Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar"

Śladami przeszłości

Krzysztof Ryniec Krzysztof Ryniec



ziemia i kalendarz majowWydana w roku 1998 książka Patricka Geryla, znana u nas pod tytułem Proroctwo Oriona na rok 2012, jak mało która z ostatnich publikacji zrobiła sporo szumu i w wielu krajach, niemal bez pomocy mediów, stała się bestsellerem.

Przypomnijmy krótko: belgijski pisarz twierdzi, że udało mu się odczytać część tzw. Kodeksu drezdeńskiego Majów i znalazł tam apokaliptyczne wieści dla współczesnych Ziemian. Otóż między 19 a 21 grudnia 2012 wybuch słoneczny w postaci potężnej porcji plazmy dosięgnie ziemskie pole magnetyczne, odwróci jego bieguny, a co gorsza za pośrednictwem oddziaływania magnetycznego odwróci również kierunek ruchu wirowego naszej planety. Przebiegunowania magnetyczne wielokrotnie miały miejsce w dziejach naszej planety. Ostatnie zarejestrowano około 180 tysięcy lat temu i nie istnieją ślady, żeby miało to jakieś znaczenie dla życia organicznego. Nie ma też żadnych namacalnych dowodów, aby takie przebiegunowanie zmieniło kierunek obrotu Ziemi – aby Słońce wschodziło na zachodzie, jak to malowniczo opisuje Geryl.

Panikę wywołał fakt, że autor wieszczy związane z przebiegunowaniem klęski: trzęsienia ziemi, wybuchy wszystkich wulkanów jednocześnie, kilkukilometrowej wysokości fale tsunami, wybuch elektrowni atomowych; mówiąc krótko – zagładę niemal całego życia ziemskiego, z wyjątkiem rejonów wskazanych przez niego. Koncept Belga okazał się tak nośny, a oczekiwania, że coś ciekawego w końcu się wydarzy tak silne, że pojawiły się kolejne rozwinięcia rzeczonego proroctwa. Tak więc najpierw u wszystkich niemal znanych proroków – żywych i umarłych – znaleziono jakoby wzmianki świadczące, że oni również przewidywali podobne katastrofy, tyle że nie potrafili podać ich źródła. Dalej posypały się relacje z channelingów, a w nich reinterpretacje odkrycia Geryla. Otóż nie koniec świata, ale nowy początek; nowe poziomy świadomości, przejście w inne wymiary, na inne poziomy wibracji, gęstości i wiele podobnych dywagacji podanych jednak zawsze w formie absolutnych i ostatecznych pewników.

W miarę zbliżania się do owego ponoć niesamowitego roku, panika wzrosła na tyle, że nawet NASA zdecydowała się wydać oświadczenie: „Ludzie, nie bójcie się, interpretacja kalendarza Majów podana przez Geryla jest błędna, żaden kalendarz nie przewiduje przyszłości”. Oświadczenie NASA było równie mętne jak praca Geryla – zawsze można powiedzieć: żaden z wyjątkiem tego właśnie. Świat się więc nie uspokoił. O co tu chodzi? Czy Patrick Geryl jest zręcznym hochsztaplerem, czy może paranoikiem? Odpowiedź nie jest taka prosta, spróbujemy jednak problem rozwikłać. Tu uprzedzę: „optymistyczne” wnioski nie potwierdzą się i koniec świata nie nastąpi. Niewiele ryzykuję, czytelnicy tego artykułu, jeśli się mylę, będą mieli z pewnością większe problemy aniżeli ściganie biednego autora.

Zacznijmy od tego, że przyczyna magnetyzmu ziemskiego jest istotnie nie do końca poznana. Pierwotnie do około 1900 roku sądzono, że sprawa jest prosta – jądro ziemskie składa się z ferromagnetyków, z triady żelazowców (żelazo, kobalt, nikiel) i jakoś się namagnesowało. Niestety, znany nam skądinąd Piotr Curie odkrył, że każdy ferromagnetyk (potencjalny magnes) traci w określonej, i to niezbyt wysokiej temperaturze swoje własności magnetyczne. We wnętrzu Ziemi temperatura jest z pewnością wyższa od temperatury tzw. punktu Curie. Obecnie za najbardziej prawdopodobną przyjmuje się teorię geodynama. Najprościej rzecz ujmując: prądy konwekcyjne w płynnym jądrze Ziemi indukują pole magnetyczne. Innymi słowy, ogromne masy poruszających się wraz ze stopioną materią ładunków elektrycznych tworzą pole magnetyczne – taki bardziej skomplikowany elektromagnes. Jako że mamy do czynienia ze stopioną materią o różnym stopniu lepkości, ruch nie jest zbyt uporządkowany, stąd bieguny ziemskiego elektromagnesu cały czas wędrują, a wartość natężenia ziemskiego pola magnetycznego zmienia się. Oczywiście ziemskie pole magnetyczne sięga w kosmos, czego wizualnym skutkiem są choćby zorze polarne, i oddziałuje ze zjonizowanymi cząstkami przybywającymi między innymi ze Słońca. Ma to niekiedy znaczny wpływ na propagacje fal radiowych, potocznie mówiąc, wywołuje zakłócenia. Trudno jednak sobie wyobrazić, aby nawet najpotężniejsze masy zjonizowanej plazmy „chwyciły” ziemskie pole magnetyczne za jego pozaziemskie linie i obróciły dokładnie o 180 stopni całe ziemskie jądro, a z nim resztę planety. Do tego, wedle Geryla, miało się tak zdarzać dokładnie co 11 500 lat za sprawą jakiegoś tajemniczego słonecznego zegara, o którym jakoby wiedzieli Majowie.

Idźmy więc do owych Majów, a dokładniej do przypisywanego im dokumentu – Kodeksu drezdeńskiego, który wzbudził takie zainteresowanie Geryla i rozpętał całą aferę. I tu rozpoczyna się sprawa natury wręcz kryminalnej. Otóż z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością ów słynny kodeks jest fałszerstwem, a może delikatniej mówiąc żartem, i to nie byle kogo, bo najtęższych ponoć umysłów początku XIX wieku: Aleksandra von Humboldta – drugiego Leonarda da Vinci i Carla Fredricha Gaussa – księcia matematyków, fizyka, który pierwszy zmierzył wartość natężenia ziemskiego pola magnetycznego. Zacznijmy od tego, że obaj panowie się znali, przyjaźnili i współpracowali. Do tej wyśmienitej pary zaryzykuję dodać równie wielkiego starszego brata Aleksandra – Wilhelma – językoznawcę i archeologa. Nawiasem mówiąc, największa wyższa uczelnia naszych zachodnich sąsiadów – uniwersytet w Berlinie nosi właśnie imię braci Humboldtów.

Oficjalna strona miesięcznika "Czwarty Wymiar", ukazującego się od 1996 roku.
Wydawca Centrum "REA" Rena Marciniak-Kosmowska - "Czwarty Wymiar" - All Rights Reserved. Wszystkie prawa zastrzeżone.
Kopiowanie i powielanie treści lub/i grafiki zawartej w tym serwisie bez zgody autora serwisu jest zabronione i chronione prawem.