Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Jędrzej Fijałkowski Jędrzej Fijałkowski

Słońce Temudżina

Dr Batgerel Sanj podczas badania pulsuLegenda głosi, że akupunkturę odkryli pierwsi posiadacze prymitywnych łuków, którzy po ugodzeniu strzałą zaobserwowali wyleczenie z dokuczliwych, długotrwałych dolegliwości. Początki tej metody leczniczej sięgają epoki neolitu (kamienia gładzonego). To okres od 10 000 do 4000 lat przed naszą erą.

Podczas prac wykopaliskowych na terenie dzisiejszej Mongolii, w miejscowości Toudaowa w roku 1963 znaleziono ostre kawałki kamieni pochodzące z epoki neolitu właśnie. Eksperci uznali je za pierwsze narzędzia do stosowania akupunktury, a bardziej precyzyjnie, zapewne akupresury, co jednak niczego nie zmienia w merytorycznych aspektach tej dziedziny medycyny naturalnej – dotyczy techniki.

Potem wykopywano coraz doskonalsze narzędzia, poczynając od kamiennych igieł w chińskiej prowincji Huan, przez igły bambusowe, drewniane, aż po jaspisowe, znalezione w ruinach pałacu cesarskiego dynastii Shang, miłościwie panującej od 1765 do 1123 roku p.n.e. Następnie wygrzebano z ziemi igły z brązu, a najstarsze dzieło dotyczące akupunktury, zwane kanonem tej sztuki (Ling shu), pochodzi z V–III wieku p.n.e. W 1027 odlano z brązu figurkę człowieka – oznaczono na niej punkty oddziaływania i przebieg meridianów, czyli kanałów energetycznych, którymi przepływa życiodajna siła chi, będąca podstawą naszego jestestwa.

Jak można przeczytać w książkach polskiego guru akupunktury, prof. Zbigniewa Garnuszewskiego, w owym czasie studia w Cesarskim Kolegium Medycznym na Wydziale Akupunktury trwały aż siedem lat. Studenci, aby zdać egzamin, musieli przekonać powołaną przez cesarza specjalną komisję, że znają położenie nawet najmniej istotnego punktu akupunkturowego.

Wspomniany model z brązu przysłaniano więc nasączoną woskiem bibułą, a egzaminowany przez tę zasłonę, widząc jedynie zarys postaci z brązu, musiał bezbłędnie trafić w punkt, który komisja sobie zażyczyła sprawdzić. Jeżeli wykonał swoje zadanie bezbłędnie – pojawiała się kropla czerwonego płynu imitującego krew.

Trudno mi, przyznam się, zrozumieć tego typu reakcję na właściwe ukłucie, bo kiedy doktor Delgermaa Munkhuu (dla przyjaciół i pacjentów w Polsce – Delger) wkłuwa igły w pacjenta i pojawi się kropla krwi – jest bardzo niezadowolona. O ułamek milimetra pacjent miał przesunięte naczynko krwionośne i stąd ta krew.

Wkłucia powinny być bezkrwawe.

Wyjątkowo, gdy zastój w przepływie energii jest duży, może się pojawić kropla krwi, dając dowód „wychodzenia” choroby z organizmu. Słowo „pacjent” w odniesieniu do kłutego osobnika piszę z pełną odpowiedzialnością, ponieważ dr Delger jest „najprawdziwszym” lekarzem medycyny, wykształconym w Akademii Medycznej w Mongolii i pracującym w tym zawodzie w Polsce, po polskich egzaminach medycznych i nostryfikacji dyplomu. Jest jeszcze coś, co z pewną satysfakcją odnotowuję, w naszej niezdrowej polskiej rzeczywistości, w której medycyna akademicka zamiast współpracować z naturalną, drze z nią koty, trwa histeryczna wojna o homeopatię, a Unia Europejska, pożal się Boże, chce zlikwidować stosowanie ziół w lecznictwie, lada chwila pewnie wydając nakaz zaorania dzikich łąk, na których owe zioła kwitną i dojrzewają. Otóż to, co z satysfakcją odnotowuję – firma, w której dr Delger pracuje, nosi nazwę Przychodnia Lekarska „Narantem”. Medycyna niekonwencjonalna ma „przypisanych” ponadDr Delgermaa Munkhuu podczas zabiegu akupunktury 8500 pacjentów i figuruje w informatorze ZOZ jako poradnia chorób wewnętrznych i poradnia rehabilitacyjna.

– To kosztowało nas trochę zachodu – szef, Cenguunjav Hunjav mówi doskonale po polsku, jak zresztą cały personel – i trochę biegania po urzędach w latach 90., kiedy firmę zakładaliśmy. Nie było jednak podstaw do innej decyzji. Zatrudniam dwie lekarki z wykształceniem medycznym, które służą poradą internistyczną naszym pacjentom, wykonują zabiegi rehabilitacyjne, wypisują „normalne” recepty i kierują na badania, mające na celu potwierdzenie ich diagnozy, jeśli istnieje jakakolwiek wątpliwość po odczytaniu pulsów lub obserwacji twarzy, dłoni, języka i zastosowania wszystkich metod, jakimi dysponuje nasza medycyna ludowa…

Dr Delger w wielu przypadkach, dzięki badaniu z pulsu zaobserwowała zmiany w organizmie pacjenta. Informując o swoich podejrzeniach, z reguły otrzymywała odpowiedź: – W życiu. Nic takiego mi nie dolega… Na ogół po usilnych prośbach, aby zrobić USG, przy kolejnej wizycie pacjentka, która się do nich zastosowała, przychodziła na dalsze leczenie, mówiąc, że lekarka miała rację.

Jako Europejczycy jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że mamy jeden puls i z niego dowiadujemy się nieco o stanie serca, aktualnym tętnie, przeżywaniu emocji. Medycyna Wschodu mierzy

12 podstawowych pulsów

dla 12 naszych narządów. Wychwycenie ich to już wyższa szkoła jazdy, której uczą na każdym wydziale w Akademii Medycznej. Na wydziale Medycyny Ludowej (bo taki w Akademii Medycznej Mongolii istnieje) poznaje się ich kilkadziesiąt.

12 pulsów po 6 par, które uciska się raz głębiej (przy narządach tzw. pełnych) lub lekko (przy narządach tzw. pustych). Puls 1 – serce (pełne) i jelito cienkie (puste), następnie: śledziona/trzustka – żołądek, dalej: lewa nerka i narządy płciowe, kolejny: płuca i jelito grube, wątroba i pęcherzyk żółciowy, prawa nerka i pęcherz moczowy.

Zdumiewające, choć nie dla lekarza Wschodu, są relacje zachodzące między reakcjami naszych organów i ich wzajemne powiązania.

Artykuły z tej kategorii

  • Czym jest wolność?

    O wolności i zniewoleniu człowieka z Jerzym Prokopiukiem – gnostykiem, ezoterykiem, filozofem, religioznawcą i pisarzem, naszym wieloletnim współpracownikiem, rozmawia Sebastian Minor.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.