Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

czwarty wymiar 10/11 2019

Wróżbici, Jasnowidzący, Media

Ewa Kulejewska

Ewa Kulejewska

Ewa Kulejewska dostrzega runy wszędzie: w plątaninie gałęzi drzew na osiedlowym skwerku i w chmurach. Na księżych ornatach i papieskich tiarach. W przedmiotach codziennego użytku, na wewnętrznej stronie dłoni, w układzie zmarszczek na twarzy. W zmarszczce na moim czole dopatruje się ochronnej runy ALGIZ, a we wnętrzu dłoni – Mannaz. Gdy pogrubia ją długopisem, mówię: „Przecież się zetrze”. – Ale energia zostanie – odpowiada Ewa Kulejewska. – Wokół nas i we wszechświecie jest wszystko, czego potrzebujemy, wystarczy tylko wyciągnąć po to rękę. A runy to antenki ściągające do nas tę energię...

– Gdy narysuje się runę na wnętrzu dłoni, jej energia wnika w skórę, wchodzi w krew, w organizm, po prostu w życie człowieka – wyjaśnia Ewa Kulejewska. – I nie ma możliwości jej cofnięcia, trzeba realizować przesłanie tej runy.
 
Chronią, leczą, ostrzegają
Jeśli na przykład komuś brak pieniędzy, Ewa Kulejewska rysuje mu na dłoni lub na portmonetce runę obfitości FEHU. Zrobiła tak na dłoniach i portmonetkach dziesiątek swoich klientów. Między innymi zmęczonej, zapracowanej „szarej myszki”, która zjawiła się przed laty w jej gabinecie, płacząc że jest na finansowym dnie. Gdy po roku ta sama klientka odwiedziła panią Ewę ponownie, była inną kobietą. Wspaniale ubrana, umalowana, wypielęgnowana, poinformowała, że właśnie zarejestrowała własną firmę.
Dziewczynie w ciąży, z którą ojciec dziecka nie chciał się ożenić, narysowała na kartoniku runę EHWAZ i kazała nosić w dowodzie osobistym obok zdjęcia. EHWAZ – runa harmonii, dobrego partnerstwa, wspólnego dążenia do tego samego celu okazała się niezawodna: kilka miesięcy później odbył się ślub, dziecko przyszło na świat już w formalnie utworzonej rodzinie. Potem urodziło się następne i do dziś jest to bardzo udane stadło.
Kobiecie wybierającej się samochodem w daleką podróż narysowała na karteczkach ALGIZ i RAIDHO, i kazała je wsadzić pod chodniczki w aucie. Jak się później okazało, kobieta wyszła cało z karambolu na autostradzie.
 
Ewa Kulejewska mówi, że runy są cudowne właśnie dlatego, iż mają potężną moc sprawczą. – Wokół nas, we wszechświecie, jest wszystko, czego potrzebujemy, wystarczy wyciągnąć rękę. A runy to antenki ściągające do nas tę energię.
Sama mistrzyni co roku w styczniu wypisuje sobie na kartce zestaw kilku run symbolizujących sprawy ważne w najbliższych dwunastu miesiącach. To tzw. skrypt, który ma pomagać i pilnować, aby zostały pomyślnie zrealizowane. – Tę kartkę noszę przy sobie, a kiedy zadania zostają wypełnione, wkładam ją do specjalnej szuflady. Uzbierałam już tych kartek tyle, że się z szuflady wysypują...
Runy nie tylko chronią, ale i ostrzegają. Pewna kobieta zapytała panią Ewę, czy powinna wyjść za mąż za mężczyznę, którego zdjęcie jej pokazała. – Jeśli pani to zrobi, małżeństwo potrwa najwyżej rok – odpowiedziała Ewa Kulejewska, a dziś dopowiada mi dalszy ciąg tamtej historii: – Rozwiedli się po kilku miesiącach, bo mężczyzna okazał się psychicznie chory. Dostał kiedyś napadu szału i moja klientka musiała uciekać z domu. Teściowa nie uprzedziła jej o chorobie syna, bo chciała się pozbyć kłopotu.
Za to pewien klient milioner posłuchał run i ocalił fortunę. Przyszedł do pani Ewy po radę, czy wejść w pewien interes, czy nie. Runy pokazały utratę pieniędzy, kryzys, niekorzystną zmianę, choć z zewnątrz ta inwestycja wyglądała bardzo obiecująco. Dziś już wiadomo, że był to wielki niewypał i że runy uratowały tego mężczyznę od życiowego bankructwa.
Runami można też leczyć. Mały chłopczyk nadział się na ogrodzenie w parku, metalowy pręt przebił pośladek na wylot. Młoda dziewczyna przyszła z płaczem, bo poroniła pierwszą ciążę i przelękła się, że nie będzie mogła mieć dzieci. Starsza pani zadzwoniła, że cierpi na tajemniczą chorobę, której lekarze nie potrafią zdiagnozować. Pani Ewa wizualizuje w takich sytuacjach krąg utworzony ze wszystkich dwudziestu czterech run i „widzi”, iż jej chory klient stoi w środku. Robi tę wizualizację wiele dni, wiele razy – aż rana na pupie się zagoi, aż dziewczyna donosi ciążę, aż starsza pani pozbędzie się tajemniczej choroby...
 
Wnuczka wiedźmy
Ewa Kulejewska podkreśla, że jej wiedza o runach nie jest wyuczona, lecz intuicyjna, dana chyba wprost z Nieba. Mówi z dumą w głosie: „To runy mnie wybrały” i opowiada, w jak osobliwy sposób pojawiły się w jej życiu.
Kiedy jako świeżo upieczona mężatka zderzyła się z poważnym życiowym problemem, ratunku postanowiła szukać w modlitwie. Zostało jej to z czasów dzieciństwa, kiedy to wychowywała się u babci w Jarosławiu. Babcia była jej „karmiczną matką” i była wiedźmą. Stawiała bańki, stawiała karty, komponowała mieszanki ziół, robiła masaże, pomagała ludziom energiami. Najprawdopodobniej doskonale rozpoznała, jakie niezwykłe zdolności ma jej wnuczka,
ale nigdy nie powiedziała na ten temat jednego słowa. – Pewnego dnia – wspomina Ewa Kulejewska – babcia posłała mnie po zioła dla chorej cioci. Miałam 6 czy 7 lat. Chodziłam sobie po łące, śpiewałam i rwałam zioła, do których coś mnie przyciągało. Wracam do domu, a babcia mówi: „A coś ty narwała, nie o takie zioła cię prosiłam”. Ale potem przeszyła mnie wzrokiem na wylot, chwilę pomyślała i zaparzyła to, co przyniosłam. Po trzech dniach ciocia Marysia wstała z łóżka… Zawsze miałam bardzo silny kontakt z naturą. Między innymi bezbłędnie czułam, kiedy kotka czy suczka jest w ciąży. Gdy byłam w drugiej klasie podstawówki, zobaczyłam na ulicy ciężarną kobietę i w tej samej chwili stanął mi przed oczami obraz, co się dzieje w jej brzuchu i jak doszło do tego, że tam jest dzidziuś… Gdy opowiedziałam to koleżance, w szkole zrobiła się taka afera, że o mało mnie nie wyrzucili.
 
Mimo że babcia była cudowną, mądrą, kochającą „zastępczą matką”, Ewa bardzo tęskniła za prawdziwą rodzoną mamą. Wymyśliła wówczas, że jej zastępczynią w Jarosławiu będzie Matka Boska Nieustającej Pomocy z pobliskiego kościoła Ojców Reformatów i do niej zaczęła się zwracać w trudnych sprawach. Wykorzystała ten pomysł po latach, gdy jako młodziutka mężatka po raz pierwszy trafiła na poważną życiową rafę. – Tak jak w dzieciństwie postanowiłam porozmawiać z Matką Boską, odmawiając różaniec – opowiada. – I któregoś wieczoru odleciałam... Wpadłam w stan bardzo silnej medytacji, było mi błogo, spokojnie i bezpiecznie, pod zamkniętymi powiekami widziałam łagodną aksamitną ciemność... Nagle rozdarła ją czerwona, pionowa krecha przypominająca piorun. Po kilku dniach znów siadłam do różańca i znów po chwili medytacji zobaczyłam ciemność, którą nagle rozdarła czerwona kreska. Ale tym razem na końcu miała dwa odgałęzienia, jak wyliniała miotła. Pomyślałam sobie wtedy: po co mi się pokazała ta miotła?...
 
Olśnienie w antykwariacie
Dzisiejsza znawczyni run, autorka kilku świetnych książek na ich temat, nie miała wówczas pojęcia, że w ten oto sposób objawiła jej się runa Algiz, która jako pierwsza zapoczątkowała cały korowód runicznych wizji. Podczas kolejnych nocy, w trakcie medytacji, „przedefilowały” przed oczami jej wyobraźni następne 23 runy. Ewa Kulejewska założyła sobie specjalny zeszyt, w którym rysowała ich patykowate kreski i opisywała towarzyszące im obrazy i odczucia. – Na przykład w środku zimy, gdy po ulicach szalała zamieć i mróz sięgał minus 20 stopni – wspomina – ujrzałam pod powiekami pionową kreskę z brzuszkiem i poczułam intensywny zapach róży. Nie miałam pojęcia, że to runa i że nazywa się Thurisaz…
Nazywała znaczki z wizji swoimi własnymi imionami, których używa do dzisiaj. Gdy do niej przychodziły, nie miała pojęcia, że te znaki są już komuś znane, że stoi za nimi długa historia i legenda. Dowiedziała się o tym dopiero w 1981 roku w rodzinnej Częstochowie. Na wystawie mijanego właśnie antykwariatu zobaczyła wszystkie znaczki ze swoich wizji na okładce cienkiej książki, którą natychmiast kupiła. To była pierwszą polska książeczka o runach autorstwa Lecha Emfazego Stefańskiego.
 
Dziś, w różnych sytuacjach, Ewa Kulejewska posługuje się zamiennie ośmioma taliami kart runicznych, w tym talią z jej własnymi komentarzami, wydaną przez Studio Astropsychologii. Tę talię nosi zawsze przy sobie w torebce. Ma także kamyki z runami, drewienka z runami, a w kuchni w jej mieszkaniu stoją runy służące do ochrony domu. W książce Runiczne drogowskazy zamieściła talię bardzo małych kart runicznych, które pojawiły się w jej medytacyjnych wizjach. I Niebo nadal zsyła jej informacje o nowych runach. – W tej chwili mam wiedzę o 38 – mówi Ewa Kulejewska. – A wiem, że będzie jeszcze
10 dalszych. Schodzą na ziemię po to, aby chronić ludzi. Dlatego pojawiają się w tak różnych miejscach, w tak różnych postaciach. Na przykład litery KMB, które wypisujemy na drzwiach mieszkania w Święto Trzech Króli to skrypt czterech run: ISA, KENAZ, EHWAZ i BERKANO, a wisiorek w kształcie prostokąta na pani szyi to runa INGWAZ...

Poznać miłość po… zapachu
Pomaga ludziom nie tylko korzystając z run, ale także z daru jasnowidzenia. U Ewy Kulejewskiej manifestuje się on głównie w sytuacjach związanych ze zdrowiem. Mąż pani Ewy jest właścicielem zakładu kamieniarskiego. Któregoś dnia jakaś wdowa przyszła zamówić nagrobek. Wyglądała marnie, ledwie trzymała się na nogach, więc pani Ewa zaprosiła ją do mieszkania, posadziła na krzesełku, poczęstowała herbatą. – Popatrzyłam na nią chwilę – opowiada – i jednym tchem wymieniłam choroby, które jej dokuczają. Po łacinie, choć nigdy się tego języka nie uczyłam. Wtedy ona wyjęła z torebki wypis ze szpitala i tam zobaczyłam dokładnie te same nazwy chorób... Niedługo po tym przyszedł do męża klient, którego bolał ząb. Dotknęłam jego policzka i ból minął. Pomyślałam, że muszę z tym coś zrobić, zaczęłam szukać tak samo zakręconych ludzi jak ja. W ten sposób trafiłam do szkoły psychotronicznej w Łodzi.
Szkołę ukończyła w 1991 roku. Na pierwszy semestr zapisało się ponad pięćdziesiąt osób, a pracę dyplomową obroniły dwie, w tym Ewa
Kulejewska. Napisała o roli umysłu w walce z chorobą.
 
Każda choroba ma podłoże psychiczne. Nowotwory biorą się z silnych negatywnych przeżyć lub długotrwałej traumy. Choroby skóry – z lęku przed światem, z niezrealizowanej potrzeby wyjścia do ludzi. Kręgosłup wysiada, gdy człowiek nie realizuje siebie, gdy zostaje wytrącony ze swojej głównej życiowej ścieżki. Kaszel to „szczekanie” na świat, a angina – niemożność wypowiedzenia tego, co się chce, i tak dalej… Kiedy przychodzi kobieta skarżąca się na ból kolan, terapeutka zadaje jedno pytanie: „Ile razy hamowała się pani w życiu przed tym, co naprawdę chciała pani zrobić?”.
Dlaczego tak wiele Polek cierpi na ból nóg? Bo odsunięte w wieku 50, 55 lat od pracy i życia społecznego, czują się fatalnie. Chciałyby iść do przodu, ale w rzeczywistości stoją w miejscu, więc energia w nogach nie może płynąć harmonijnie i nogi zaczynają chorować.
Można chorować od bycia z nieodpowiednim człowiekiem. Są ludzie, przy których rozkwitamy i wzrastamy, i tacy, którzy zabierają nam energię lub nas miażdżą. Pani Ewa podaje przykład Napoleona. Dopóki był z Józefiną, zwyciężał i podbijał świat. Kiedy ją odsunął, zaczął ponosić klęski. Albo książę Karola i Diana. Nie tylko ona przy nim, ale i on przy niej czuł się źle, przestał się rozwijać, marniał.
– Po czym poznać, czy energia innego człowieka jest dla nas niekorzystna? – pytam.
– Po tym samym, po czym poznają to zwierzęta: po zapachu. Na pewno miała pani takie sytuacje, że do jednych ludzi pani lgnęła, bo ich zapach dobrze na panią działał, a od innych się pani odsuwała, chociaż byli wyperfumowani świetną wodą. Odpowiednim zapachem można poprawić nastrój, uspokoić się, wyjść z depresji. Niedawno naukowcy odkryli, że swój zapach mają poszczególne choroby i szkoli się specjalne psy do „wywąchiwania” choroby. Jeśli nie odpowiada nam zapach jakiegoś człowieka, nie należy z tym kimś niczego ważnego planować, a już na pewno nie wolno planować życia. To dobór naturalny, bo przecież ludzie są częścią przyrody tak samo jak zwierzęta.

Dzieci runy Berkano
Choć 35 lat temu Ewa Kulejewska jeszcze tej wiedzy nie miała i narzeczonych nie wąchała, wybrała sobie na męża odpowiedniego człowieka. Zawodowo żyją w różnych światach, ale Stanisław dawno przestał się podśmiewać z jej „czarów”, we wszystkim ją wspiera. W ślady męża poszedł syn. Bardzo utalentowany, skończył średnią szkołę muzyczną, dostał się na studia i przerwał je, aby wraz z ojcem wykonywać ciężki zawód kamieniarza. Córka z kolei ma wielką wiedzę ezoteryczną i pomaga pani Ewie w pracy. Wyjątkową wrażliwość i zdolność odczuwania energii ma także dwoje wnuków.
– Dobrze sobie zaplanowałam życie – uśmiecha się znawczyni run. – Wszystko miało swój właściwy czas: był czas pracy, czas nauki, czas zajmowania się dziećmi, a teraz – jeszcze w pełni sił – mogę robić to, co bardzo kocham: realizować się w pomaganiu ludziom.
Swoich klientów często nie pyta o imiona i nazwiska, bo obchodzi ją tylko problem, z którym człowiek przyszedł. Jej gabinet to zwykły, dobrze oświetlony pokój, urządzony bardzo skromnie, aby każdy człowiek czuł się tam tak dobrze, jak u siebie w domu.
 
Jedną z ostatnich pacjentek była Polka mieszkająca we Francji. Dziewięć lat starali się z mężem o ciążę, włącznie z zapłodnieniem in vitro. Nic nie dawało rezultatów. Ewa Kulejewska w aurze tej kobiety zobaczyła po prostu ogromny lęk przed byciem matką. Czasami taki lęk, wkodowany głęboko w podświadomość, mają kobiety, które jako dziewczynki musiały opiekować się młodszym rodzeństwem i nie dawały sobie rady. Czasem lęk jest pokłosiem zasłyszanych w dzieciństwie opowieści matek, ciotek, babek o ich bardzo ciężkich porodach. W polu energetycznym młodych dziewcząt, które to słyszą, powstają wówczas blokady, które Ewa Kulejewska oczyszcza, a później uczy kobietę pewnego prostego rytuału z gałązkami brzozy i runą Berkano. Do tego dochodzi intensywna wizualizacja. Daje to w sumie znakomite efekty – w ciągu kilku miesięcy większość pań zachodzi w ciążę.
Najstarsze dziecko, do poczęcia którego doszło w ten sposób, ma dziś około 20 lat.
Pierwszą klientką, która zwróciła się do Ewy Kulejewskiej z problemem rzekomej bezpłodności, była zapłakana kobieta, która wyznała, że mąż chce ją opuścić, ponieważ ona nie może zajść w ciążę. Nie minęły 3 miesiące od rytuału z gałązkami brzozy i runą Berkano, a ciąża się pojawiła. Rok później ta kobieta urodziła jeszcze jedno dziecko.
– Także w mojej rodzinie – opowiada Ewa Kulejewska – była kuzynka, która zdaniem lekarzy nie mogła mieć dzieci. Wraz z mężem zdecydowali się nawet na adopcję. Zanim załatwili formalności i mogli odebrać dziecko z placówki opiekuńczej, kuzynka, po serii moich rytuałów i wizualizacji była już w ciąży. Urodziła dwoje dzieci rok po roku, czyli w sumie z tym adoptowanym mają trójkę.
– Człowiek rodzi się do miłości, szczęścia, zdrowia, dobrobytu, ale jak może szerzyć dobro i miłość taki człowiek, którego bolą nogi, zęby, którego czeka operacja, który cierpi? – pyta Ewa. – Czy taki człowiek może szerzyć miłość i piękno? W zeszłym roku wydałam książkę Autoterapia, gdzie podaję wiele sposobów na to, jak samemu pomóc sobie w chorobie, co jeść i pić, by w dobrej formie utrzymać wszystkie organy, jak dbać o urodę i wewnętrzną harmonię. Robię wszystko, by tych szczęśliwych ludzi było na świecie jak najwięcej.

Wróżbici, Jasnowidzący,...

W najnowszym numerze

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.