Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Targi ezoteryczne opoka

Wróżbici, Jasnowidzący, Media

Teresa Zembrzuska

Teresa Zembrzuska

Nie zastanawia się, skąd przychodzi do niej wiedza, którą przekazuje tym, którzy na nią czekają. Najważniejsze, że pomaga. Że widzi sens w niezwykłych wydarzeniach, które tworzą plecionkę jej życia.

– Wojciech + życie = ?
Co możesz wpisać w miejsce tego znaku zapytania? Czy jest cokolwiek, co można by podstawić do tej części równania? – pytał Teresę Zembrzuską zaprzyjaźniony biznesmen, kiedy ta gwałtownie protestowała przeciwko niespotykanym dowodom wdzięczności, jakie od niego otrzymała. Pod szpital, w którym leżał jej mąż z połamanymi po wypadku nogami, zajechała furgonetka pełna medycznych darów, z lekami najnowszej generacji oraz specjalistycznym materacem.
– Przecież tak nie można – upierała się.
– To jest mój dar dla służby zdrowia. Zawsze mogę to zrobić. A równanie jest nierozwiązywalne – dodał.
Istotnie, bo jak wycenić życie człowieka? Ile jest warte?
Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie. Może po raz pierwszy w życiu. Sprawa zaś była istotnie dramatyczna i zaczęła się niecodziennie.
Któregoś wieczoru, gdy próbowała się zrelaksować po kolejnym ciężkim dniu pełnym cudzych kłopotów, dramatów i próśb o pomoc w wyjaśnieniu tysięcy wątpliwości, zadzwonił telefon. Nieznajomy głos podał nazwisko, które nic jej nie mówiło. Rozmówca przytaknął, że na pewno go nie zna, on jej zresztą także nie, nigdy w życiu nie korzystał z usług wróżbiarskich, bo jest niedowiarkiem, ale przypadkowo wpadł mu w ręce numer telefonu do niej i postanowił się skontaktować, żeby zapytać tylko o jedną, niezwykle dla niego istotną rzecz.
– Teraz, przez telefon? – zapytała zdziwiona. – Nie mam zwyczaju tak pracować.
– Bardzo panią proszę. Teraz. Przez telefon.
– No, to słucham – powiedziała. Choć istotnie nie udzielała porad w ten sposób, w głosie nieznajomego słyszała taką determinację, że sięgnęła po karty tarota.
– Czy powinienem jechać w podróż, która mnie jutro czeka? – wyrzucił z siebie jednym tchem.
Karty powiedziały, że to podróż na wschód i… bez powrotu.
– To podróż w jedną stronę – powiedziała do słuchawki. – Z niej się nie wraca.
– Ale ja mam już bilet.
– Pan zdecyduje, co pan zrobi. Ja tylko ostrzegłam.
Choć nie do końca był przekonany i nadal nie wierzył we wróżby – nie pojechał. Mimo że powiedział o rozmowie z wróżką i złej przepowiedni – chętnie zastąpił go kolega. Nie wrócił do dzisiaj.

Wiedzy
nie wolno zazdrośnie ukrywać
Miała to „coś” już od dzieciństwa. Jako kilkuletnia dziewczynka przeżyła dziwną przygodę, którą pamięta do dzisiaj i do dzisiaj podziwia wyrozumiałość swoich najbliższych. Skoro jednak ojciec widział więcej niż inni, matka wróżyła z kart, a babcia-zielarka masażami i własnej produkcji balsamem stawiała na nogi całą okolicę – nic dziwnego, że wizja małej Tereni nikogo nie zbulwersowała.
Pewnej nocy, zbudzona hałasami, zeszła do kuchni, ukroiła sobie kawałek chleba i usiadła przy stole. Po chwili pomieszczenie wypełniło się osobami, które rozpoznała od razu, mimo że nie zdążyła ich spotkać za życia. Wiedziała, że ten z siwymi wąsami to jeden dziadek, drugi to ten w butach z cholewami, zauważyła babcię i dwie ciocie. Chodzili po kuchni, rozmawiali, gwar się zrobił jak podczas rodzinnego święta. A ona patrzyła na nich z ciekawością i bacznie obserwowała.
Rano powiedziała matce:
– A w nocy było przyjęcie w kuchni. I był dziadek, i babcia, i ciocie, i wujkowie.
– Poznałaś ich wszystkich? – zapytała jedynie matka.
– Pewnie – potwierdziła.
Trudno dziś wyobrazić sobie takie zrozumienie „widzeń” kilkulatka w przeciętnej rodzinie.
Wie, że skądś wie. Nie docieka skąd. Owe informacje są tak cenne, że nie warto się zastanawiać, kto je jej podsuwa, czy skąd do niej trafiają. To naprawdę sprawa wtórna. Odbiera je więc i przekazuje tym, którzy na nie czekają. Jeśli otrzymała taki dar – nie wyobraża sobie, że mogłaby zachować go dla siebie. Podobnie jest z wiedzą, którą zdobyła na wielu kursach.
– Wiedza jest nie po to, żeby ją zazdrośnie ukrywać i strzec jej przed innymi. Im więcej ludzi będzie umiało słuchać wewnętrznych głosów, które pragną do nich dotrzeć, im więcej będzie potrafiło pomóc sobie samym i najbliższym, im bardziej otworzyć się na drugiego człowieka, tym większe będzie zrozumienie naszego, człowieczego posłannictwa, zrozumienie faktu, że jesteśmy czymś więcej niż tylko ciałem, że musimy rozwijać się duchowo. Choć naszego ziemskiego „ubrania” nie należy całkiem zaniedbywać, bo wszystko jest powiązane, jedno wynika z drugiego, a Całość potrafi więcej, niż jest w stanie objąć nasza wyobraźnia...
Przekazywanie wiedzy jest jak przekazywanie energii – zostaje w uczniach, tworzy nową wartość, wzmacnia system, w którym się obracamy, który funkcjonuje wokół nas, choć nie wszyscy znajdują w nim swoje miejsce, wchodząc bardzo płytko w relacje z otaczającą nas prawdziwą rzeczywistością.
Początkowo wróżyła ze zwykłych kart. W którymś momencie wyczuwa się jednak blokadę: „coś” nie pozwala poważniej potraktować problemu, dowiedzieć się więcej. Brakuje „ciągu dalszego”.
Karty tarota trzeba „zdobyć” albo dostać od kogoś. Nie należy ich kupować, jeśli chce się wejść z tarotem głębiej w kontakt. Kiedy trafiają do człowieka w sposób niecodzienny, „zesłany”. Tarot daje przyzwolenie na rozmowę ze sobą. Ale kiedy zaczyna się go dopiero poznawać i szukać przyzwolenia na głębsze poznanie – karty mogą być zwyczajne, kupione. Na nich uczy się tarotowego alfabetu. Literki, z których dopiero potem składa się wyrazy i zdania. Żeby usłyszeć, jak mówi – musi być pozwolenie oraz karty, które On sam wskaże.
Poznała alfabet. Była gotowa. Czekała na sygnał.

Tarot ją znalazł
Podczas jednej ze swoich wycieczek, dzięki którym nie tylko zwiedza świat, ale i dostrzega rzeczy dla innych niedostrzegalne – trafiła do Turcji. Klasyczne turystyczne wędrówki – rynek, targowisko, małe orientalne sklepiki pełne zaskakujących kontrastów. Zdumiewające, oryginalne eksponaty, warte grube pieniądze obok tandetnych produktów z cienkiej blachy, marnej włóczki i sztucznych „szlachetnych” kamieni. Mijała właśnie obojętnie jeden z takich sklepików, będąc pewna, że nie znajdzie w nim niczego innego niż w poprzednich, że coś ją zaskoczy. Ale jakaś siła popychała ją ku wypadającym z zawiasów drzwiom. Weszła. Rozejrzała się wokół, po półkach. To samo, co w pozostałych. Turek przyglądał się jej bacznie zza lady. I wtedy skierowała wzrok nad regał. Zobaczyła cztery karty tarota: Świat, Słońce, Sprawiedliwość i Rydwan. Do dziś pamięta, że to były właśnie te. Symbolizowały: miłość, szczęście, rodzinę, dom, powodzenie, wygraną, radość życia, koniec zmartwień, spotkanie, taniec, zabawę, dar, dobre intencje, wyjazd, podróż, opiekę. Stała tak i patrzyła w górę na te karty i nagle… łzy poleciały jej ciurkiem z oczu. Nie wie, dlaczego płakała. Może sklepikarz wiedział, bo zapytał: – Co? Trafiłaś tam, gdzie powinnaś trafić?
Karty były niewspółmiernie do swej realnej wartości drogie, kosztowały siedemnaście dolarów, ale nie wahała się ani chwili. Rzeczywiście trafiła tam, gdzie powinna trafić. Choć tak naprawdę to tarot ją znalazł. Jak zawsze, kiedy przyjmuje swych uczniów – sam decyduje, kto ma nim zostać.
Mimo że nie miała łatwego życia i los doświadczał ją dramatycznie – jest optymistką i nie wyobraża sobie, że można mieć inny stosunek do życia, tracąc na czarnowidztwo czas, który tu, na ziemi, jest krótki i cenny o tyle, o ile wykorzysta się go na rozwój i naukę. Pozytywne myślenie – to dla Teresy Zembrzuskiej myślenie jedyne, naturalne. I jeszcze się nie zdarzyło, aby wyniknęło z niego coś złego. Kreuje ono jedynie rzeczy dobre.

Mapa życzeń bez zażaleń
Wiosną, najlepiej w dzień przesilenia, spotykają się u niej rozmaici ludzie i w ramach owego rozjaśniania własnej przyszłości tworzą swoją Mapę Skarbów.
– Komu potrzebna kasa? – pyta ktoś, ściskając wycięte z kolorowego tygodnika zdjęcie z rulonem banknotów.
– Kto chce samochód? – krzyczą z drugiego kąta pokoju.
– Mam jacht, ktoś ma może Hawaje albo Malediwy? – woła inny, komu marzy się wyprawa w tamte strony.
– A Tybet? Ma ktoś Tybet?
Na dużym kawałku bristolu naklejają to wszystko, o czym marzą. Niczym buddyjscy mnisi tworzą swoje mandale, tyle że nie z piasku, lecz ze swoich marzeń. Spotyka się bardzo różne grono: tu nie liczy się wykształcenie, stan konta, stanowisko. Marzenia mają wszyscy i wtedy, gdy starają się je wyrazić, przyklejając na bristol zdjęcia – nie ma znaczenia status społeczny. Spotykają się tu, bo jest atmosfera, jest energia i radość ze zwariowanego, pozytywnego happeningu.
Sama dla siebie także tworzy wówczas Mapę. Ostatnia wisi w domu na ścianie przypominając, że w zdumiewający sposób część marzeń na niej wyklejonych już się spełniła.
Chciała pojechać do Indii. Wycięła więc jakiś fragment mapy tego subkontynentu i bez chwili wahania przykleiła na wielki karton obok innych obrazkowych marzeń. Nie minęło czasu mało-wiele, jak to powiadają w bajkach (choć tu jak najbardziej w grę wchodziła rzeczywistość), kiedy Teresa jechała na dziewięciodniową wycieczkę do Indii. Pierwszego dnia trafiła przypadkiem (przypadkiem? wszak nie ma przypadków, jak nieprzypadkowo trafiła do sklepu z tarotem w Turcji) do aśramu, w którym uczono masażu ajurwedyjskiego. Bardzo chciała poznać jego tajniki już w Polsce. Wszak była doskonałą masażystką… po babci. Weszła i odtąd zamiast zwiedzać zabytki, codziennie od godziny 9 do 16 uczyła się masażu pod okiem hinduskiego instruktora.
Kiedy wróciła z podróży, przyjrzała się swojej Mapie Skarbów. Jakież było jej zdziwienie, gdy na wyciętym fragmencie mapy Indii, który tu nakleiła, zauważyła nazwę miasteczka, w którym podczas wycieczki uczyła się ajurwedyjskiego masażu. Marzyła o Indiach i pojechała tam. Ale na mapie była konkretna miejscowość. Musiało się więc sprawdzić. Musiała się tam znaleźć.

Tarot, astrologia, jasnowidzenie, masaż ajurwedyjski, numerologia kabalistyczna, którą uznaje za szybszą i głębszą niż tradycyjna, leczenie ziołami…
– Jeśli nasze zmysły mają szerszy zakres działania – reszta jest już tylko naturalną konsekwencją – powiada skromnie, jakby istotnie było to wszystko takie proste i nie wymagało wielu godzin medytacji, otwartości na podświadomość, rozmów z Innym Światem.
Na dodatek całkiem przyziemnie studiuje w Instytucie Psychologii Stosowanej na Wydziale Psychoterapii.
Wiedza ezoteryczna i wiedza nauk klasycznych? Czemu nie? Wszystko przecież wynika z Jednego.
Z taką wiedzą łatwiej ludziom pomagać. Można to robić nawet w zatłoczonym tramwaju. Czasem przyłożyć rękę, skoncentrować się na tym czymś ciemnym, co widnieje wokół głowy współpasażera.

Wróżbici, Jasnowidzący,...

W najnowszym numerze

czwarty wymiar 12/2017
Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.