Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Targi ezoteryczne opoka

Uzdrowiciele, Terapeuci, Radiesteci

Jan Spólnik

Jan Spólnik

– Aniele boży, stróżu mój… – tak miliony osób na całym świecie oddają się w opiekę niebiańskiego posłańca, o którym mówi większość religii. Tymi słowami codzienną modlitwę kończy Jan Spólnik, krakowski jasnowidz, bioenergoterapeuta i radiesteta widzący anioły.
W czasie rozmów z nimi otrzymuje anielskie przekazy pomagające mu w pracy i w życiu codziennym. Jak sam podkreśla, to od aniołów dostał pięć darów pochodzących od Boga: dar uzdrawiania, jasnowidzenia, rozpoznania duchowego, sztuki i modlitwy.

Już w dzieciństwie Jan Spólnik był uduchowiony. Miał refleksyjny stosunek do natury, wręcz fizyczną potrzebę pozostawania z nią w harmonii. Zadawał też tzw. trudne pytania dotyczące zawiłości ludzkiej natury, egzystencji i Boga. Zawsze chętnie i bezinteresownie pomagał innym. Wtedy też w jego życiu za sprawą ciotki pojawiła się fascynacja bożymi posłańcami. Często przebywał w jej pokoju, podziwiając wizerunki aniołów i słuchając z dziecinną ciekawością frapujących opowieści o tym, jak pomagają człowiekowi w codziennym życiu, opiekując się nim i zanosząc do Boga jego marzenia i prośby. Nic dziwnego, że zrobił krok dalej i został ministrantem w klasztorze Benedyktynów w Tyńcu.

Anioły
emanujące kolorami tęczy
Latem, gdy tylko pogoda sprzyjała, wybierał się do podkrakowskiego Tyńca na Górę Bogucką. Tam właśnie któregoś upalnego dnia zobaczył na niebie złoty krzyż, a obok dwa anioły w białych szatach emanujące wszystkimi kolorami tęczy. Chłopak nigdy nie czuł tyle miłości, tyle dobrego światła, co wtedy. Anioły zapewniły go, że zawsze może je prosić o pomoc, a one go poprowadzą, że wzbogacać będą jego drogę do Chrystusa. Nic dziwnego, że zbliżyły go do Boga. Jego modlitwa stała się jeszcze bardziej żarliwa i ufna. Nieco później zaczął medytować.

Ale na dar uzdrawiania czekał blisko dwadzieścia lat.
– Długo nie znałem wszystkich swoich możliwości. Szybko jednak – wspomina dzisiaj – przekonałem się, że moja obecność działa na wiele osób bardzo pozytywnie. Mówiono mi, że w moim towarzystwie można zapomnieć o chorobach. Jednocześnie wydawało mi się, że wyczuwam cudze dolegliwości. Kierowany przez anioły zapisałem się na kurs bioenergoterapeutyczny. Te zajęcia i coraz częstsze kontakty z chorymi wiele mi dały. Dolegliwości innych zacząłem dostrzegać w postaci kolorów. Zdrowe ciało i dusza to barwy radosne. Na ciemno zabarwione są miejsca, w których już występuje albo pojawi się choroba.

Przed każdym zabiegiem Jan Spólnik prosi anioły o pomoc. Nigdy nie odmawiają. Zawsze są w pobliżu i to od nich czerpie on swoją uzdrawiającą energię. Myśli i możliwości same się otwierają.

Nic zatem dziwnego, że otrzymuje setki listów i podziękowań za uleczenie. Sądząc po charakterze pisma i stylu wypowiedzi – są od osób o różnym poziomie wykształcenia, wywodzących się z wielu środowisk. Po zabiegu ludzie czują przypływ nowych żywotnych sił, uśmierzony zostaje ból, złagodzone cierpienie, a często dochodzi do całkowitego wyleczenia. I to wszystko dzięki pomocy anielskich opiekunów, którzy decydują także o tym, ile czasu należy poświęcić danemu pacjentowi. Gdy zabieg trwa za długo, to ich siła odpycha bioenergoterapeutę od chorego i wykręca mu ręce do tyłu.

Pouczające historie
– Wśród wielu historii, z którymi się zetknąłem – wspomina Jan Spólnik – dwie dają szczególnie do myślenia. Jedna sprzed kilku lat, druga sprzed kilku miesięcy.

Ta pierwsza dotyczy mojego najmłodszego pacjenta, u którego dwa miesiące po porodzie wystąpiło wodogłowie. Niewiele później zaczęły się kłopoty z wątrobą, jelitem grubym i wzrokiem. Kiedy to maleńkie dziecko do mnie trafiło, było w rozpaczliwym stanie. Ale wiedziałem, że to anioły przyprowadziły tu jego matkę. Zabiegi poprzedziła modlitwa do niebieskich pośredników. Czułem ich obecność przy sobie, płynącą od nich energię i to, że kierują moimi dłońmi. Dolegliwości ustąpiły u malucha już po pierwszej wizycie. Na drugą matka zdecydowała się, kiedy dziecku groziła śmierć z powodu wadliwego działania wszczepionej zastawki. I tym razem wizyta zakończyła się pełnym sukcesem. Wodogłowie ustąpiło, co potwierdziły badania USG. Dziecko czuje się dobrze. Nawet jego czaszka odzyskała normalny kształt.

Druga historia dotyczy mężczyzny, który będąc w szpitalu w stanie agonalnym, odzyskał na chwilę świadomość i poprosił o widzenie ze mną. Kiedy przyjechałem, zastałem go w przerażającym stanie: nieprzytomny, z rozdętym przez wodę brzuchem i bardzo opuchniętymi nogami. Lekarze bezradnie rozkładali ręce, wieszcząc rychły koniec. Widziałem obok siebie dwa anioły, które przybyły z pomocą. Zacząłem się do nich modlić o wsparcie i zgodę na uzdrowienie od Boga. Wspólnie modliliśmy się przez półtorej godziny. Jednocześnie, nie dotykając chorego, przekazywałem mu płynącą od aniołów energię. Po pewnym czasie zaczął ruszać powiekami. Widziałem, jak anioły go obudziły. Przytomny podciągnął się na poręczy i usiadł na łóżku. Następnego dnia otrzymałem telefon, że zdrowy wraca do domu.

Dla aniołów także odległość nie jest problemem. Anielska modlitwa, pomoc i uzdrawiająca energia z Krakowa wędruje przez kontynenty. Trafia, przynosząc zdrowie, do chorych w Kanadzie, Francji czy Australii, bo i tam Jan Spólnik ma pacjentów. Korzystając z pomocy aniołów, wzrokiem określa przebieg cieków wodnych na działkach położonych w dowolnym miejscu na świecie.

Pomaga też, odpowiadając na pytania o przyszłość osób, które się do niego zgłaszają w trudnych sytuacjach życiowych. Wystarczy fotografia, aby nie tylko kogoś zdiagnozować, ale także przepowiedzieć jego losy. To drugi dar, jaki otrzymał od aniołów – dar jasnowidzenia.

Sto procent uduchowienia
– W uduchowieniu osiągnąłem wszystko, co człowiek może osiągnąć. I nie przemawia przeze mnie pycha. Tego dowiedziałem się od aniołów. Co więcej, dzięki ich pomocy mogę określić rozwój duchowy każdego człowieka w procentach, poczynając od wielkich tego świata, przez przeciętnych ludzi, na przestępcach kończąc. I nie zawsze ci, których określamy mianem uduchowionych, osiągają na tej skali najwyższe wartości. A ja? No cóż, ciągle towarzyszyło mi pragnienie świętości i zamiłowanie do spraw bożych, pokora i posłuszeństwo, prostota życia, uległość wobec bożych planów przekazywanych mi przez anioły. Zawsze kierowałem się miłością, dobrocią, szacunkiem i chęcią niesienia pomocy drugiemu człowiekowi. Dlatego też m.in. charytatywnie pomagam chorym w szpitalach czy cierpiącym na nieuleczalne choroby. I to rozpoznanie duchowe to przekazany mi przez anioły dar trzeci.

Obrazy
przez anioły malowane
W czasie terapeutycznych seansów Jan Spólnik prezentuje swoim pacjentom niezwykłe obrazy mające leczniczą moc. Wszyscy, którzy się z nimi zetknęli, zgodnie twierdzą, iż odczuwają skutki ich terapeutycznego działania.

Oglądam obrazy. Początkowo składały się na nie symboliczne znaki krzyży, półksiężyców, gwiazd, elips, różnej wielkości kół i trudnych do jednoznacznej interpretacji znaków oraz tajemnicze postacie kojarzące się z otaczającym nas wszechświatem. Powstają bez woli i świadomości bioenergoterapeuty. Jak on sam twierdzi, jest to zapis leczniczego przekazu energii kosmicznej zrodzony z inspiracji i przy udziale aniołów.

– Ta fascynująca przygoda rozpoczęła się kilkanaście lat temu. Niezwykła siła, której nie mogłem się oprzeć – wspomina Jan Spólnik – zmusiła mnie do sięgnięcia po kartkę papieru i ołówek. Początkowo były to czarno-białe rysunki, teraz do malowania obrazów używam kolorów. Najczęściej powtarzające się to zielony, czerwony i niebieski. Taki był jeden z pierwszych, na którym Michał Archanioł błogosławi mojemu domowi i całemu światu. Anioły z obrazów przekazują miłość i czystość serca, obdarzają siłą, leczą kolorami. Jednak symbole, które wychodzą spod mojej ręki, także dla mnie samego nie zawsze są w pełni czytelne, nie potrafię ich jednoznacznie zinterpretować. Uczę się tego na podstawie anielskich przekazów. Mam nadzieję, że któregoś dnia wskażą mi one klucz do całkowitego rozwiązania tej tajemnicy. Intuicyjnie czuję, iż wiele z nich zawiera informacje o otaczającym, nieznanym nam życiu, o prawdach kosmosu. Na pewno jednak każdy z tych obrazów ma właściwości lecznicze. Już pierwszy emitował pozytywne energie.

Ci, którzy je oglądają, zgodnie potwierdzają ich wspaniałe działanie. Obrazy wywołują uczucie ciepła, mrowienie, dreszcze, a więc typowe objawy potwierdzające nawiązanie kontaktu bioenergetycznego.

– Wspierają moje bezpośrednie przekazy – mówi Jan Spólnik. – Szczególnie skutecznie likwidują bóle głowy. Kojąco działają na układ nerwowy, uspokajają. Człowiekowi, który je ogląda, łatwiej odnaleźć samego siebie, swoje miejsce wśród ludzi, pogodzić się z samym sobą i otaczającym go światem.

Mam ogromną satysfakcję, iż swoje bioenergoterapeutyczne możliwości mogę wzmacniać obrazami. Czuję się ludziom jeszcze bardziej potrzebny.

Gabinet, w którym przyjmuje Jan Spólnik, jak i przylegająca do niego poczekalnia, są dla chorych miejscami wyjątkowymi. To właśnie tutaj na ścianach wiszą medialne obrazy, a także naturalnej wielkości wizerunki twarzy aniołów, które powstały z ich inspiracji. Każdy to osobna historia i przekaz. Z pewnością wszystkie emanują uzdrawiającą energią w kolorach tęczy. Na pewno każdy ma nam coś szczególnego do powiedzenia. Osoby sensytywne odbierają bardzo osobiste przekazy dotyczące ich życia, tego, co w nim ważne. Anioły mówią o miłości i bożej opiece. O tym, że pomagają nam w każdej potrzebie. Osłaniają i chronią od zła, chorób i wypadków, których sami nie potrafilibyśmy uniknąć. O tym, że czuwają nad nami dniem i nocą, gdy śpimy, pracujemy i odpoczywamy, w radości i cierpieniu. O tym, że każdy z nas ma swojego Anioła Stróża, na którego zawsze może liczyć.

Akt miłości i oddania
– Modlitwa – podkreśla Jan Spólnik – jest dla mnie czymś zupełnie naturalnym, potrzebnym do życia, do pomagania ludziom, do rozmowy z aniołami i wypełniania woli bożej. Już jako ministrant chciałem się modlić coraz lepiej i goręcej. I tak jest do dzisiaj. Każda rozmowa z Absolutem czy aniołami jest dla mnie wyjątkowo ważna ze względu na świadomość tego, z kim się spotykam. To zawsze dla mnie przeżycie bardzo osobiste. Ale mogę tak przeżywać modlitwę, ponieważ to aniołowie napełnili moje serce miłością, łagodnością i cierpliwością. Obdarzyli mnie darem modlitwy. A potwierdzają to ci, którzy trafili do mojego gabinetu, szukając ratunku i dla których pomoc i łaski wyprosiłem w modlitwie.

Dlatego nie ma nic dziwnego w tym, że w akcie najwyższej miłości i oddania ofiarowałem mentalnie Bogu za pośrednictwem aniołów, które te dary ode mnie przyjęły, najpierw serce w krakowskim kościele Ojców Saletynów, a nieco później duszę w kościele pod wezwaniem Pana Jezusa Dobrego Pasterza. Taką łaskę trzeba sobie wymodlić. Bardzo tego pragnąłem i moje prośby w tych kościołach zostały spełnione.

Ale Jan Spólnik bywa i modli się w wielu starych krakowskich kościołach, gdzie panuje szczególna atmosfera sprzyjająca mistycznym doznaniom, gdzie omodlona jest każda cegła. Dlatego tak chętnie co niedziela śpieszy na wapienne wzniesienie w zakolu Wisły, zwane Wzgórzem Wawelskim, do katedry królewskiej. Po każdej mszy aniołowie zapraszają go na następną. Tutaj też w ostatnią uroczystość Bożego Ciała, kiedy modlił się w kaplicy Najświętszego Sakramentu, objawiły mu się białe, smukłe i wysokie postacie czterech aniołów z przesłaniem, aby ofiarował Bogu każde swoje nocne czuwanie, każdy swój sen. Kiedy przyjął ich słowa i podziękował za nie, anioły, pokłoniwszy się przed ołtarzem, udały się na zewnątrz katedry i towarzyszyły rozpoczynającej się właśnie procesji.

Warto w tym miejscu wspomnieć, jak ważną rolę w życiu duchowym bioterapeuty pełni refugium astralne, na utworzenie którego otrzymał od aniołów zgodę wkrótce po pierwszych uzdrowieniach. Spotyka się tam z aniołami Michałem i Gabrielem oraz opiekunem duchowym. W tym anielskim świecie, którego spokoju nie zakłócają ludzie ani zwierzęta, w którym zachwyca piękno wiosny, zawsze znajduje ukojenie, wsparcie i wskazówki pomagające w rozwiązywaniu codziennych problemów.
Aniołowie, ratujcie!
Wielu ludzi może powiedzieć, że w chwili zagrożenia życia odczuło pomoc tych niewidzialnych istot. Mówimy wówczas: „Czuwał nade mną dobry anioł”. Pytam o takie momenty mojego rozmówcę, a ten z uśmiechem odpowiada: Są przy mnie cały czas, były więc i wtedy, kiedy groziło mi poważne niebezpieczeństwo.

– Tak było przed kilkoma laty – wspomina Jan Spólnik. – Wieczorem odprowadzałem na dworzec znajomych wracających do Poznania. Na peronie kłębił się tłum pasażerów. Kiedy więc pociąg nadjechał, wskoczyłem w biegu na stopień. Niestety, tak niefortunnie, że poślizgnąłem się i spadałem pod koła. W chwili, kiedy pomyślałem, że już po mnie, silne uderzenie w plecy wepchnęło mnie do wagonu. Wiem, że to anioły uratowały mi życie.

Przybyły na pomoc także podczas mojego powrotu z Cypru. Do Warszawy dotarłem bez przeszkód. Ale tutaj o północy wsiadałem do pociągu jadącego do Krakowa i wówczas zaatakowało mnie pięciu rosłych mężczyzn, żądających oddania wszystkiego, co miałem przy sobie. Sytuacja nabrała dramatyzmu, kiedy poczułem na szyi ostrze noża. Krzyknąłem tylko: „Aniołowie, ratujcie”. W tym momencie napastnicy gwałtownie odskoczyli. Mój portfel, paszport i bagaż porzucili na peronie.

Na zakończenie wizyty pytam jeszcze o przekaz, który może przeczytać każdy, kto trafi do gabinetu pana Jana: „Powierzył Cię opiece Swoich aniołów, aby strzegły Cię we wszystkim, co robisz. Ich ręce podtrzymują Cię, abyś nie uderzył o kamień”. Okazuje się, że jest to anielskie przesłanie do krakowskiego healera. Niech stanie się ono podsumowaniem mojego spotkania z nim.

Jolanta Zając
Obrazy: Jana Spólnika
Fot.: J. Zając

Uzdrowiciele, Terapeuci...

W najnowszym numerze

czwarty wymiar 12/2017
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.