Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"
Wojciech Grzelak
Kilka lat temu most na Wołdze, łączący Togliatti z Żygulewskiem, bardzo długo remontowano i milicja pozwalała przejeżdżać nim tylko mieszkańcom najbliższych okolic.
Podróżujący samochodem na Syberię lub w odwrotnym kierunku drogą europejską E30 zmuszeni byli do objazdu (przez Uljanowsk, bagatela, czterysta kilometrów) albo do korzystania z promu, który przewoził ich auta przez szeroko rozlany Zbiornik Kujbyszewski.
Pewnego letniego wieczoru w 2005 roku znalazłem się w takiej opresji. Prom ruszał dopiero o świcie, w kilkunastu pojazdach oczekujących na przystani drzemali kierowcy i pasażerowie. Wyszedłem z samochodu i zachłysnąłem się nadwołżańską nocą.
Huczały cykady; gdzieś z oddali rozlegał się krzyk lelka. Monotonnie szumiało miasto i jego fabryki (na Togliatti – przemianowane tak na cześć włoskiego komunisty, a wcześniej noszące nazwę Stawropol nad Wołgą – przypadają dwie trzecie rosyjskiej produkcji samochodowej). Tylko woda pozostawała cicha. Nocne niebo hojnie sypało gwiazdy w rzeczną toń, nic na tym nie tracąc; przeciwnie, było go teraz jeszcze więcej, na górze i na dole. W południowej stronie, tam gdzie ląd głęboko wcinał się w zalew, mrok, choć nieprzenikniony, pulsował jakimś dziwnym rytmem, a niekiedy rozjaśniał go dziwny blask tajemniczego pochodzenia. Z pewnością nie było to sztuczne światło; najbardziej przypominało błyskawice następujące w zadziwiająco regularnych odstępach, ale po gładkiej tafli zatoki nie niósł się najlżejszy nawet pomruk burzy.
Z wolna wstał poranek, prom odbił od przystani. W porannych oparach zamajaczyły kontury jakiejś łódki i siedzących w niej sylwetek, większej i mniejszej. To mężczyzna uczył chłopca rybackiego rzemiosła, cierpliwie objaśniając tajniki zarzucania sieci. Mój wzrok mimowolnie jednak wędrował ku południu. Mgła nie pozwalała dostrzec niczego, co znajdowało się w odległości większej niż trzysta metrów, ale dziwna światłość przebijała zza niej, jakby było tam słońce, a przecież dzienna gwiazda dopiero dźwigała się nad horyzont, dobrze widoczna daleko po lewej. Jakieś ogromne, widmowe, trudne do zidentyfikowania kształty zdawały się przemieszczać wśród mlecznego tumanu w różnych kierunkach. – Co to jest? – zapytałem pracownika obsługi promu, Tatara, który obok mnie wybierał jakąś linę. – Nie patrz tam – powiedział, nie przerywając swojego zajęcia, i splunął do wody. – Tak będzie lepiej dla ciebie. To przecież Kir Ugły.
O wielce osobliwych mirażach, jakie pojawiają się nad środkową Wołgą, pisał już w XIX wieku krajoznawca Aleksander Leopoldow w książce „Uwagi o Kraju Samarskim”. Kir Ugły, w wersji rosyjskiej Mir-gród, niekiedy zjawia się nad wodą jako jasny i zadziwiająco wyraźny obraz dziwnego miasta. Zjawisko to najczęściej występuje w okolicach miejscowości Żyguli, leżącej przy ujściu rzeki Usy do Wołgi, odległej od przystani w Togliatti o niespełna dwadzieścia kilometrów w kierunku południowo-zachodnim. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, bo w końcu fatamorgana to optyczny figiel, który ukazuje w formie mniej lub bardziej zniekształconej różne obiekty, w rzeczywistości znajdujące się gdzie indziej. Dziwne jednak, że miejsc, które można oglądać nad powierzchnią Wołgi w okolicach Samary, nie ma nie tylko w najbliższej okolicy, ale prawdopodobnie także na całej kuli ziemskiej.
O tym, dlaczego poroże jelenia jest fenomenem w świecie biologii, oraz niespotykanych…
…w gościnnych progach kawiarni BATIDA, w Warszawie…
Mezoamerykański rytuał gry w piłkę nożną od początku miał krwawy charakter.…
Blisko jedna czwarta ludzkości nie ma dostępu do energii elektrycznej. Reszta korzysta głównie z energii ze spalania kopalin. Nauka szuka więc rozwiązań pozwalających pozyskiwać prąd z tego, co pod ręką. Najlepiej z samego człowieka.…
Stefan Ossowiecki to najsłynniejszy polski jasnowidz okresu międzywojennego, obdarzony fenomenalnymi zdolnościami parapsychologicznymi. Nie były mu obce takie dziedziny, jak prekognicja, retrognicja, telekineza, auroskopia, psychometria, kryptoskopia, eksterioryzacja i bilokacja. Był doradcą polityków oraz rzesz zwykłych ludzi. Zwano go przybyszem z czwartego wymiaru.…