nie jest tajemnicą, że słowiański świat wypełniały istoty nadprzyrodzone: nimfy wodne, demony gór, lasów i pól, duchy zmarłych czy wreszcie zmory – demony nieszczęść i chorób, ale też duchy opiekuńcze domostw i zagonów. Były to zatem duchy i duszki z pewnością groźne i niebezpieczne, ale także poczciwe i usłużne, czasem wręcz bezradne poza terenem swojej działalności, a więc poza konkretnym lasem, zagrodą, polem czy wreszcie najbliższym otoczeniem kamienia. Wiemy, jak trudno jest znaleźć na naszych ziemiach przedmioty dawnego kultu. Stąd też bardzo uboga jest nasza wiedza o religii naszych przodków. Można tylko sądzić, iż Słowianie sprawowali tutaj swoje własne obrzędy religijne.

Artykuły z tej kategorii

  • Dieta nieśmiertelnych...

      O Victorze Truviano, jednym z najbardziej znanych obecnie breatharian na świecie, pisaliśmy w „Czwartym Wymiarze” kilka miesięcy temu. To dzisiaj 38-letni były skrzypek z Buenos Aires, który w czasie swojej trwającej ponad dekadę kariery muzycznej występował m.in. ze słynną argentyńską pianistką Marthą Argerich oraz wybitnym skrzypkiem z Izraela Itzhakiem Perlmannem. Swoją świetnie zapowiadająca się karierę ten niespełna trzydziestoletni potomek włoskich emigrantów przerwał jednak prawie z dnia na dzień z powodu... breatharianizmu.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.