Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Niezwykłe zjawiska

Paweł Szlachetko

Synchronizm

 

Synchronizm – nieodgadniona zagadka cz. 1

Jeszcze nie można udowodnić, że określone wydarzenia zachodzą na skutek tajemniczej (kosmicznej?) koincydencji. Są jednak ludzie, którzy nie tylko spotkali się z tym zjawiskiem, ale go doświadczyli.

Czym są wydarzenia synchroniczne? Ogólnie rzecz ujmując, są to doświadczane przez określone osoby przypadki lub nieoczekiwanie wydarzenia (w których przychodzi im uczestniczyć), które nigdy by nie zaistniały tu i teraz, gdyby w przeszłości coś się nie stało.

Najprostszym przykładem na wytłumaczenie działania mechanizmu synchronizmu, z którym stykamy się na co dzień, jest nasza mowa. Nim dany przekaz dotrze do naszej świadomości (wywołując określoną reakcję), wcześniej musi być gramatycznie „pomyślany” i wyartykułowany. Upraszczając, działa to na zasadzie przyczyna – skutek.

Kiedy jednak zbieg okoliczności powoduje, że wychodzimy cudem z dramatycznego w naszym życiu wydarzenia, niejednokrotnie nie uświadamiamy sobie, że ów „cud” jest niczym innym jak tylko efektem czegoś, co ma swój początek w przeszłości.

Impuls z dni minionych

Wydarzenie to miało miejsce w dniu 18 lipca 1991 w Baltimore (w Stanach Zjednoczonych). Dochodziła godzina 13.10, gdy Mary Tucker zatrzymała samochód na Windsor Mill Road przed wejściem do Leakien Park. Umówiła się tam ze znajomym, któremu miała oddać defibrylator. Kilka dni wcześniej pożyczyła go, by w czasie zajęć, które dotyczyły pierwszej pomocy, zaprezentować uczniom zasady jego budowy i działania.

– Przez dłuższą chwilę siedziałam w samochodzie – wspominała po latach – czekając na przyjaciela. Pogoda była ładna, a mnie w samochodzie popsuła się klimatyzacja (pierwszy przypadek). Postanowiłam zatem wysiąść. Na przednim siedzeniu leżała torba z defibrylatorem. W czasie prezentacji aparatu zauważyłam, że znajdująca się przy nim bateria przekroczyła okres przydatności do użytku. Wydatek był niewielki, więc za własne pieniądze nabyłam nową (drugi przypadek).

Zamknięta w samochodzie (gdzie grało radio) słabo słyszałam odgłosy dochodzące z zewnątrz. W chwili, gdy z niego wysiadałam, dobiegły mnie krzyki z parku. Wydało mi się, że słyszę głosy dzieci, które wzywały pomocy. Nie wiem dlaczego, lecz otworzyłam samochód, chwyciłam torbę z defibrylatorem i pobiegłam w stronę nawoływania.

Kilkanaście minut przed przyjazdem Mary Tucker wycieczka szkolna przekroczyła bramę parku. Nauczycielka zadecydowała, że nie będą szli w jego głąb (trzeci przypadek), lecz dzieci otworzą bloki rysunkowe, żeby namalować fragment pejzażu. Wśród uczniów znajdował się Ron Parker. Tego dnia chłopiec nie czuł się najlepiej – uskarżał się na bóle w klatce piersiowej. Już rano powiedział o tym rodzicom, ci jednak uznali, że syn chce się wymigać od czekającej go tego dnia klasówki z matematyki i wysłali go do szkoły.

Kilka minut po rozłożeniu bloków rysunkowych Ron poczuł ukłucie w mostku. Potem zabolała go lewa ręka, aż wreszcie ból objął całą klatkę piersiową. Nauczycielka, do której zgłosił się chłopiec, rozpoznała objawy zawału serca.

Kiedy kobieta wzywała przez telefon karetkę pogotowia, Ron stracił przytomność, a koledzy zaczęli głośno wzywać pomocy.

Odpowiedni czas i miejsce

Mary Tucker nadbiegła, jak stwierdził to później lekarz, w ostatnim momencie. Wezwane pogotowie przyjechałoby do chłopca zbyt późno (choć zjawiło się kilka minut po otrzymaniu wezwania). Na szczęście Mary miała przy sobie defibrylator (wyposażony w nową baterię) i potrafiła go prawidłowo użyć. Jak potem stwierdzono, pasmo przypadkowych wydarzeń spowodowało, że mały Ron przeżył zawał serca.

Można powiedzieć, że jest to jedna z typowych historii, w której zbieg szczęśliwych okoliczności ogniskuje się w jednym czasie i miejscu. Oczywiście, gdyby owa historia nie miała dalszych następstw, z pewnością przyznałbym rację.

A jednak 15 lat później ów niesamowity zbieg przypadków powtórzył się, z zastanawiającą precyzją w ściśle określonym czasie i miejscu.

18 lipca około godziny 13.10 (znowu zbieg okoliczności?) 2006 roku Mary Tucker weszła ze znajomym do baltimorskiej restauracji Tavern na lunch. Oboje zamówili dania i czekając na ich podanie, zagłębili się w rozmowie.

Ron Parker w tym czasie skończył 23 lata. Był na ostatnim roku University of Baltimore, gdzie studiował prawo. Ponieważ w tamtych latach jego rodzinie zaczęło się gorzej powodzić, Ron zatrudnił się w restauracji Tavern, gdzie pracował za barem.

18 lipca po raz wtóry

Tego dnia Ron miał mieć wolne, jednak postanowił pracować za kolegę (kolejny zbieg okoliczności?).

– Właściwie to nie były mi potrzebne dodatkowe pieniądze – stwierdzi później w jednym z wywiadów prasowych. – Mogłem spędzić ten czas inaczej. Nie bardzo więc potrafię wytłumaczyć, dlaczego chciałem wówczas pracować.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.