Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Jędrzej Fijałkowski Jędrzej Fijałkowski

Niezwyciężony

Treningu konia doglada Stefania ZakKoń więc został i należało mu znaleźć lokum, i w ogóle wejść w ten koński biznes. Kiedy powiedziało się „a” – trzeba powiedzieć „b”. Obie były przekonane, że los im w tym pomoże. I tak się stało. Zadzwonił trener ze Służewca, Maciej Kasprzyk, i powiedział, że wynajął pod Częstochową teren, otwiera własny interes i chętnie przyjmie tam chorego Indianę, aby się nim zaopiekować.

Pod Częstochowę miały kawałek drogi, jednak odwiedzały konia często, w Warszawie zaś siedziały przy Quantecu i dawały mu coraz to nowe zadania. Nie wszystko dało się jednak załatwić elektronicznie. Trochę było też do zrobienia medycznie. Jeden z najlepszych „końskich” lekarzy wysterylizował Indianę, który od urodzenia miał jedno jądro cofnięte do podbrzusza. Dalej – z niewiadomych przyczyn koń pocił się niemiłosiernie. Szyja i głowa, nawet bez żadnego wysiłku, były całkowicie mokre. Stale okrywano go pledem z polaru. Doktor zrobił burzę mózgów w swoim środowisku, zainspirowany sugestiami płynącymi z Quanteca. Okazało się, że odpowiada za to jeden z nerwów czaszkowych. Urządzenie zostało zsynchronizowane ze zdjęciem i podjęło pracę. Po krótkim czasie problem znikł. Czyta się jak bajkę? Przyznaję, sam wątpiłem, ale coraz więcej na tym najwspanialszym ze światów jest rzeczy, których oko nie widziało i ucho nie słyszało. I żeby było śmieszniej, rzeczy te powstają dzięki nauce.

Został problem główny, czyli „przemieszczające się podniebienie miękkie”, która to dolegliwość wyeliminowała konia z wyścigów, a jego właściciela sprowokowała do drastycznej decyzji oddania go do rzeźni. Indiana oprócz tej wielkiej wady był zagrzybiony, zapleśniony i zaflegmiony po przebytym grudkowym zapaleniu błony śluzowej gardła.

Palący problem DDSP

Maciek Kasprzyk jeździł na Indianie delikatnie, czuwając nad jego oddechem. Mimo tego koń toczył pianę z pyska i nosa, a jego pot miał białe zabarwienie. Na ćwiczebnym, 800-metrowym torze łapał ciężko powietrze, ale już się „nie zatykał”. Nadal jednak go ujeżdżano. Na pewno nie było mu lekko, jednak rehabilitacja u ludzi kosztuje równie wiele wysiłku i bólu.

– W ten sposób się oczyści. Przecież nie dasz mu chustki do wysmarkania. Musi to zrobić w biegu – przekonywał trener.

Zapadła decyzja, że koń spróbuje sił w jednym z ostatnich biegów w czerwcu. W maju wziął udział w próbnej gonitwie na Służewcu. Badanie endoskopem przed biegiem wykazało, że nie ma już grudkowego zapalenia gardła. Przemieszczało się jeszcze podniebienie, ale lekarz zezwolił na udział w zawodach. 24 czerwca 2011 roku Indiana Wells postawił po raz pierwszy w życiu wszystkie cztery kopyta na bieżni. Dżokej dostał dyspozycję, że koń ma dojechać w dobrej formie, nie zwyciężyć, bo to jeszcze nie jego czas. W swoim pierwszym wyścigu dla dwulatków dotarł do mety przedostatni, za to w prawie dobrej kondycji.

Nadal jednak coś szło nie tak. Stefania wysyłała do Quanteca, który potrzebuje precyzyjnych, jednoznacznych danych, coraz to nowe informacje dotyczące choroby konia. Szperała po stronach internetowych, przeglądała specjalistyczne książki, konsultowała się z weterynarzami, którzy zaglądali do zwierzęcia i dzielili się swoimi opiniami.

Jedna z „wyścigowych” lekarek po obejrzeniu biegu Indiany powiedziała, że to piękny koń i szkoda, żeby przychodził na końcu stawki. Trzeba mu przypalić podniebienie, wówczas utworzy się blizna, która je usztywni. Stefania i Ola złapały się za głowę. W życiu!!! Wtedy lekarka powiedziała to, na co czekały one i Quantec – fachową nazwę choroby.

– Tak się czasami leczy DDSP – przez przypalanie. Jednak żadna operacja ani leczenie przy DDSP nie dają większej pewności na sukces niż 60%. Dlatego mało kto fatyguje się, żeby konia leczyć…

– Co pani powiedziała? DDSP? Co to jest?

– To właśnie to, na co cierpi Indiana: dynamiczne przemieszczenie podniebienia miękkiego (Dynamic dorsal dispacment of soft palate – DDSP).

Bingo. Tego potrzebował Quantec. Wibracji związanej z właściwą nazwą choroby.

– Dzięki ci, Koński Aniele Stróżu – westchnęły modlitewnie Stefania z Olą i natychmiast wprowadziły nazwę choroby do Quanteca.

Na drugi dzień zadzwonił spod Częstochowy Maciej Kasprzyk.

– Wprowadziłaś już właściwą nazwę do tego twojego urządzenia?

– Wczoraj.

– Słuchaj, dziś rano miał tak czysty oddech, że pogoniłem go jeszcze raz, żeby to sprawdzić. Biegł świetnie.

Jutro będzie lepiej

Potem była kolejna gonitwa na Służewcu. I to samo przykazanie dla dżokeja: mierzyć na ogon, nie na celownik. Indiana bez piany na pysku, w dobrej formie, znowu był przedostatni. I wyglądał znacznie lepiej niż po poprzedniej gonitwie.

Po tym biegu na stronie internetowej jednej ze stajni ukazał się nieprzyjemny komunikat osoby zainteresowanej w jakiś sposób koniem, informujący, że fałszywa miłośniczka zwierząt odkupiła go za śmieszne pieniądze, sprzedała za podwójne, też zresztą śmieszne w porównaniu do jego wartości i puszcza konia na wyścigi, nie bacząc na jego zdrowie, które mu rujnuje, i na niebezpieczeństwo grożące dżokejowi. Z jednej strony – tacy już jesteśmy, my, ludzie, że nawet koniowi staramy się podstawić nogę, mając nadzieję, że mimo jego czterech jednak się potknie, z drugiej zaś – skoro DDSP nie można wyleczyć – wniosek o niebezpieczeństwie mógłby wydawać się słuszny. Nie pierwszy to raz znajdują się osoby, które, jeśli nie pasują im fakty, stwierdzają autorytatywnie, że „tym gorzej dla faktów”. Mimo że po ostatnich naukowych odkryciach jesteśmy już na etapie prędkości szybszej od światła, niektórzy, widać, wciąż myślą wolniej.

Artykuły z tej kategorii

  • Noworoczne gry i zabawy

    Ludzie Wschodu z wielkim upodobaniem zanurzają się w świat symboli. Szczególną po temu okazją są obchody ich najważniejszego święta – Nowego Roku Chińskiego – które trwają długo i są niezwykle huczne.…

    Czytaj więcej...

  • Tygrys - źródło siły i dobrobytu

    Tygrys to zodiakalny patron roku 2010. Pod jego niespokojnymi i pełnymi sensacji rządami możemy spodziewać się licznych przygód, awantur i feerii przedsięwzięć artystycznych. Z pew  nie będziemy się nudzić.…

    Czytaj więcej...

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.