Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Numer 2/ 2012

Katarzyna Enerlich

Podróż z miłości

 

1-4 okladka_mala

Pies za płotem głośno wył, gdy trwał pogrzeb Tomasza. Do uszu Weroniki ten dźwięk docierał szybciej niż kościelne pieśni żałobne lub szloch żony Tomasza, bardzo słyszalny w pierwszych rzędach. Jakby wycie wdzierało się pod płaszcz zimnym dźwiękiem i stroszyło ciało. To był nieprzyjemny, wilczy tembr psa zaskoczonego czyimś odejściem i zobowiązanego do żalu po nim.

Czy ten pies wyje tak zawsze, na każdym pogrzebie? Może tylko wtedy, gdy przeczuwa wyjątkowość ceremonii?

Nad ciałem Tomasza płakały tamtego dnia trzy kobiety. Śmierć w tak samo bolesny sposób dotknęła je i zasypała twarze popiołem. Trzy kobiety jednako łamały palce w kieszeniach płaszczy i ukrywały oczy pod ciemnymi okularami. Każda z nich inaczej myślała o zmarłym.

Wysoka brunetka po czterdziestce widziała w nim przede wszystkim męża i ojca dwóch córek. To brzmi sucho i oficjalnie. Wspominała też chwile miłosnego zauroczenia, a potem oświadczyny na Bulwarze Filadelfijskim, bo oboje studiowali w Toruniu. Tomasz nie był zbyt wylewny; rzadko kiedy mówił, że ją kochał, często natomiast opowiadał o tym, że jest życiowym wędrowcem i wciąż poszukuje szczęścia. Ale przecież szczęście to ja – chciała mu wykrzyczeć brunetka, nie rozumiejąc, jak jej własny mąż może stawiać ją na dalszym planie, choć właśnie urodziła mu pierwszą córkę. Może wspominała również jego pierwszą zdradę, o której dowiedziała się przypadkiem? Już tak nie bolała – po tylu latach nawet zdrada staje się codziennością, niczym przeczytana książka lub znoszona sukienka. Nie bolały również kolejne, a już najmniej tamta ostatnia, gdy Tomasz zakochał się i odszedł do innej kobiety – tej blondynki w czarnym płaszczu. Tylko przez pierwszy rok nie mogła na nią patrzeć. Dostawała skurczu w oskrzelach, ilekroć ją spotykała; pracowały w jednym biurowcu. Przez rok zrozumiała jednak, że nie ma prawa potępiać Tomasza za to, że przestał ją kochać. Przecież zawsze był życiowym wędrowcem. Mężczyzną w podróży. Na szczęście łzy znieczulają; działają jak podtlenek azotu. Wybaczanie przychodzi łatwiej nad trumną. Trudniej wybacza się żywemu. Zawsze znajdą się okoliczności niełagodzące ból…

Ta blondynka… Stała nieco z boku, w prawej nawie, w której zgromadzili się licznie współpracownicy Tomasza. W kwiaciarni zamówiła wieniec z róż tak słabo rozwiniętych, że prawie zielonych, jakby były przedłużeniem łodygi i ostrokończystych liści. Może chciała zachować świeżość wspomnień? Ona przecież wspominała Tomasza inaczej… Miała swoją wersję wspomnień. Nigdy nie urodziła mu dziecka; nie widział jej karmiącej, z rozgrzaną od macierzyńskiego bólu piersią. Nie odcinał pępowiny, nie łączyły ich bezsenne noce i katarki. Ich miłość była bardziej higieniczna. Mieli oddzielne łazienki, w których nie przepychali się i nie byli świadkami swojej nagości i przedsennych oblucji. Wspólny sen z oddechem złożonym w jej lub jego plecy nie jest przecież ani kłopotliwy, ani krępujący. Od pięciu lat mieszkali w wynajętym domu za miastem; ich codzienność nigdy nie otarła się o granice, wytyczone wcześniej w jego małżeństwie. Jego żona nie chciała rozwodu, a Tomasz nie nalegał, co dla niej – mieszkającej z nim kochanki – było niezrozumiałe. Odzywała się w niej zaborczość i gotowość do walki o niego. Czasem czuła, że jest w stanie wydrapywać go jego żonie jak cierń – za każdym razem, gdy ta prosiła go o jakąś pomoc. Bo wciąż żyli w przyjaźni. Teraz, w przypływie żalu, wyszukała nagle w pamięci to, że bardzo lubił poranne łaskotanie za prawym uchem. Na jego płatku miał niewielki pieprzyk. Lubiła go tam całować.

Stała nad trumną, zanurzając się we wspomnieniach. Miała przekonanie o własnym niejasnym statusie. Nigdy nie została jego żoną. Słowo konkubina brzmi obco, jakby świeżo wycięte z kodeksu karnego. Nie chciała być więc konkubiną. Kochanką też nie była, bo za znaczeniem tego słowa kryje się jakaś tymczasowość, okazjonalność, efemeryczność. A ona była na stałe. Na nową codzienność. Zresztą, kochanką była ta trzecia. Weronika.

Weronika znała swoje miejsce w szeregu. Najpierw stała w nim żona, bo z nią Tomasz miał dwie córki i prowadził dobrze prosperującą pralnię. Wiedziała, że łączą ich interesy i lojalna przyjaźń, która przetrwała wszystkie jego zdrady. Żona musiała być „złotą kobietą” – tak o niej myślała Weronika. Potem była ta blondynka, z którą od paru lat mieszkał. Podobno świetnie gotowała. Właśnie o bycie z nią Weronika była zazdrosna. Codziennie kładł się przecież obok swojej towarzyszki życia, nawet jeśli zapewniał, że już jej nie kocha. Ach, jak irytują mnie jej nudne ręczne robótki, jakim oddaje się z pasją – mówił czasem.

Jednak żadna z nich – ani żona, ani kobieta, z którą mieszkał – nie wiedziały o jego planach. To dla niej, dla Weroniki, chciał zmienić swoje życie i planował to zrobić za około rok – tyle czasu bowiem miało trwać wykończenie niewielkiego mieszkania na suwalskim blokowisku i zorganizowanie tam przedstawicielstwa pewnej firmy.

Ta śmierć była dla niej kompletnym zaskoczeniem. Tomasz był okazem zdrowia. Zawał serca, który okazał się zbyt rozległy, by go przeżyć, mimo iż walczyli z nim trzej zaprzyjaźnieni lekarze, spadł na nią jak grom z jasnego nieba.

Trzy kobiety, niczym kostki domina, przewracały się rażone informacją o jego śmierci. Najpierw dowiedziała się żona. Potem któraś z ich wspólnych koleżanek zadzwoniła do „tej blondynki, która miało prawo wiedzieć”. Ona, Weronika, dowiedziała się ostatnia, i to w niemal idiotyczny sposób. Weszła na portal społecznościowy, by dodać nowe zdjęcie. Zdziwiła ją żałobna kokardka przy nazwisku ich wspólnej znajomej. Ciekawość, kto umarł, sprawiła, że kliknęła na zdjęcie. „Żegnamy Cię, Tomaszu C. Byłeś wspaniałym człowiekiem. Twoi Przyjaciele”.

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.