Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Tadeusz Oszubski Tadeusz Oszubski

Wyprawy do wnętrza Ziemi

Voyageaucentrede00vernuoft raw_0123_1W głębinach Ziemi znajdują się podobno wielkie, puste przestrzenie. To, co może w nich się skrywać, fascynuje pisarzy, badaczy, awanturników. Czy bramę do podziemnej krainy wskazał francuski pisarz Juliusz Verne? A może odkryli ją i przekroczyli niemiecki komandor Brodd i amerykański admirał Byrd?

Pierwodruk powieści Juliusza Verne’a Wyprawa do wnętrza Ziemi ukazał się w 1864 r. Odtąd książka ta inspirowała innych pisarzy, a później filmowców. Co istotne, informacje zawarte w powieści nie były jedynie wytworem wyobraźni pisarza, bo koncepcję pustej Ziemi, a więc istnienia jakiejś krainy wewnątrz naszego globu, przedstawiano na długo, zanim Verne się urodził.

Hipotezą, że Ziemia jest w środku pusta zajmował się już Platon. W XVII w. słynny astronom Edmund Halley skłaniał się ku poglądowi, że Ziemia zbudowana jest z czterech sfer. Temat ten w 1818 r. podjął John Cleves Symmes, emerytowany kapitan piechoty. Symmes przekazał Kongresowi Stanów Zjednoczonych oficjalne pismo mówiące, że Ziemia jest wewnątrz pusta i Amerykanie powinni to terytorium skolonizować. Symmes zamierzał osobiście stanąć na czele pierwszej ekspedycji. Domagał się od władz ekwipunku, setki ludzi, ponadto reniferów i słoni, aby sforsować położoną na Syberii bramę do podziemnej krainy. Amerykańscy politycy odrzucili ten wniosek. W 1906 r. inny propagator koncepcji pustej Ziemi, William Reed postawił hipotezę, że skorupa naszej planety gruba jest na 800 mil. Pod tą warstwą znajduje się pusta przestrzeń o średnicy 6400 mil oświetlona jądrem Ziemi, pełniącym rolę wewnętrznego Słońca. Według Reeda nie trzeba przewiercać się przez skorupę, bo na obydwu biegunach istnieją wejścia do wnętrza Ziemi.

Tradycja ezoteryczna także wspomina o krainie w podziemnej sferze naszego globu. To Szambala, enklawa mędrców, którzy – zależnie od ezoterycznej szkoły – są nieśmiertelni albo tworzą plemię duchowo rozwiniętych wybrańców. Lud Szambali żyje od tysiącleci w ukryciu. Dostać się do tej krainy mogą wyłącznie wtajemniczeni, a sekretna brama jest gdzieś w Azji.

Wspomniana uprzednio koncepcja Reeda oraz tradycja Szambali zostały połączone w epoce międzywojnia, co przyniosło iście niezwykłe konsekwencje. W 1931 r. prof. Herman Wirth, niemiecki badacz zajmujący się kwestiami czystości rasowej, postawił hipotezę, że w odległej przeszłości gigantyczny okruch kosmicznego lodu – lodowy księżyc – spadł na Atlantydę zamieszkałą przez Ariów i ją zniszczył. Wkrótce nazistowscy mroczni ezoterycy rozwinęli hipotezę Wirtha w charakterystyczny dla nich sposób.

Wirth w 1935 r. spotkał się z Heinrichem Himmlerem. Himmler zachwycił się koncepcją Wirtha i wkrótce została ona wsparta hipotezą pustej Ziemi oraz swoistą odmianą legendy Szambali. W kręgach zwolenników niemieckiego narodowego socjalizmu powstał ruch mistyczno-intelektualny głoszący, że pierwotna rasa aryjska, czyli, według ideologii nazistowskiej, protoplaści Germanów, zrodziła się na Atlantydzie położonej na północ od Europy, być może w okolicach bieguna. Po zagładzie Atlantydy jej mieszkańcy przenieśli się do enklawy wewnątrz Ziemi, gdzie wciąż przebywają.

Koncepcja pustej Ziemi i ukrytej pod ziemią pragermańskiej cywilizacji zafascynowała przywódców III Rzeszy, w tym też samego Adolfa Hitlera. Przekonanie o prawdziwości tego założenia zaowocowało niezwykłą misją. W maju 1943 r. wysłano z Niemiec okręt podwodny na biegun północny, gdzie miał znajdować się otwór prowadzący do podziemnej krainy. Ten okręt,

U-209, dowodzony był przez komandora Heinricha Brodda, a na pokładzie miał ideologicznie pewnych marynarzy oraz grupę naukowców. Ponieważ trwała wojna i na Atlantyku toczono boje – misja komandora Brodda była ryzykowna. Nie wiadomo, jakie były losy U-209. Jedno jest pewne – okręt nie powrócił z wyprawy i do dziś oficjalnie nie wiadomo, co z nim się stało.

To jednak nie koniec opowieści o tajemnej krainie w głębinach Ziemi. Informacje o ekspedycji U-209 na biegun północny zachowały się w archiwach i mogły zainspirować inną wyprawę. Czy tak było, nie ma pewności, ale faktem jest, że trzy i pół roku po komandorze Broddzie na ten sam obszar ruszyła wielka amerykańska ekspedycja wojskowa. Ekspedycja tajna i wyposażona jak na wojnę. Wyprawę amerykańskich okrętów do Arktyki zorganizował kontradmirał Richard Evelyn Byrd.

Richard E. Byrd (1888–1957) od dawna interesował się tym regionem, np. 9 maja 1926 r. przeleciał samolotem nad biegunem północnym, co było pionierskim wyczynem. Nie wiadomo, w jaki sposób przekonał sztab generalny i polityków, by USA poniosły wielkie koszty wojskowej wyprawy na biegun. Przypuszczalnie na podjęcie takiej decyzji wpłynęły tajne dokumenty z hitlerowskich archiwów. A może przypomniano sobie o propozycji, którą 150 lat wcześniej John

Cleves Symmes złożył Kongresowi USA?

Artykuły z tej kategorii

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.