Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Niezwykłe zjawiska

Robert Buchta

Piorunujące wyładowania

w czasie wyładowania elektrycznego. Naukowcy są zdania, iż właśnie w ten sposób mogą się one rodzić w naturze. Żywią nadzieję, że już wkrótce uda się wygenerować, w warunkach laboratoryjnych, zjawisko zwane piorunem kulistym, i dokładnie je zbadać. Tym samym, być może, znaleźć klucz do rozwiązania jerzmanowickiej zagadki... Jest także coś, o czym warto przy okazji powiedzieć. W 2003 roku William Valine i Philip Kirder z Uniwersytetu Arizony rejestrowali za pomocą kamery wyładowania atmosferyczne. Okazało się, że co trzeci piorun na wysokości kilkudziesięciu metrów nad ziemią rozdziela się i uderza w więcej niż jednym punkcie. W ślad za tymi wynikami badań można by przyjąć, iż analogiczna sytuacja zaistniała w Jerzmanowicach; jedna z odnóg trafiła w ostaniec, a druga – załóżmy – w przewód linii energetycznej. I w zasadzie byłoby po sprawie. Byłoby, gdyby nie wspomniana kula świetlna, opisywana w tak licznych relacjach.

Kula i reszta

Motyw kuli pojawia się w bardzo wielu opowieściach. Najdziwniejsze jest to, że pierwsze relacje świadków o niecodziennych obserwacjach pojawiają się na długo przed eksplozją na Babiej Skale. Ta najwcześniejsza (z godz. 17.00) pochodzi z Zawoi odległej o niemal 70 kilometrów od Jerzmanowic i mówi o smudze widzianej na niebie. Kolejna, w chronologicznym porządku, jest relacja pozyskana w Skawinie. Tutaj już pojawia się wątek kuli lecącej od strony Nowej Huty. Interesująca jest też wypowiedź szefa kontrolerów ruchu lotniczego z podkrakowskich Balic. Na kwadrans przedokolice Babiej Skaly (ze184D5F eksplozją na Babiej Skale zaobserwował on coś, co przypominało zawieszone w powietrzu światło, niby światło reflektora śmigłowca, chociaż o tej porze, w tym miejscu nie powinno być żadnego statku powietrznego. Im bliżej godziny 19.00, tym liczba niezwykłych opowieści lawinowo wzrasta. Ostatni świadkowie zdarzenia widzieli jasną kulę światła, pozostawiającą za sobą smugę, która znikała za zabudowaniami. Jeszcze inni słyszeli jakby szum pracujących silników lotniczych. Wtedy to niezwykle silny rozbłysk o barwie niebieskawej rozświetlił mroki nocy, a ciszę panującą wokół Jerzmanowic rozdarł silny wybuch. W gospodarstwach położonych najbliżej wapiennego ostańca przepaliły się instalacje elektryczne, zatrzymał zegar wahadłowy właśnie na godzinie 18.57, odnotowano uszkodzenia mechaniczne. Jeden ze świadków stwierdził, że tuż po eksplozji ujrzał dwa świecące obiekty uciekające w stronę Krakowa. Ni stąd, ni zowąd zerwał się silny wiatr i spadł grad. Po kilku minutach wiatr jednak ucichł tak nagle, jak począł wiać.

Inne hipotezy

Na podstawie niektórych relacji, zebranych tuż po incydencie jerzmanowickim, pokuszono się o sformułowanie hipotezy bolidowej. Efekty akustyczne i świetlne opisywane przez świadków (dźwięki przypominające pracę silników samolotu) – zdaniem jej zwolenników – mają doskonale wpasowywać się w powyższą teorię. Tak się składa, że bolid przemierzający ziemską atmosferę otacza się kulą plazmy. Silnie nagrzany obiekt staje się źródłem zmiennego pola elektromagnetycznego, które indukuje duże prądy w przewodnikach znajdujących się w pobliżu. Pole to może być również pochłaniane przez tkanki i interpretowane przez nasz narząd słuchu jako działanie fali dźwiękowej. Jest to przykład elektrofonowego słyszenia silnego, zmiennego pola elektromagnetycznego. Przyjmuje się, że bezpośrednie słyszenie pola elektromagnetycznego jest możliwe dzięki ekspansji termoakustycznej w obrębie ślimaka ucha. W przypadku dużych częstotliwości słyszeniu podlega obwiednia sygnału. Dzięki zjawisku elektrofonowemu słyszymy m.in. bezpośrednio bliskie wyładowanie atmosferyczne; najpierw trzask elektrofonowy, zaś chwilę później dopiero dociera akustyczny. Dzieje się tak dlatego, że ten trzask pędzi ku nam z prędkością światła. Niewykluczone, iż w ten sposób przybliżyliśmy się do rozwiązania zagadki tajemniczego dźwięku przypominającego pracę silników samolotu. Słabą stroną hipotezy bolidowej stał się i nadal pozostaje brak samego meteorytu lub jego szczątków i, co więcej, brak stosownego śladu sejsmicznego wydarzenia, które wstrząsnęło całą okolicą. Naturalnie podjęto próbę uzupełnienia owych luk w teorii. Na pierwszy ogień poszedł zarzut braku materialnych śladów meteorytu. Tutaj podkreślono ze szczególnym naciskiem, że nie można od razu wykluczać znalezienia jego szczątków w przyszłości. Z kolei brak śladu na sejsmografach próbowano uzasadniać zbyt krótkim impulsem dla stałej czasowej urządzeń w Ojcowie. Rozważano też możliwość rozpylenia lub wyparowania meteorytu w ostatniej fazie zjawiska i dojścia do skały jedynie powietrznej fali uderzeniowej. Opowiadając o teorii bolidowej, nie można przemilczeć faktu, że nieliczni badacze zasugerowali, iż w Jerzmanowicach eksplodował meteoryt węglisty, w znakomitej większości zbudowany ze związków węgla. Efekt końcowy byłby wtedy taki, jak w przypadku wybuchu bomby grafitowej – mnogie przepięcia i zwarcia w sieci energetycznej. Z czasem zainteresowanie incydentem osłabło. Być może naukowcy wzięli sobie do serca stanowisko geologów, którzy orzekli, iż mieliśmy do czynienia z nieznanym jeszcze zjawiskiem.

 

Dla dociekliwych

Artykuły z tej kategorii

  • Barwy zabłąkanych dusz

    Wiele legend mówi o zjawach widywanych w starych zamczyskach. Najnowsze relacje świadków dowodzą, że dziś Białe, Czarne i innych kolorów Damy można spotkać w wielu miejscach.…

    Czytaj więcej...

  • Oblicza wampira

     Kim lub czym jest wampir? Jak wygląda i skąd się bierze jego nadnaturalna moc i nienasycony głód? A przede wszystkim: dlaczego ludzie w ogóle zaczęli zadawać takie pytania?…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.