Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Uzdrowiciele, Terapeuci, Radiesteci

Małgorzata Sampławska i Barbara Pietrak

Małgorzata Sampławska i Barbara Pietrak

Zdumiewające, ile w nas siedzi od urodzenia: dobrego i złego. Zdumiewające, jak mało siebie znamy. Jak niewiele o sobie wiemy… Bodźce, jakim jesteśmy poddani zaraz po naszym przyjściu na świat, a nawet, co nie budzi już wątpliwości – podczas życia płodowego – rzeźbią w organizmie przyszły wizerunek, tworzą matrycę, według której będziemy postępować w życiu.

Informacje te zapisane są w genach, myślach, ciele, w każdej komórce. Jest ich tak wiele, iż nie jesteśmy w stanie na obecnym etapie rozwoju (wszak wykorzystujemy wciąż jedynie kilkanaście procent mózgu) świadomie ich odtworzyć. Podświadomość, nasza baza danych, zawierała wszystkie informacje, jakie kiedykolwiek zapisaliśmy. To ona bowiem jest głównym „łapaczem” informacji, pracuje ze znakomicie większym „silnikiem”, na dużo szybszych obrotach i rejestruje oraz przyswaja kilka tysięcy razy szybciej i więcej od świadomości stanowiącej system operacyjny. Dlatego posiadany przez nas zasób wiedzy jest znacznie większy, niż moglibyśmy się po naszych dokonaniach spodziewać.

Ta podświadoma informacja jest zapisana także w ciele, które potrafi przekazać ją naszej świadomości, jeśli tylko umiejętnie będziemy z nim rozmawiać. Więcej – ciało umie obejść nasz system przekonań.
Ograniczające przekonania to najczęściej kompleksy, fobie, stereotypy, wśród których jesteśmy wychowywani, wszystkie nasze „nie mogę”, „nie potrafię” w wieku dojrzałym bardzo nam przeszkadzają i odbijają się psychiczną czkawką. Szukamy ratunku – usiłujemy dotrzeć w głąb siebie, rozpoznać i rozwiązać problem, czyli jak mówią fachowcy – odblokować pamięć ciała, udrożnić przepływ energii.
Jak widać, w każdym systemie, nawet tym ocierającym się o jak najbardziej naukową psychologię – cała zabawa polega na udrożnieniu kanałów energetycznych i uwolnieniu stresu. W stresie, w lęku człowiek działa jak koń dorożkarski.
To docieranie do pokładów naszego ciała, szukanie tam odpowiedzi na nasze psychiczne ułomności, utrudniające czasem spokojne funkcjonowanie znane było, jak wszystkie tego typu metody, od tysięcy lat. Dziś wiele starych metod w obliczu zmian rzeczywistości wymaga skrojenia ich na nową miarę. Trudno znaleźć by kogoś w Polsce, kto dziś rozmawiając z I Chingiem, rzucałby bambusowymi patyczkami. Najczęściej używa się trzech monet, jeśli zaś patyczków – są to łodygi krwawnika. A nierzadko liczy się na losowy rzut za pomocą klawiatury komputera. Forma wydaje się być mniej ważna – istotne jest mentalne nastawienie do problemu. Notabene: najczęściej ci, którzy korzystają z komputera, traktują to jako zabawę, stąd efekty takiej „rozmowy” są żadne.
Podobnie jest z pracą z ciałem. Zasada jest jedna: musimy odczytać jego kod i przesłanie, procedury zaś temu służące zmieniają się na tyle, na ile każdy z pragnących rozwinąć metodę wniesie w ten dialog swoje spostrzeżenia, poszerzy o kolejną dziedzinę oddziaływania lub wprowadzi coś nowego.

Metoda One Brain,
po polsku zwana jest metodą jednolitego umysłu, ponieważ łączy w sobie trzy najważniejsze elementy naszego współistnienia ze światem: ciało fizyczne, ciało emocjonalne i ciało mentalne. Należy do nurtu kinezjologicznego, opracowana zaś została przez Amerykanów: Gordona Stokersa, Daniela Whiteside’a i Candance Collewaya. W Polsce spopularyzowała ją i prowadziła jej kurs Carol A. Honz, pedagog, psycholog, kobieta wszechstronna i serdeczna, „wmawiająca” ludziom, że szczęście i dostatek są ich naturalnym udziałem. Prawie trzyletni kurs czynił absolwenta fachowcem, będącym w stanie odblokować drugiemu człowiekowi stresy odpowiedzialne za to, że nie chce być szczęśliwym i bogatym, a umiłował sobie „cierpieć za miliony” (jakie to polskie). Ów kurs w kraju ukończyło około 30 osób. W Polsce pracuje tą metodą kilka osób, w Warszawie – dwie: Barbara Pietrak i Małgorzata Sampławska.
Od samego urodzenia jesteśmy programowani negatywnie: chcą, żebyśmy byli doskonali. Po kolei: rodzice, nauczyciele, przełożeni w pracy. Nie potrafimy sprostać tym zadaniom, zadowolić wszystkich na kolejnych etapach naszego życia. Rośnie nasza frustracja, nie jesteśmy dobrzy tacy, jacy jesteśmy: nie nadajemy się do niczego, nie potrafimy, nie zasługujemy więc na nagrodę, zdrowie, dobrobyt. I z tym psychicznym garbem przechodzimy przez życie. Stan psychiczny rzutuje (to w końcu nic nowego) na sferę fizyczną. Stresy odkładają się w kręgosłupie, nerwach, w komórkach naszego ciała. Każda z nich ma zakodowaną naszą psychiczną poniewierkę.
Wystarczy dotrzeć do tej informacji, poukładanej jak w bibliotece w naszych komórkach, odczytać ją, odblokować mięsień odpowiedzialny za ten fatalny zapis i porozmawiać z ciałem. Aby powstał zapis, potrzeba 3-15 sekund.
 Przekonania, że żyjemy w nieprzyjaznym świecie powstają do 10 roku życia.

U wielu zaczyna się to już w życiu płodowym lub w czasie porodu. Jak zostaliśmy przyjęci na tym świecie? Na poziomie świadomym tego nie wiemy. Wie to nasza podświadomość.
Zdumiewające, jakim jesteśmy kłębkiem stresów. Zdumiewające, jak bardzo te stresy w sobie pielęgnujemy, obawiając się zerwać
z zakorzenionymi nawykami, bojąc jakichkolwiek zmian, bo kto nam zagwarantuje, że będą one pozytywne. A tak – jakoś sobie z tymi naszymi kompleksami przebiedujemy do końca naszych dni. Aby nie było gorzej. I takie też minimalistyczne życzenia fundujemy sobie nawzajem na początku każdego roku, życząc: oby nie był gorszy.
Skąd to się bierze?
Obawa, strach, nieufność, lęk, stres zawsze wytwarzają w organizmie odruch obronny, podobnie jak robi to ciało, kuląc się przed atakiem napastnika. W tylnej części naszego mózgu powstaje reakcja emocjonalna i włącza się polecenie, które funkcjonuje tam od chwili, kiedy zeszliśmy z drzewa: „walcz albo uciekaj”. To instynkt. Nie ma on nic wspólnego z tymi częściami mózgu z przodu, które to będą owo wydarzenie odpowiednio syntetyzować (prawa półkula) lub analizować (lewa). Negatywne emocje blokują przepływ energii lub, wielokrotnie powtarzane (ciągły stres), wytwarzają miedzy synapsami stałe połączenia, które nakazują nam wciąż „wpadać” w ściśle określone zachowanie. I tak tworzy się błędne koło, z którego nie potrafimy wyjść.
– Rozmaite zdarzenia, które miały miejsce w dzieciństwie, mogą powodować negatywne zachowania u człowieka dorosłego. Właśnie dlatego iż raz wybrana ścieżka reakcji utrwaliła się i funkcjonuje już w mózgu jako szeroka autostrada – twierdzi Barbara Pietrak i podaje przykład pewnej tłumaczki, która podczas bardzo ważnego spotkania nagle… zaniemówiła. Nie potrafiła przetłumaczyć więcej ani jednego słowa. Wykład na chwilę przerwano. Ponieważ Barbara była na sali, poszła z kobietą do osobnego pokoju i po krótkiej rozmowie okazało się, że podczas prowadzenia wykładu i tłumaczenia na salę weszła osoba niesłychanie podobna do profesorki na studiach, która wielokrotnie złośliwie ją oblewała. Podświadomość rozpoznała zagrożenie i skierowała emocje na tor, który wielokrotnie kosztował tę młodą osobę wiele stresów.
– Naszym zadaniem jest, aby ten tok myślenia, negatywną emocję zniwelować. To połączenie w mózgu wytrzeć jak gumką. W tym celu podczas spotkania wracamy do zdarzenia sprzed wielu nawet lat i prosimy klienta, aby przypomniał sobie wszystkie szczegóły tamtego zdarzenia: jakie to były okoliczności, kto w nich uczestniczył, jak wyglądało pomieszczenie. Bez hipnozy wracamy w przeszłość do zdarzenia, które tkwi tam „nie rozgryzione” do dziś, nie „przepracowane” świadomie i nie rozpoznane jako złe i szkodliwe wiele lat później. Kiedy umysł uświadomi sobie powtarzany wielokrotnie błąd,

następuje odblokowanie ścieżki
i problem sprzed lat przestaje stanowić problem dzisiaj – mówi Małgorzata Sampławska. – Zwykle udaje się odblokować stres szybko. Z reguły na jednym spotkaniu pracuje się z jednym problemem. Czasami okazuje się, że jest to problem priorytetowy i uwalnia również inne pokrewne problemy. Efektywność pracy zależy od otwartości i gotowości do uwolnienia ograniczającego przekonania czy zachowania, które długo nam „dobrze służyło”. Tak długo wierzyliśmy w to „uniwersalne kłamstwo”...
Instruktorka lub instruktor (ciekawe, że kursy Carol ukończyło sześciu panów) staje naprzeciw klienta i testując mięśnie, lekko naciska na nadgarstki, wyczuwa napięcia i zadając pytania o czas, w jakim to napięcie wystąpiło, dochodzi do momentu powstania wydarzenia, które miało tak niekorzystny wpływ, że spowodowało ograniczenia we współczesnym życiu.
Te problemy to: nieumiejętność współpracy z ludźmi (partnerem, z rodzicami, dziećmi), alergie, depresje, uzależnienia, obsesje, wreszcie wszelkie fobie nękające dorosłych. Kłopoty dziecięce to: dysleksja, dysgrafia, bojaźń przed wypowiedzią, trudne przyswajanie wiedzy w szkole, nadpobudliwość, trema, ADHD, SJ (nadwrażliwość na kontakt, dotyk) i nienazwane jeszcze dotąd problemy, wynikające z zapisanych w podświadomości i ciele nieprzezwyciężonych lęków.
Spójrzmy na wyszczególnione poniżej typy. Czyż nie odnajdziemy siebie w tych psychicznych wizerunkach, obleczonych w pytania? Czy to nie my właśnie jesteśmy? Praca nad zmianą takich stanowisk – to praca z One Braine. Praca, której efekty powodują, że

diametralnie
zmienia się rzeczywistość
przedstawiona we fragmentach cytowanych niżej punktów widzenia. Do pracy nad tymi szkodliwymi psychicznymi schematami używa się różnych technik i korekcji oraz esencji i olejków różanych.
Odpowiednio zastosowane rozpuszczają one poniższe negatywne stany emocjonalne i mentalne:
… w tym momencie czuję się fatalnie zagrożona. To, czego potrzebuję, czego chcę – jest całkowicie nieistotne, ja jestem nieważna dla nich, dla świata, dla siebie. Moja egzystencja nie ma żadnej wartości…
…dałam wszystko, a nie otrzymałam w zamian nic prócz chłodu i skrajnej obojętności… Jeżeli pozwolę sobie cokolwiek odczuwać, wiem, że ponownie zostanę zraniona, być może jeszcze bardziej, niż jestem teraz…
…nigdy nie akceptujesz tego, co mówię. Gdy tylko otworzę usta, czuję się jakbym stała przed sądem w charakterze świadka… Robiłam, co mogłam, żeby być optymistką, ale teraz koniec…
…przez cały czas brałam na siebie odpowiedzialność za wszystko, co było złe, niezależnie od tego, czy to była moja wina, czy nie. Nie wiesz nawet, co poświęciłam, by udowodnić, że jestem niezawodna…
…staram się zachęcić innych do robienia właściwych rzeczy. Kiedy jednak tego nie robią, próbuję opanować gniew i odzyskać spokój. Jak oni mogą się tak niczym nie przejmować?...
…czuję się jak Syzyf – skazana na wieczne wtaczanie wielkiego głazu na górę. Jest to beznadziejne. Czuję się niekompletna. Prześladuje mnie poczucie smutku, który przesłania moje życie…
…ile razy muszę doświadczać odrzucenia, zanim zrezygnuję? Ile jeszcze mogę znieść? Traktujesz mnie, jakbym była byle kim, a to mnie uraża. Co złego jest we mnie, że nie potrafię ci dogodzić? Co mam zrobić, byś wykazał zainteresowanie mną?...
…nikt się nie przejmuje tym, czego ja chcę. Oni są głusi i ślepi na moje uczucia i żadne moje wysiłki nie są w stanie tego zmienić. Najchętniej bym roztrzaskała te głupie gęby! Jestem tak wściekła, że mogłabym zabić!

Sami się krzywdzimy, hołubiąc takie podejście w umyśle. Wiele osób nie wierzy, że kłopoty, które spotykają ich w życiu, wynikają właśnie z tych wykształconych przez lata stereotypów. I choć im to dokucza

 – nic nie chcą zmienić w swoim życiu.
Można i tak. Każdy ma jakiś wybór.
Kiedy mamy już full – pełnię zdrowia, szczęścia, pieniędzy i radości z życia, pracę, która nas zadowala, wokół ludzi, którzy nas kochają i my ich też – to nie musimy robić niczego. Lecz kto to ma? – pyta w najlepszej chyba książce wydanej w Polsce na temat tej metody Maria Grzegorz.
No właśnie. Ma ktoś z nas taki komfort?
Podczas sesji prowadząca wielokrotnie pyta ciało, czy ma zgodę na dalsze działania. Im głębiej jesteśmy w terapii, tym pytania mogą być coraz bardziej kłopotliwe, naruszające intymność klienta. Jego podświadomość decyduje, czy chce uwolnić się od kłopotów od razu, czy też nie jest jeszcze na to całkiem przygotowana i zdobycie zgody wymaga kolejnych zabiegów i rozmów.
W wielu krajach Europy (Węgry, Szwajcaria) osoby posługujące się metodą One Brain zatrudniane są w poradniach pedagogiczno-psychologicznych, w przychodniach służby zdrowia itd. Studiują ją nie tylko nauczyciele, psycholodzy, lekarze i pielęgniarki, ale również rodzice, często uczestniczący w kursach wraz z dziećmi. Namacalnym rezultatem tej metody jest najczęściej natychmiastowa poprawa w nauce, polepszenie samopoczucia, zdrowia oraz poziomu i jakości życia.
Metoda One Brain pomaga w otwieraniu naszych skrytych możliwości. Otwieranie nowych drzwi do bardziej twórczego, zadowalającego życia odbywa się w sposób łagodny, nieinwazyjny, skuteczny i trwały. Techniki oferowane przez nią w celu usunięcia blokad i udrożnienia ścieżek neurologicznych są bardzo proste… – pisze Maria Grzegorz.
– Tak proste, że trudno uwierzyć w błyskawicznie przychodzące efekty. Ale – zapewniają obie panie: Sampławska i Pietrak – to naprawdę żaden cud. Znamy siebie naprawdę w niewielu procentach. W kilkunastu procentach wykorzystujemy swój mózg. To ogromna strata…
Są przekonane, że metoda One Brain pozwala na poszerzenie możliwości naszego mózgu, że dzięki niej i tworzeniu nowych, nietoksycznych połączeń jego możliwości znacznie wzrastają.

Tekst i zdjęcia: Jędrzej Fijałkowski

Uzdrowiciele, Terapeuci...

W najnowszym numerze

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.